Dla wielu fanów kultowej komedii romantycznej "Nigdy w życiu!" to właśnie Joanna Jabłczyńska jest jedyną i prawdziwą filmową córką Judyty. Nic dziwnego, że wiadomość o powstawaniu kolejnej ekranizacji prozy Katarzyny Grocholi wzbudziła ogromny apetyt na jej powrót. Jak się okazuje, w czerwcu aktorka wzięła udział w castingach do roli Tosi, gdzie rywalizowała z pięcioma innymi aktorkami. Mimo że w sercach widzów to ona od dwóch dekad pozostaje kultową Antoniną, producenci ostatecznie podjęli decyzję, która wywołała ogromne kontrowersje - rolę powierzono Agnieszce Żulewskiej, a Jabłczyńską odprawiono z kwitkiem.
Dramatyczne nagranie w sieci – Joanna Jabłczyńska przerywa milczenie
Sfrustrowana i zraniona obrotem spraw gwiazda postanowiła nie zamiatać sprawy pod dywan. Jabłczyńska opublikowała obszerne, niezwykle szczere wideo, w którym bez owijania w bawełnę opowiedziała o kulisach zachowania produkcji. Zaznaczyła, że choć początkowo tworzyła materiał tylko dla siebie, by zrzucić z serca ogromny ciężar, ostatecznie odważyła się go opublikować. Aktorka przyznała wprost, że znajduje się na takim etapie życia, w którym nie zamierza milczeć i przyjmie na klatę wszelkie konsekwencje swojej wylewności, bo nie godzi się na "wciskanie ludziom kitu".
WIDEOŻabson nie chce dawać kilku koncertów dziennie. "Gram 100% live i nie używam żadnego playbacku" (WIDEO)
Nie wiem, czy kiedykolwiek zobaczycie ten film, bo na razie nagrywam go, aby mi było trochę lżej. Jeżeli jednak go widzicie, to znaczy po pierwsze, że się odważyłam go opublikować, a po drugie, że już wiecie, że w najnowszym filmie ekranizacji książki Katarzyny Grocholi nie usłyszycie w moim wykonaniu tych słów. Antonina jestem - mówiła.
Przebieg negocjacji z producentami – scenariusz na mailu i nagły telefon od inwestora
Z relacji Jabłczyńskiej wyłania się wyjątkowo przykry obraz rozmów z twórcami filmu. Gwiazda miała już gotowy scenariusz na swojej poczcie elektronicznej, odbyła spotkanie z reżyserem, a w kalendarzu wstępnie rezerwowano terminy zdjęciowe. Co więcej, zdążyła nawet poznać aktora, który miał zagrać jej filmowego partnera. Sytuacja zmieniła się o 180 stopni po jednym telefonie. Jabłczyńska usłyszała, że podmiot wykładający potężne pieniądze na produkcję ma własną faworytkę do roli Tosi.
I żeby Wam nikt kitu nie wciskał, cieszę się, że jestem już w takim momencie w swoim życiu, że powiem to wprost niezależnie od tego, jakie będą konsekwencje. Mam scenariusz najnowszego filmu na swoim mailu. Byłam na spotkaniu z reżyserem. Były ze mną wstępnie ustalane terminy nagrań. Poznałam potencjalnego mojego partnera do grania w filmie, a następnie otrzymałam telefon, iż podmiot, który wykłada bardzo duże pieniądze na najnowszą produkcję, ma swoją kandydatkę na Tośkę. I tyle. I tego się właśnie spodziewam. To bolało! Bo miało. Pewnie część z Was podzieli moje zdanie, że tak robić nie można. Natomiast jak widać produkcja uznała, że właśnie, że tak – wyznała gorzko, nie ukrywając żalu do decydentów.
Lojalność wobec "Nigdy w życiu" nie opłaciła się?
To, co najbardziej uderzyło aktorkę, to fakt, że przez dwadzieścia lat pozostawała niezwykle lojalna wobec tytułu, który przyniósł jej ogromną rozpoznawalność. Gdy powstawała druga część filmu "Ja wam pokażę!", odmówiła udziału ze względu na brak oryginalnej obsady. Regularnie udzielała wywiadów i świętowała dwudziestolecie kinowego hitu. Mimo to produkcja potraktowała ją bezceremonialnie. Jabłczyńska podsumowała z żalem, że choć zapewne część internautów zgodzi się z nią, iż takich zagrywek po prostu się nie praktykuje, to branża filmowa po raz kolejny pokazała swoje bezwzględne oblicze.
Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że może powstać ekranizacja beze mnie, powiedziałabym krótko: Nigdy w życiu. Proszę się nie poddawać. Nigdy w życiu. Nie ma drugiej tak lojalnej osoby wobec tej produkcji, która tak często wspomina "Nigdy w życiu", która jest zapraszana na dwudziestolecie Nigdy w życiu, udziela wywiadów na ten temat i która przede wszystkim, kiedy otrzymała propozycję grania w drugiej części "Ja Wam pokażę", kiedy dowiedziałam się, że nie będzie aktorów z pierwszej części, lojalnie powiedziałam, iż w niej nie zagram - mówiła.
Rozumiecie jej złość?