Co stało się z Wandą Szeptun? Oddzieliła się od męża i przyjaciół podczas biwaku nad jeziorem. Kobiety nie odnaleziono do dziś

Zaginięcie Wandy Szeptun to jedna z najbardziej zagadkowych i wciąż niewyjaśnionych spraw kryminalnych w Polsce. W kwietniu 2009 roku 40-letnia wówczas kobieta pojechała ze znajomymi na biwak nad Jezioro Nyskie. W pewnym momencie Wanda opuściła towarzyszy, aby udać się za potrzebą. Następnie przepadła bez śladu. Do dziś wiele emocji budzi to, że po zaginięciu kobiety wszyscy uczestnicy tego wyjazdu przeprowadzili się za granicę.

Co stało się z Wandą Szeptun?Co stało się z Wandą Szeptun?
Źródło zdjęć: © FACEBOOK, Getty Images

Wanda i jej mąż Jacek mieszkali w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku. 24 kwietnia 2009 roku para wybrała się na weekendowy biwak. Towarzyszyły im dwa zaprzyjaźnione małżeństwa, z którymi znali się z pracy. Mieli wspólnie świętować imieniny jednej z kobiet. Grupa znajomych rozbiła obozowisko na rzadko uczęszczanej plaży. Rozpalili ognisko i rozpoczęli biesiadowanie – rozmawiali, pili alkohol i dobrze się bawili.

Co z biznesami Ani po transferze Roberta do Chicago Fire? "Nie chce zamykać siłowni w Barcelonie. W Chicago czeka na nią cała P 

Późnym wieczorem Wanda Szeptun oddaliła się od grupy, informując towarzyszy, że idzie za potrzebą. Kobieta zabrała ze sobą jedynie telefon komórkowy i weszła w otaczający jezioro gęsty las. Gdy po kilkunastu minutach nie wróciła, znajomi oraz mąż zaczęli się niepokoić i postanowili poszukać jej na własną rękę. Nawoływali kobietę w ciemnościach, próbowali się również do niej dodzwonić. Niestety, telefon zaginionej był już wyłączony.

Rozpoczęcie poszukiwań

Około 1:30 w nocy uczestnicy biwaku powiadomili policję. Z powodu trudnej do określenia lokalizacji obozowiska funkcjonariusze dotarli na miejsce dopiero około 3:00 nad ranem. Natychmiast przystąpiono do akcji poszukiwawczej z użyciem psa tropiącego. Rano działania rozpoczęli także strażacy oraz profesjonalni płetwonurkowie. Sprawdzono okoliczne lasy, zarośla, ośrodki wypoczynkowe oraz dno Jeziora Nyskiego. Przesłuchani zostali też dwaj wędkarze, którzy znajdowali się tej feralnej nocy w okolicy. Mężczyźni nie widzieli ani nie słyszeli nic niepokojącego.

Kobieta jakby zapadła się pod ziemię – nie natrafiono na najmniejszy ślad po niej. Co zastanawiające, w miejscu obozowiska nie odnaleziono żadnych rzeczy osobistych zaginionej, takich jak kosmetyki czy ubrania na zmianę. Niektórzy tłumaczyli to tym, że Wanda Szeptun w ogóle nie planowała nocować na biwaku i chciała szybko wrócić do domu. Jedynym punktem zaczepienia stały się zeznania dwóch świadków, którzy około 5:00 rano widzieli niedaleko miejsca zaginięcia kobietę łudząco podobną. Nie udało się jednak ustalić, czy faktycznie była to ona.

Teorie i losy uczestników biwaku

Śledczy brali pod uwagę różne scenariusze, z których najbardziej prawdopodobnym według policji była dobrowolna ucieczka od dotychczasowego życia. Przesłanką miały być słowa córek Wandy Szeptun, które przyznały, że matka w dniach poprzedzających biwak była smutna i przygnębiona. Dziewczyny – 17-letnia wówczas Patrycja i 12-letnia Klaudia – nie wierzyły w tę wersję, podkreślając, że matka bardzo je kochała i nie porzuciłaby ich z dnia na dzień bez słowa.

Pomimo braku dowodów lokalna społeczność szybko wydała własny wyrok, otwarcie podejrzewając męża Wandy o morderstwo. Jacek Szeptun padł ofiarą społecznego linczu: był wytykany palcami, dręczony głuchymi telefonami, a nawet został pobity. Zaszczuty mężczyzna po latach podjął decyzję o opuszczeniu Polski i zamieszkaniu w Niemczech. Podobną drogę wybrali zresztą wszyscy pozostali uczestnicy tamtej imprezy, którzy wyemigrowali z kraju i zerwali ze sobą kontakt. Nie chcą także wypowiadać się na temat wydarzeń tamtej nocy.

Próby rozwiązania zagadki

Mimo upływu lat córki Wandy Szeptun nigdy nie pogodziły się z utratą matki i na własną rękę próbowały rozwikłać tajemnicę. W 2016 roku wzięły udział w programie telewizyjnym "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", mając nadzieję na dotarcie do nowych świadków. Wypożyczyły też łódkę, aby przeszukać wysepki oraz trudno dostępne rejony Jeziora Nyskiego. W sprawę zaginięcia zaangażował się również znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak ze swoją fundacją "Na Tropie". Niestety działania te nie przyniosły rezultatu.

Bezradna rodzina zwracała się też do jasnowidzów. Krzysztof Jackowski twierdził, że zaginiona nie żyje, a jej zwłoki znajdują się w trzcinach tuż obok miejsca obozowiska. Inny jasnowidz przedstawił wstrząsającą wizję, według której Wanda padła ofiarą dwóch napastników. Po wejściu do lasu kobieta miała zostać zgwałcona i uduszona, a jej ciało rzekomo porzucono w starej studzience kilkanaście kilometrów dalej. Żadnej z tych wizji nie udało się potwierdzić.

Czy kiedyś poznamy prawdę?

Obecnie sprawa wciąż ma status nierozwiązanej. W świetle prawa Wanda Szeptun jest uznawana za osobę zaginioną. Z uwagi na brak jednoznacznych dowodów potwierdzających udział osób trzecich, policja prowadzi jedynie poszukiwania, a nie formalne śledztwo w sprawie zabójstwa. Na ten moment sprawa utknęła w martwym punkcie, a klucz do tajemnicy z 2009 roku wciąż tkwi w rękach tych, którzy tamtej nocy przebywali nad Jeziorem Nyskim.

Wanda Szeptun
Wanda Szeptun © Facebook
Wanda Szeptun
Wanda Szeptun © Facebook
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą