Byli współpracownicy Filipa Chajzera czują się POKRZYWDZENI: "Nie opłacał moich składek ZUS"

Dav
Filip ChajzerFilip Chajzer
Źródło zdjęć: © Instagram

Filip Chajzer po kontrowersjach związanych z reklamowaniem kart sportowych musi mierzyć się z kolejnymi zarzutami. Tym razem głos zabrali jego dawni pracownicy, którzy w rozmowie z "Faktem" opowiedzieli o rzekomych problemach z wynagrodzeniami i składkami ZUS.

Klikaj, zanim wszyscy zaczną o tym mówić!

Gwiazdy, skandale i momenty, o których jutro będzie głośno.

Sprawdź plotki

Filip Chajzer od kilku lat angażuje się w kolejne przedsięwzięcia biznesowe. Najwięcej rozgłosu przyniosła mu sieć lokali gastronomicznych Kreuzberg Kraft Kebap, z którą wiązał ambitne plany ekspansji na kolejne polskie miasta.

Nie wszystkie pomysły byłego prezentera spotykały się jednak z entuzjastycznym przyjęciem. Niedawno zrobiło się głośno o jego zaangażowaniu w promowanie kart Medicover Sport oferowanych przez fundację Renovatio. Po zerwaniu współpracy przez Medicover część klientów pozostała bez opłaconych kart i pieniędzy. Chajzer przekonywał, że również został poszkodowany.

Teraz jednak na pierwszy plan wysunęła się znacznie poważniejsza sprawa - dotycząca jego działalności gastronomicznej.


WIDEO
Aktywiści obrzucili ZEPSUTYM JEDZENIEM kebaba Filipa Chajzera!

Byli pracownicy Filipa Chajzera zabrali głos. Mówią o zaległych wypłatach i składkach ZUS

Jak informuje "Fakt", do ich redakcji zgłosiło się kilka osób, które w przeszłości pracowały przy prowadzeniu lokali gastronomicznych Chajzera. Rozmówcy dziennika, chcący zachować anonimowość, zarzucają przedsiębiorcy nieterminowe wypłacanie wynagrodzeń oraz nieodprowadzanie składek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Na poparcie swoich relacji mieli przekazać dziennikarzom dokumenty.

Jedna z byłych pracownic, przedstawiona pod zmienionym imieniem Kaja, rozpoczęła współpracę z firmą w czerwcu 2025 roku. Z czasem awansowała na stanowisko kierownicze, jednak, jak twierdzi, sytuacja finansowa przedsiębiorstwa zaczęła się komplikować. Według jej relacji pensje wpływały terminowo jedynie przez pierwsze dwa miesiące. Później pracownicy mieli regularnie czekać na należne im pieniądze. Kobieta twierdzi również, że dyrektorka zarządzająca musiała osobiście zabiegać o środki na wynagrodzenia, a niekiedy nawet wykładać własne pieniądze.

Zaczęły się też problemy z wypłatami. Przez pierwsze dwa miesiące wynagrodzenia wpływały na czas, ale później już nigdy nie otrzymywaliśmy pensji zgodnie z terminem zapisanym w umowie. Bywały sytuacje, że pani dyrektor musiała prosić Filipa o wypłatę pieniędzy dla pracowników. Jeździła nocami do Krakowa po nasze wynagrodzenia. Naprawdę starała się zrobić wszystko, żeby lokal funkcjonował, firma działała, a pracownicy otrzymywali swoje pensje i mogli dalej pracować

- opowiedziała "Faktowi".

Problemy miały dotyczyć także rozliczeń z dostawcami. Według rozmówców gazety zdarzały się sytuacje, w których firmy odmawiały dalszej współpracy z powodu nieuregulowanych faktur. W jednym z lokali miało nawet dojść do odcięcia prądu za nieopłacone rachunki.

Zobowiązania nie były regulowane. Nie wiem, jak wygląda to obecnie, bo już się tym nie interesuję, ale wtedy co kilka miesięcy musieliśmy zmieniać dostawców, ponieważ nikt nie chciał z nami współpracować

- przekonuje Kaja.

Filip Chajzer nie opłacał składek ZUS? Pracownicy mówią o nieprawidłowościach

Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak składek ZUS. Część byłych współpracowników Chajzera miała odkryć nieprawidłowości dopiero podczas wizyty u lekarza lub po sprawdzeniu swojego konta w systemie ubezpieczeń społecznych.

To była umowa-zlecenie z pełnymi składkami ZUS. Kilka dni temu dowiedziałam się, że przez sześć miesięcy nie odprowadzano składek. Filip nie opłacał moich składek ZUS, mimo że były potrącane z mojego wynagrodzenia

- przekonuje Kaja.

Podobne doświadczenia opisuje kolejna rozmówczyni "Faktu", Alicja. Według jej relacji przez kilka miesięcy nie odprowadzano za nią składek, a próby polubownego rozwiązania sprawy nie przyniosły rezultatu. Kobieta twierdzi, że Chajzer tłumaczył brak wpłat problemami finansowymi. Z kolei inna była pracownica, przedstawiona jako Karolina, utrzymuje, że mimo składanych jej obietnic nigdy nie otrzymała podpisanej umowy o pracę.

Dziennikarze "Faktu" zwrócili się do samego Chajzera z prośbą o odniesienie się do zarzutów. Kontakt nastąpił 16 października. Prezenter miał początkowo stwierdzić, że kwestie związane z ZUS-em należą raczej do kompetencji jego księgowej. Następnie z redakcją skontaktowała się reprezentująca go radczyni prawna Elżbieta Liberda.

Prawniczka przekonywała, że według posiadanych przez nią informacji przedsiębiorca nie ma zaległości w ZUS, a ona sama nie wie o roszczeniach zgłaszanych przez byłych pracowników. Jednocześnie zaznaczyła, że nie zajmuje się na co dzień księgowością jego firm.

Liberda miała zobowiązać się do przedstawienia dokumentu potwierdzającego brak zaległości. Zaświadczenie z ZUS miało trafić do redakcji najpóźniej we wtorek 20 października do godziny 15. Jak podaje "Fakt", do momentu publikacji materiału dziennikarze nie otrzymali jednak obiecanego dokumentu, a kolejne próby kontaktu z prawniczką pozostały bez odpowiedzi.

Co ciekawe, redakcja dotarła również do informacji dostępnych w publicznym Systemie Udostępniania Danych o Pomocy Publicznej (SUDOP). Z ustaleń dziennika wynika, że spółki Chajzera zawarły z ZUS-em umowę dotyczącą rozłożenia zobowiązań składkowych na raty.

Ekspert inFaktu, Piotr Juszczyk, wyjaśnił w rozmowie z gazetą, że samo zawarcie takiego porozumienia może umożliwić uzyskanie zaświadczenia o niezaleganiu, pod warunkiem terminowego regulowania rat i bieżących składek.

Jeśli raty i bieżące składki są płacone w terminie, ZUS wyda zaświadczenie o niezaleganiu. Wystarczy jednak spóźnić się z ratą, a cały pozostały dług staje się natychmiast wymagalny razem z odsetkami

- tłumaczy ekspert.

Informacja o układzie ratalnym nie przesądza jednak, czy doszło do nieprawidłowości opisywanych przez byłych pracowników ani których dokładnie okresów dotyczą zobowiązania. Na ten moment zarzuty pozostają relacjami rozmówców "Faktu", a Chajzer nie przedstawił publicznie szczegółowego stanowiska odnoszącego się do poszczególnych przypadków.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że rozwijający się biznes ze spersonalizowanymi życzeniami okaże się na tyle dochodowy, by wystarczyło na uregulowanie ewentualnych zaległości wobec byłych pracowników.

Filip Chajzer
Filip Chajzer © Instagram
Filip Chajzer
Filip Chajzer © Instagram
Filip Chajzer
Filip Chajzer © Instagram
Filip Chajzer
Filip Chajzer © Instagram
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą