Anna Lewandowska zbudowała własne imperium związane ze zdrowym stylem życia - rozwija marki oferujące produkty spożywcze, kosmetyki, aplikacje treningowe oraz programy dietetyczne. Na swoim koncie ma również epizod związany z pracą dla reprezentacji Polski w piłce nożnej.
Za kadencji Adama Nawałki została zaangażowana w projekt dotyczący żywienia kadrowiczów. Pomysł zakładał zmianę podejścia zawodników do diety i poprawę ich przygotowania sportowego. Piłkarze przeszli badania dotyczące nietolerancji pokarmowych, na podstawie których otrzymali indywidualne zalecenia żywieniowe. Nie wszystkim ponoć spodobały się jednak te nowe zasady. Dlaczego? O tym możemy przeczytać w książce "Agent. Moja prawda o Lewym, pieniądzach i manipulacji", której współautorem jest Cezary Kucharski pozostający w konflikcie z Robertem Lewandowskim.
Ewa Chodakowska o Lewandowskiej. "Nie jest dla mnie konkurencją". Wysłała jej wiadomość. Co odpisała Ania?
Konflikt piłkarza i jego byłego agenta trwa od 2020 r., kiedy Lewandowski oskarżył go o szantaż i żądanie 20 mln euro za nieujawnienie rzekomych nieprawidłowości finansowych. Sprawa wciąż toczy się w sądzie, a Kucharski regularnie wraca do niej w medialnych wypowiedziach, nie szczędząc przy tym krytycznych uwag pod adresem byłego podopiecznego.
Ostatnio postanowił napisać książkę o swojej karierze. Nie mógł przy tym pominąć wątku pracy z Lewymi. Jak wspomina współpracę Ani z kadrą?
Były agent Lewandowskiego wydał książkę. Tak wspomina współpracę z jego żoną
Kucharski, co może zaskakiwać w kontekście trwającego konfliktu z Lewandowskimi, pozytywnie wypowiada się o Ani i twierdzi, że to właśnie ona miała ogromny wpływ na karierę Roberta przyczyniając się w dużej mierze do tego, gdzie piłkarz znajduje się dziś.
Powiedzmy sobie jasno: między mną a Lewandowskimi obecnie jest, jak jest, spotykamy się wyłącznie w sądzie, ale to nie oznacza, że nie uznaję zasług Ani. Uznaję i nie zamierzam udawać, że ich nie było. (...) Ania miała bowiem ogromny wpływ na karierę Roberta. To ona pilnowała, by trzymał się reżimu żywieniowego, by się wysypiał i przestrzegał treningów. Jest naprawdę bardzo pracowitą kobietą. A jednocześnie była absolutnie zafiksowana - oczywiście w pozytywnym znaczeniu - na punkcie zdrowego odżywiania i generalnie higieny życia. I naprawdę interesował ją ten temat, to nie było udawane. Ona nawet wyedukowała się w tym kierunku. Dbała nie tylko o posiłki, ale również o suplementy. W domu mieli szafkę po brzegi wypełnioną suplementami. I Ania z aptekarską precyzją pilnowała, by Robert je zażywał
Podkreślił również, że to właśnie obecność odpowiedniej osoby u boku zawodnika może pomóc mu uniknąć błędów, które w przypadku wielu sportowców kończyły się przedwczesnym końcem kariery.
Słowem: uważam, że dzięki Ani Robert miał łatwiej niż inni piłkarze. Taka partnerka to wielki skarb. Myślę, że gdyby więcej zawodników miało u boku tego typu kobiety, niejedna kariera, która legła w gruzach, mogłaby przetrwać
Po tym, jak Lewandowska wymyśliła swoje słynne "kulki mocy", pojawił się pomysł, by jej wiedzę dotyczącą żywienia wykorzystać także przy reprezentacji Polski. Jak twierdzi Kucharski, inicjatywa nie spotkała się jednak z entuzjazmem części piłkarskiego środowiska. Pomysłem oburzone miały być również partnerki piłkarzy.
W pewnym momencie Ania doszła do wniosku, że skoro przygotowuje dietę dla Roberta, to mogłaby ułożyć dietę dla całej kadry. To było bodaj przed Euro 2016. Selekcjonerem był wówczas Adam Nawałka, który - z tego, co wiem - nie zdecydował się wdrożyć tego pomysłu w życie. Ale że nie chciał się narażać Robertowi, postanowił spacyfikować projekt rękami Tomka Iwana, wówczas swojej prawej ręki. Sam nie wyobrażam sobie, by Ania Lewandowska mówiła, dajmy na to żonie Kuby Błaszczykowskiego, co ta ma mu podawać na śniadanie, obiad i kolację. A w grę wchodziło jeszcze podpisanie klauzuli poufności, zgodnie z którą wszystkie informacje przekazywane przez Anię miały być ściśle tajne. Partnerkom piłkarzy to się nie spodobało. Dzwoniły do mnie i wyrażały swoje oburzenie. Kroiła się solidna afera…
Kucharski zaznaczył jednak, że sam pomysł Lewandowskiej nie musiał być z założenia zły. Jak twierdzi, problemem nie była sama idea dzielenia się sprawdzonym sposobem żywienia, ale sposób, w jaki została ona odebrana przez część osób ze środowiska reprezentacji.
Ostatnio rozmawiałem o tej sytuacji ze znajomym, który stwierdził, że pomysł Ani Lewandowskiej dało się obronić. Bo skoro dieta działała w wypadku Roberta, dlaczego nie podzielić się nią z innymi i nie skorzystać z know-how? Inna sprawa, że gdyby za takim pomysłem stała bardzo znana dietetyczka albo nawet restauratorka, dajmy na to Magda Gessler, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Tymczasem zostało to odebrane jak próba przejęcia kadry przez Lewandowskich. Większość piłkarzy nie zastanawiała się, czy to przyniesie im korzyści. Skupiali się tylko na jednym: że Ania i Robert chcą położyć na wszystkim łapę
Zaskoczeni?