Wokół kontynuacji kultowej komedii romantycznej "Nigdy w życiu!" rozpętała się prawdziwa burza wizerunkowa. Zamiast święta polskiej kinematografii i głośnego powrotu do historii Judyty i Tośki, media społecznościowe oraz portale plotkarskie żyją dziś otwartym konfliktem na linii Joanna Jabłczyńska – twórcy filmu. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Barbarę Krysztofczyk, ekspertkę ds. wizerunku i PR.
Afera wokół "Nigdy w życiu!" wymknęła się spod kontroli?
Według Krzysztofczyk - choć producenci mają pełne prawo obsadzać role według własnego uznania – a nawet ulegać naciskom podmiotów finansujących film – to prawdziwym źródłem obecnego kryzysu okazał się całkowity brak umiejętności zarządzania emocjami wokół projektu. Jak podkreśla ekspertka, produkcja zastosowała klasyczną, lecz niezwykle zgubną "strategię życzeniową". Jej zdaniem trzymano kciuki za to, że zmiana aktorki przejdzie bez echa, a sprawa "sama się ułoży".
Ludzie odpowiedzialni za produkcję nie przewidzieli, że Joanna Jabłczyńska poczuje się niczym oblubienica porzucona przed ołtarzem i rozpocznie medialną vendettę. (...) Życzyli sobie w duchu tego, że Jabłczyńska nie zrobi dramy, życzyli sobie tego, że fani nie będą mieć im za złe zmianę aktorki grającej kluczową rolę, i wreszcie życzyli sobie tego, że komunikacja wokół tej zmiany jakoś tak sama się zadzieje. Otóż nie
WIDEOO co chodzi w aferze wokół "Nigdy w życiu! 2"? "Produkcja i Jabłczyńska proponują DWIE RÓŻNE WERSJE WYDARZEŃ" (WIDEO)
Barbara Krysztofczyk podkreśliła, że produkcja filmu trafiła jednak na wyjątkowo trudnego przeciwnika. Joanna Jabłczyńska to nie tylko rozpoznawalna aktorka z ogromnym kapitałem sympatii społecznej, ale również wykształcona prawniczka, doskonale znająca wagę słów.
Nie atakowała początkowo bezpośrednio Katarzyny Grocholi, reżysera czy kogokolwiek innego. Nie używała nazwisk, tylko określenia "produkcja". Dlaczego? Zapewne dlatego, że realne osoby mają antyfanów, ale też fanów – a słowa typu "produkcja", podobnie jak "politycy", "dyrektorzy" czy "elita", to określenia jakichś grup, które po prostu łatwiej jest atakować i łatwiej czuć do nich niechęć - analizuje ekspertka
Wymowne wideo Jabłczyńskiej. Mistrzowskie "przygotowanie gruntu"
Szczególną uwagę Barbary Krysztofczyk w całym zamieszaniu przykuło zachowanie Jabłczyńskiej z początku lipca, bowiem 4 lipca aktorka opublikowała na Instagramie sentymentalny wideo-wpis zapraszający do obejrzenia "Nigdy w życiu!" na antenie TVN. W materiale wplotła m.in. anegdotę o Dorocie Szelągowskiej czy wątek swojej dawnej lojalności wobec reszty obsady. Jak wyszło na jaw, wideo opublikowano w momencie, gdy gwiazda od ponad dwóch tygodni miała już pełną świadomość, że nie zagra w nowej części sequela.
Oczywiście film mógł być nagrany, zanim aktorka dowiedziała się o tym, że nie znalazła się w obsadzie drugiej części – ale jednak zdecydowała się go opublikować, kiedy już od wielu dni miała tego świadomość. To wygląda na "przygotowywanie sobie gruntu" pod przyszłe działania – innymi słowy Jabłczyńska podeszła do sprawy dużo rozsądniej niż cały zespół "Właśnie że tak!" razem wzięty
W medialnej dramie głos zabrała Katarzyna Grochola. W swoim oświadczeniu pisarka stanęła w obronie nowej odtwórczyni roli Tośki i zapowiedziała konsekwencje prawne wobec Jabłczyńskiej. W teorii, jak oceniła ekspertka, mogła być to dobra strategia, ale problem w tym, że tym razem komunikat nie zadziałał.
To w teorii dobry ruch – bo w kryzysie, jeśli chce się poprawić swój wizerunek, to obrona jest zwykle dobrym wyborem. No ale tym razem było to jednak kolejne komunikacyjne pudło. Bo ta obrona była sztuczna, wymuszona – Jabłczyńska wszak w żadnym momencie nie zaatakowała aktorki, która dostała ostatecznie rolę. (...) A dobiło go jeszcze potem usunięcie tego posta. To naprawdę nie działa tak, że dwa minusy dają plus
Według ekspertki na obecnym etapie konflikt wydaje się mocno jednostronny, bo z jednej strony mamy konsekwentną i budującą swój wizerunek aktorkę, z drugiej – błądzących w chaosie twórców filmu. Krysztofczyk podkreśla, że choć miała to być historia o powrocie uwielbianej przez widzów produkcji, to dziś największe zainteresowanie wzbudza dramat rozgrywający się poza ekranem.
Joanna Jabłczyńska działa precyzyjnie, rośnie w wizerunkową siłę – nie stawia żadnych błędnych kroków. Ludzie jej kibicują, wspierają, widzą w niej uosobienie samych siebie – bo wszak każdy z nas czuł się kiedyś w życiu wykorzystany. Tymczasem Katarzyna Grochola wraz ze wspomnianą wcześniej "produkcją" zdają się błądzić po omacku i wykonywać nieprzemyślane, szkodzące im oraz filmowi ruchy. Koniec końców robi się z tego dramat tak wielowątkowy i wciągający, że wart jest chyba ekranizacji
Zgadzacie się?