Bart Pniewski ODSTAWIŁ CYRK na Monciaku. Chciał wypromować francuskiego tancerza, a wparowała straż miejska (ZDJĘCIA)
Bart Pniewski uznał, że podbije Monciak z głośnikiem i francuską gwiazdą Instagrama. Niestety, nie wszystko poszło po myśli odzianego w markowe ciuszki celebryty - do akcji wkroczyła straż miejska. Całe zamieszanie udokumentowali trójmiejscy paparazzi.
Bart Pniewski ODSTAWIŁ CYRK na Monciaku. Chciał wypromować francuskiego tancerza, a wparowała straż miejska (ZDJĘCIA)
Bart Pniewski to postać, obok której trudno przejść obojętnie. Stylista i influencer zasłynął z zamiłowania do przepychu, markowych ubrań oraz unikalnych dodatków. Na swoich profilach w mediach społecznościowych kreujący się na milionera celebryta regularnie eksponuje stylizacje opiewające na gigantyczne kwoty.
Tym razem postanowił jednak zadbać nie tylko o modowe wrażenia, ale i o dawkę rozrywki dla przechodniów w Sopocie, co zakończyło się niespodziewanym zwrotem akcji. Paparazzi przyłapali Barta Pniewskiego na sopockim deptaku w towarzystwie wyjątkowego gościa - francuskiego tancerza Salifa Gueye, którego profil na Instagramie śledzi prawie 4 miliony internautów.
Polski influencer po raz kolejny zaprezentował streetwearowy "look" oparty na markach z górnej półki. Miał na sobie rzucającą się w oczy, czerwoną bluzę bez rękawów marki Greg Ross za około 2 tysiące złotych, w której lubi pokazywać się sam Justin Bieber, czapkę z daszkiem z logo marki wokalisty, a także charakterystyczne koraliki wykończone przypinką Chanel o wartości nawet 5 tysięcy złotych. Dopełnieniem całości był pasek od B.B. Simon oraz ciemne obuwie Louis Vuitton, które też do najtańszych nie należy.
Bart nie zamierzał jedynie spacerować w luksusowym outficie. Postanowił zorganizować na popularnym Monciaku spontaniczny performance swojego podopiecznego. W tym celu zakupił po drodze czerwony, przenośny głośnik, z którego głośno rozbrzmiały legendarne utwory Michaela Jacksona. Salif Gueye zaczął dawać popis taneczny, a Pniewski kroczył obok niego, czujnie nagrywając każdy ruch smartfonem. Uliczny występ przyciągnął uwagę turystów, którzy otoczyli tańcujących śmiałków.
Sielankę i artystyczną wizję brutalnie przerwała jednak twarda sopocka rzeczywistość. Do tańczącego duetu podeszli funkcjonariusze straży miejskiej, przypominając entuzjastom głośnej muzyki, że na Monciaku obowiązuje zakaz samowolnego używania wzmacniaczy i robienia dyskoteki. Groźba mandatu wisiała w powietrzu, ale Bart nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Zamiast stulić uszy, podjął z mundurowymi pełne pasji negocjacje. Misja skończyła się sukcesem - stanęło na ustnym pouczeniu, a portfel stylisty pozostał nienaruszony. Ostatecznie, żeby uniknąć kolejnych spięć z prawem, spakował czerwony głośniczek i przeniósł się na ławeczkę, gdzie grzecznie scrollował treści na swoim smartfonie.
Zobaczcie fotorelację z sopockiej aferki.