To już druga "działkowa" influencerska afera w tym miesiącu. Wcześniej na sąsiedzkich grupkach z okolic Gdyni ostrzegali przed twórczynią kradnącą rośliny, natomiast teraz - konflikt toczy się między internetową celebrytką a właścicielką modowej marki She is Sunday.
Marta Lech-Maciejewska, która w sieci działa jako SuperStyler, opowiedziała o tym, jak przedstawiciele brandu bezprawnie weszli na jej posesję, użyli jej w celu zorganizowania komercyjnej sesji zdjęciowej i... prawdopodobnie popsuli jej ogrodzenie. Influencerka pokazała przebitki z działki i zestawiła je z materiałami opublikowanymi przez markę i rzeczywiście - trudno zaprzeczać, że były one realizowane gdzie indziej.
Widzicie ten zniszczony płot? To będzie historia o tym, jak właścicielka polskiej marki modowej dla kobiet postanowiła bezprawnie wtargnąć na moją działkę na RODzie, żeby zrobić sobie tutaj sesję zdjęciową dla swojej marki. Komercyjną sesję, i teraz reklamy z mojej działki hulają po internecie
WIDEOTak wyglądał bajkowy ślub państwa Brzozowskich. Zaczęło się od WPADKI Z WELONEM
Właścicielka marki odzieżowej przeprasza za włam na działkę
Influencerka o fakcie została powiadomiona przez własnych widzów, którzy podsyłali jej materiały marki modowej i dopytywali, czy to efekt nowej współpracy. SuperStyler podkreśliła, że działka jest terenem rekreacyjnym, który służy do wypoczynku jej i jej rodziny (również dzieci), a także ona sama promuje tam własną markę, w związku z czym teren stał się znakiem charakterystycznym jej osobistego brandu.
Marka She is Sunday do tej pory nie wydała oficjalnego oświadczenia. Natomiast Karolina Miko, właścicielka, najpierw zamieściła komentarz z prywatnego profilu z publicznymi przeprosinami, a później opublikowała dłuższą rolkę z wyjaśnieniem.
Marta, chciałabym Cię publicznie bardzo przeprosić. To, co wydarzyło się podczas naszej sesji zdjęciowej, nie powinno było mieć miejsca. Bardzo mi za to wstyd i przykro. Sesję realizowałyśmy na pobliskiej działce, którą w tym celu wynajęłyśmy i to tam powstała większość kampanii. Jednak w drodze do niej zobaczyłyśmy Wasz piękny ogród - nie wiedząc w tamtej chwili że należy do Was, powstało tam kilka ujęć. Próbowałam skontaktować się z Tobą prywatnie, ponieważ zależy mi, żeby przeprosić Cię również osobiście i naprawić tę sytuację. Chciałabym także naprawić wszelkie szkody, jeśli do nich doszło. Materiały z tym ujęciem zostały już przez nas usunięte z reklam i z naszej strony. Nie powinniśmy byli wykorzystać tego ujęcia bez Twojej zgody
Działkowa influencerka żąda finansowego zadośćuczynienia
Marta Lech-Maciejewska nagrała film, w którym dokładnie przedstawiła swoje oczekiwania względem rozwoju sytuacji. Wyjaśniła, że wysłała je również do właścicielki marki She is Sunday za pośrednictwem maila oraz tradycyjnej poczty.
Nasze oczekiwania są dwa. Pierwsze oczekiwanie to przeprosiny na profilu instagramowym zarówno marki, jak i właścicielki, która bezprawnie wtargnęła na naszą działkę, uszkadzając płot, ale też robiąc sesję zdjęciową, którą później udostępniała i w sposób płatny promowała w internecie, wykorzystując naszą przestrzeń.
Jak do tej pory komunikat wydała jedynie Karolina Miko, nie uwzględniając przeprosin na profilu firmy.
Drugie roszczenie to wpłacenie przez firmę 20 tys. zł, a przez współwłaścicielkę firmy 5 tys. zł na konto Fundacji Herosi, fundacji, która wspiera dzieci chorujące na nowotwory
SuperStyler podkreśliła, że sama wspiera tę fundację i uważa, że nawet to, co się wydarzyło, może wykorzystać do zrobienia czegoś dobrego i wsparcia tych bardziej potrzebujących.
Mam nadzieję, że udam nam się przekuć tę sytuację w coś dobrego. Szczególnie, że nasze oczekiwania są symboliczne, biorąc pod uwagę sytuację finansową firmy i właścicielki, którą każdy może sprawdzić w KRS.
Marta Lech-Maciejewska dodała, że dostaje od swoich obserwatorów wiadomości, że ubrania promowane zdjęciami wykonywanymi na jej działce sprzedają się "całkiem nieźle", więc jej wymagania tym bardziej nie powinny być problemem.
Właścicielka marki przeprasza jeszcze raz, ale nie tak, jak życzy sobie tego właścicielka działki
Karolina Miko faktycznie zrobiła coś poza komentarzem - opublikowała nagranie, na którym przeprasza za wyrządzone szkody i deklaruje chęć "dogadania się" z Martą Lech-Maciejewską.
Chciałbym Was zapewnić, że zdjęcia do kolekcji HOMETOWN odbyły się w zupełnie innym, wynajętym w tym celu miejscu. Jednak w drodze na plan zdjęciowy, minęłyśmy przepiękny płotek. W zachwycie nad nim, zrobiłyśmy na szybko kilka zdjęć jednego produktu. Naszym błędem było to, że nie ustaliłyśmy właściciela działki i nie poprosiłyśmy o jego zgodę by skorzystać z terenu. To był nasz błąd i bierzemy za niego pełną odpowiedzialność. Płotek zostawiłyśmy w nienaruszonym stanie, więc nie wiemy jak doszło do zniszczenia. Natychmiast po pojawieniu się publikacji na Instagramie, usiłujemy skontaktować się z Martą, z którą się prywatnie znamy. Natychmiast również usunęłyśmy zdjęcie z wykorzystaniem wizerunku "białego płotka" z naszej kampanii.
Zarówno na profilu marki, jak i jej osobistym koncie pojawiło się sporo krytycznych komentarzy. Ludzie podkreślają m.in. fakt, że gdyby sytuacja nie została nagłośniona, a działka nie należała do influencerki, zostałaby najprawdopodobniej zamieciona pod dywan.
I super, że o tym mówisz, bo gdyby się włamała do Pana Stasia to pozostałaby bezkarna, nikt nie wiedziałaby, że takie coś miało miejsce! Wstyd
Co sądzimy o tej sytuacji?