Najbardziej podobają mi się dwie ostatnie minuty. Po serii emocji, które faktycznie były szczere, kiedy on się naprawdę wzruszył – chyba że jest doskonałym aktorem – pojawiła się fala pytań dotyczących winy pana Macieja. W pewnym momencie, kiedy wyrażał, że doskonale rozumie i zgadza się z tym, że wina leży po obu stronach, starał się to pokazać bardzo otwarcie, łapiąc kontakt wzrokowy z dziennikarką. W ten sposób chciał pokazać, że "tak, jestem osobą, która doszła do tego etapu, my jesteśmy oboje winni, nie obwiniam mojej partnerki". I nagle, kiedy dziennikarka zadała mu pytanie, "w czym jest twoja wina?", wtedy "prychnął, parsknął", czym wyraził lekceważenie i zasugerował, że nadal uważa swoją partnerkę za głównego winowajcę. On obarcza ją odpowiedzialnością i, w konsekwencji, pozostałe elementy, które potem się pojawiały, należy uznać za reżyserowane i udawane. Reżyserowane elementy to emocja pokazująca, że jest wzruszony, że zaczyna płakać, dotyka ręką twarzy, kiedy mówi o dzieciach. To wszystko była inscenizacja, co potwierdza fakt, że w ostatnich sekundach, kiedy dziennikarka powiedziała: "nie wstydź się, mężczyźni mają prawo do emocji", on wtedy zaczął się znowu cieszyć, machać nogą, uśmiechać w sposób ukryty. Czyli cieszył się z tego, że ktoś go pocieszył albo że udało mu się złapać widza i dziennikarkę na te emocje, oczywiście udawane - przyznaje ekspert.