Ania z "Sanatorium miłości" robi facetom... "PRÓBĘ PORTFELA". Widzowie krótko ją podsumowali: "BEZCZELNA"
"Sanatorium miłości" znów wywołało ogromne emocje. Tym razem wszystko za sprawą randki Anny z Sieradza, która wprost przyznała, że… sprawdza mężczyzn pod kątem zasobności portfela. W sieci natychmiast zawrzało, a widzowie nie kryją oburzenia. Głos zabrała także sama Ania.
"Sanatorium miłości" to program, w którym seniorzy z całej Polski szukają miłości, przyjaźni i nowego początku. Uczestnicy mieszkają razem w sanatoryjnej scenerii, biorą udział w randkach i zadaniach przygotowanych przez produkcję, a ich relacje obserwują miliony widzów. Format od lat prowadzi Marta Manowska.
"Sanatorium miłości". Anita Nowicka zdradza, co myśli o dodatkach dla emerytów: "Ja mam 2600 zł emerytury"
Szósty odcinek show przyniósł scenę, która błyskawicznie podzieliła publiczność. W centrum uwagi znalazła się Anna z Sieradza - rozwiedziona nauczycielka matematyki. Opowiedziała o swojej "próbie portfela"...
Anna i "próba portfela" w "Sanatorium miłości"
W odcinku "Sanatorium miłości" Anna umówiła się z Aleksandrem na randkę, a punktem zapalnym okazała się historia przejazdu taksówką z Konstancina do Warszawy, którego koszt wyniósł 180 zł w jedną stronę. Anna tłumaczyła, że chciała sprawdzić, jak Aleksander reaguje na spontaniczne pomysły i związane z nimi wydatki. Jak przyznała w rozmowie z Martą Manowską, dla niej była to forma weryfikacji partnera.
Ja już mam pewien swój poziom. Poddałam jednego mężczyznę już, że tak powiem, próbie portfela. Nie przeszedł jej. Jak ja miałam czas wolny, zapoznałam pana z taksówki, zapytałam, ile na Stare Miasto do Warszawy. Co to jest 180 zł? Myślę, że to jest żadna cena. (...). I proponuję - nie. Oj, to był ten test. No już koniec, pozamiatane. Na starość nie możemy tak biedować i dziadować
Po randce uczestniczka jasno dała do zrozumienia, że Aleksander w jej oczach nie spełnił oczekiwań finansowych i że nie widzi go w roli partnera. Relacja została więc sprowadzona jedynie do koleżeńskiej znajomości.
W rozmowie pojawił się też bardziej osobisty wątek. Anna opowiedziała o trudnych doświadczeniach życiowych i problemach finansowych z przeszłości, podkreślając, że obecnie jej sytuacja się ustabilizowała i nie chce już "biedować".
Można się pieniędzmi udławić od nadmiaru, szczególnie jak człowiek nie miał nic, a po studiach zaczynają się olbrzymie pieniądze jak na tamte czasy. To wszystko zniszczyło. Niesamowita przemoc psychiczna, interwencja różnych jednostek, które niosą pomoc, bo nie byłam sama w stanie tego ogarnąć. Moja córka wyjechała, żeby... pomóc mi finansowo. (...) Los się do nas pięknie uśmiechnął i nie mieszkam już w wynajętych mieszkaniach, do których wchodziło się po drabinie
Widzowie "Sanatorium miłości" oburzeni zachowaniem Anny
Jej słowa wywołały ogromne poruszenie w sieci. Część widzów uznała, że podejście uczestniczki jest zbyt materialistyczne i nie powinno mieć miejsca w programie o miłości.
To było tak obrzydliwe, że ta pani straciła u mnie całą sympatię; Trzeba było zachować to dla siebie; Za 180 złotych to niektórzy żyją cały tydzień proszę pani...; Żałosna jest ta pani; Jak będzie przeliczać wszystko na pieniądze, to sama zostanie; Co za bezczelna baba; Materialista; Ta pani nie szuka miłości tylko sponsora; Ty też kobieto testu nie przeszłaś;
W odpowiedzi na burzę w sieci Anna odniosła się do komentarzy widzów, podkreślając, że cała sytuacja była... żartem.
Drodzy widzowie, czy wy widzicie, że to były żarty. Marta cały czas się śmieje. Nie mogę ciągle płakać i narzekać. Moje złe czasy już minęły jakieś 7 lat temu. Teraz dużo pracuję, dużo od siebie wymagam i od innych też. Pieniądze szczęścia nie dają, ale bardzo ułatwiają życie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Ma rację?