Zza oceanu dotarła do nas bardzo smutna informacja o śmierci Dolly Parton. Ikona amerykańskiej popkultury odeszła w Nashville w wieku 80 lat. Wiadomość wstrząsnęła fanami na całym świecie, tym bardziej że jeszcze niedawno gwiazda z optymizmem patrzyła w przyszłość i zapowiadała kolejne ambitne przedsięwzięcia.
W swoich ostatnich wypowiedziach piosenkarka otwarcie przyznawała, że przechodziła trudniejszy okres. Wyjaśniała, że przez długi czas koncentrowała się na opiece nad ukochanym mężem, Carlem Deanem, z którym spędziła aż 60 lat. Miłość jej życia zmarła w marcu ub. r., co odbiło się na stanie zdrowia wokalistki. Zmagając się z osłabieniem i zawrotami głowy, za radą lekarzy musiała ograniczyć podróże i odwołać m.in. rezydenturę w Las Vegas oraz osobisty udział w wydarzeniach w parku Dollywood.
WIDEOOstatnie pożegnanie Stanisławy Celińskiej. Artystka spoczęła w Alei Zasłużonych
Dolly Parton obiecywała niespodzianki dla swoich fanów.
Mimo zalecenia rekonwalescencji, gwiazda muzyki country kategorycznie odrzucała myśli o zwolnieniu tempa. W ostatniej - jak się okazało - rozmowie z magazynem "People" podkreślała, że praca i tworzenie muzyki są dla niej najlepszą terapią.
Nawet jeśli wciąż dochodzę do siebie, nadal pracuję
Tuż przed śmiercią Dolly Parton żyła przygotowaniami do realizacji wielkich projektów. Jesienią planowała otwarcie w Nashville 12-piętrowego SongTeller Hotel inspirowanego przebiegiem swojej kariery. Pracowała też nad autorską wystawą oraz broadwayowskim musicalem przybliżającym jej bogaty dorobek artystyczny.
Artystka do samego końca dowodziła, że pasja tworzenia nie gaśnie z wiekiem. Na początku maja opublikowała wpis, w którym opisała swoje zmagania o powrót do zdrowia.
Mam dobre i trochę złych wieści. Dobra wiadomość jest taka, że dobrze reaguję na leki i leczenie i z każdym dniem czuję się lepiej. Zła jest taka, że minie trochę czasu, zanim wrócę do formy scenicznej, bo niektóre leki sprawiają, że czuję się lekko oszołomiona, jak mawiała moja babcia. A przecież nie mogę mieć zawrotów głowy, nosząc banjo i gitary na pięciocalowych obcasach, nie wspominając o tych wszystkich strojach z cekinami, mojej wielkiej fryzurze i mojej wielkiej osobowości. To by każdego przyprawiło o zawrót głowy
Parton obiecała zrobić wszystko, co w jej mocy, by "wkrótce wrócić do formy". Niestety, nie zdążyła pożegnać się z wierną publicznością. Gwiazda estrady zmagała się z kamicą nerkową, która powodowała u niej osłabienie i bolesne infekcje.