We wtorek wieczorem Anna Lewandowska zabrała głos na temat przeprowadzki do Chicago, która wynika z niedawnego transferu Roberta Lewandowskiego. Żona piłkarza wyznała, że ma wiele obaw i martwi się, jak to wpłynie na ich rodzinę. Znani przyjaciele szybko ruszyli ze słowami wsparcia, natomiast internauci - ze słowami krytyki.
Autor biografii Lewego o gorzkim wpisie Ani
Słowa Lewandowskiej komentowało już wiele osób, od ekspertów ds. PR-u, przez dziennikarzy i publicystów, aż po psychologów. Jeden z takich wpisów Anna podała nawet dalej na InstaStories. Teraz do dyskusji dołączył Sebastian Staszewski, dziennikarz sportowy i autor biografii Roberta, który wypowiedział się na ten temat w programie "Studio Mundial" WP SportowychFaktów.
Przeczytałem ten wpis dwa razy, żeby zrozumieć i wydaje się, że rozumiem, co miała na myśli. Musimy pamiętać o kontekście. Oni przez 12 lat mieszkali w Niemczech i pojechali do Barcelony - słonecznej, zupełnie innej, jeśli chodzi o ludzi niż w Niemczech.
Dlatego Lewandowska nie chce opuszczać Barcelony. Zbudowała biznes
Jednocześnie Staszewski podkreśla, że rozumie obawy Ani i jej niechęć do opuszczenia Barcelony, jednak czasem pewne rzeczy - jego zdaniem - powinny pozostać niewypowiedziane.
Taniec to wspaniała rzecz, ale jeśli wywołuje takie emocje, to można się powstrzymać z publikowaniem pewnych rzeczy po to, żeby nie podgrzewać atmosfery. Jak wrócimy granat do szaletu, to nie możemy być zdziwieni, że są ściany pochlapane. Ona zakochała się w Barcelonie, a Chicago jest trochę jak Monachium i to powrót do przeszłości. I ktoś jej teraz mówi: "Wyjedź z miejsca, w którym czułaś się świetnie, do miejsca, w którym nikogo nie znasz". Dla mnie ten wpis to jest publiczna terapia. To, co w niej siedziało, to z siebie wyrzuciła.
Zapewnia też, że od strony PR-owej wpis Ani nie był dobrą decyzją, natomiast od ludzkiej jest to w stanie zrozumieć. Przywołuje, że dziś ludzie w Chicago czytają bowiem, że Lewy dostał nowy kontrakt, a jego żona utyskuje na przeprowadzkę.
Można się było wstrzymać z tym wpisem, przynajmniej w tym momencie. To nie był właściwy timing. Od strony PR-owej ten wpis nie był potrzebny, natomiast od strony ludzkiej potrafię ją zrozumieć, bo to jest dla niej trauma. Każdy, kto pomieszkałby w miejscu, w którym odnalazł swoją duszę i kazano by mu wyjechać, to reakcja byłaby podobna.
Staszewski miał okazję poznać bliżej Annę Lewandowską podczas pracy nad książką. Jak z tą perspektywą ocenia jej ruch?
Ania ma swój temperament. Nie jest tajemnicą, że czasem się z kimś pokłóci, tu na kogoś nakrzyczy. Robert ma zupełnie inny temperament, jest bardziej spokojny, wycofany -
Zgadzacie się?