Na początku czerwca Dawid Podsiadło zainicjował w Poznaniu festiwal "Zorza". Mimo ambitnych planów organizatorzy nie mogli zaliczyć pierwszego dnia wydarzenia do udanych. Plany pokrzyżował im ulewny deszcz, który zniszczył infrastrukturę. W internecie pojawiło się wiele krytycznych słów od uczestników opowiadających o awarii terminali, czy niedziałającym punkcie wymiany gotówki. Nasza informatorka opisywała także "przepychanki w błocie i w kałużach".
Dawid Podsiadło o problemach podczas festiwalu
Teraz Dawid Podsiadło udzielił "Wyborczej" wywiadu, w którym zmierzył się z tym tematem. Opowiedział między innymi o tym, jak z jego perspektywy wyglądały problemy podczas pierwszego dnia "Zorzy".
Czułem, że coś jest nie do końca w porządku. Nie miałem jednak pojęcia o skali problemów. Dowiedziałem się, dopiero kiedy wróciłem do hotelu i szykowałem się na kolejny dzień. Mocny cios - relacjonował.
Kontynuując temat, wyznał, że dla zespołu organizującego festiwal porażka wydarzenia, do którego przygotowywali się miesiącami, to bardzo trudny moment.
To były dla nas traumatyczne chwile. Przygotowywaliśmy się przez miesiące, a w kilka godzin deszcz zniszczył część terenu. Musieliśmy improwizować, by drugi dzień mógł się odbyć - wyjaśnił.
Wokalista podkreślił także, że uważa niezadowolenie uczestników za uzasadnione. Zadeklarował też, że jako inicjator przedsięwzięcia, bierze tę krytykę na siebie.
Ludzie kierowali swoje niezadowolenie do mnie, co uważam za uzasadnione. To ja zaprosiłem ich na Zorzę. Skoro przez lata mogłem zbierać pochwały za sukcesy, teraz musiałem wziąć na siebie krytykę - podkreślał.