Ministerstwo Środowiska nauczy pracowników angielskiego. Za 400 TYSIĘCY!

"Indywidualne szkolenia językowe za granicą przyczyniają się do większych postępów w nauce w krótkim czasie" - tłumaczy wiceminister Mariusz Gajda. Teraz pracownicy Szyszki będą mogli kłócić się z Trybunałem Sprawiedliwości po angielsku?

Obraz

Minister Środowiska Jan Szyszko jest niewątpliwie jednym z największych beneficjentów "dobrej zmiany". Rok temu dogadał się z ojcem Tadeuszem Rydzykiem w sprawie państwowych dotacji na płatny podyplomowy kierunek "polityka ochrony środowiska - ekologia i zarządzanie", którego głównym wykładowcą został... sam Szyszko. Poza tym wykłady odbywają się w należącej do niego trzystumetrowej stodole, która z tej okazji otrzymała nazwę Terenowej Stacji Badawczej D&B w Tucznie.

W oświadczeniu majątkowym Szyszko wycenił jej wartość na zero złotych, no ale to było zanim została uczelnią wyższą i otrzymała prestiżową nazwę.
Minister nie jest egoistą i dba także o innych, pod warunkiem, że należą do jego rodziny lub grona najbliższych znajomych.

Córka Szyszki, Katarzyna, znalazła zatrudnienie jako adiunkt w Instytucie Ochrony Środowiska i od razu dostała 1,6 miliona złotych na prowadzenie analiz. Koledzy szefa resortu środowiska z którego - z pewnością słusznie - zniknęło słowo "ochrona", mogą z nim polować, również na chronione prawem gatunki. Znajomy ministra, ksiądz Tomasz Duszkiewicz "upolował" nawet rysia. Bohatersko udusił go sznurkiem we własnym bagażniku: Duszpasterz Lasów Państwowych POLUJE NA CHRONIONE ZWIERZĘTA?! "Wziął sznurek i ZDUSIŁ RYSIA!"

Podobnie odważnym czynem myśliwskim było polowanie z udziałem Szyszki na bażanty, które wypuszczano mu z klatek wprost pod lufę: Minister Szyszko WYSTRZELAŁ 500 bażantów, które wypuszczano mu z klatek pod lufę!

Ostatnio zaś minister Szyszko postanowił nauczyć swoich pracowników angielskiego. Sprawa zrobiła się pilna, bo Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej coraz mocniej domaga się zaprzestania wycinki Puszczy Białowieskiej i minister potrzebuje ludzi, żeby się kłócili z urzędnikami w Brukseli, najlepiej w zrozumiałym dla nich języku.

Jak informuje Polsat News, Szyszko nie żałuje grosza i wysyła 40 pracowników resortu do Londynu, żeby od razu podłapali właściwy akcent.
To z pewnością dobra decyzja, tyle że będzie kosztowała podatników 400 tysięcy złotych.

Resort jakimś cudem wyliczył, że koszt pięciodniowego kursu językowego w Londynie wyniesie 10 tysięcy złotych na każdego pracownika. Czyli 2 tysiące za dzień nauki.

I tyle zamierza wydać, chociaż koszt takiego samego kursu w Polsce byłby czterokrotnie niższy.

Wiceminister środowiska Mariusz Gajda wyjaśnił, że może i można byłoby wyszkolić pracowników w Polsce, ale tym razem sytuacja jest wyjątkowa.

Udział w jednostkowym szkoleniu zagranicznym ma na celu intensywne doskonalenie umiejętności języka angielskiego dla osób zaawansowanych, bezpośrednio zaangażowanych w przedsięwzięcia finansowane z programów zagranicznych - dowodzi wiceminister. Dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że indywidualne szkolenia językowe za granicą przyczyniają się do większych postępów w nauce w krótkim czasie, co podnosi poziom motywacji uczestników do dalszej nauki.

Czyli, jak można się domyślać, Ministerstwo Środowiska nie zamierza zaprzestać wycinki Puszczy, za to porazi Trybunał Sprawiedliwości talentem lingwistycznym.

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

**Protesty w Puszczy Białowieskiej

**

Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą