Dorota Osińska z dnia na dzień stała się ogólnopolską sensacją, gdy w drugiej edycji "The Voice of Poland" powaliła na kolana publiczność swoim hipnotyzującym wykonaniem "Calling You". Zanim jednak zyskała status legendy talent show TVP i zdobyła drugie miejsce w finale, przez lata szlifowała wokalny kunszt z dala od błysku fleszy, grając na deskach warszawskiego Teatru Rampa i współpracując z gigantami polskiej sceny, wśród których znaleźli się m.in. Zbigniew Wodecki, Irena Santor czy Alicja Majewska. Choć daleko jej do skandali i tanich sensacji, jej poruszający głos do dziś potrafi wywołać ciarki u milionów widzów.
Przypominamy: "The Voice of Poland" wygrała Natalia Sikora!
WIDEOEdyta Bartosiewicz o przyjęciu propozycji z "The Voice" po latach z dala od mainstreamu: "CZUŁAM W SOBIE NIEPOKÓJ""
Dorota Osińska o rywalizacji z Natalią Sikorą. Mówi o ustawce
Ostatnio nieco zapomniana medialnie artystka udzieliła wywiadu. W internetowym cyklu na YouTube "Po drugiej stronie sceny - Vis à vis" opowiedziała, co u niej słychać i oczywiście wróciła wspomnieniami do muzycznego formatu Telewizji Polskiej. Gdy dziennikarz zapytał ją o "pojedynek", który stoczyła w finale z Natalią Sikorą, powiedziała:
Ja bym tego tak poważnie nie traktowała. Myśmy miały na etapie tej bitwy poczucie takiej ogromnej niesprawiedliwości. Myśmy obie od początku czuły się w tym programie dość faworyzowane - powiedziała.
Następnie nieoczekiwanie postanowiła wyjawić, że... program był ustawiony.
Powiem ci tak... To już chyba minął ten czas, że nie mogę mówić. To było tak, że przed pierwszym przesłuchaniem w ciemno reżyser programu mnie wziął na bok i mówi: "Słuchaj, jak tam się odwrócą jurorzy, to wybierz Marka". Ja mówię: "Ale dlaczego? Tam jest Natalia, nie chciałabym być w jednej drużynie z Natalią" - przytoczyła rozmowę z osobą z produkcji.
Dorota Osińska o "The Voice". Szok co usłyszała od Natalii Sikory
47-latka przyznała, że nie miała wówczas dużego pojęcia o "The Voice" i o tym, jak funkcjonują tego typu przedsięwzięcia.
To była dopiero druga edycja tego programu. Pierwszej nie oglądałam. Trochę popatrzyłam na YouTube co się dało, żeby wiedzieć, gdzie idę. Miałam bardzo nikłe pojęcie, co to jest za program - padło z jej ust.
Następnie znów wróciła do kulis swojego udziału w show i rywalizacji z Sikorą.
(...) Miałam takie poczucie trochę specjalnego traktowania. Wydaje mi się, że oni w jakimś sensie na nas stawiali. Wiem też, że obie byłyśmy do tego programu zaproszone. Myśmy nie szły z ulicy tam. Dostałam propozycję i byłam na wewnętrznym castingu najpierw. Nie czekałam w kolejce przez pół miasta, tylko przyszłam na umówioną godzinę, weszłam do pokoiku, zaśpiewałam pani, pani powiedziała: "Bardzo dziękuję". Wyszłam, zadzwoniono, że tak, jestem przyjęta do programu. Wyobrażam sobie, że to się nie odbywało tak dla wszystkich z ulicy. Miałam więc taką wątpliwość, czy do tego Marka i mówię: "Słuchaj, a jak on się nie odwróci?". Mówi: "Odwróci się" - ujawniła.
Osińska zdradziła także, że jej rywalka finał miała zagwarantowany w umowie.
Myśmy nie miały pojęcia, że może być taka sytuacja, że ktoś kogoś ukradnie. I mi wtedy Natalka powiedziała: "Słuchaj, ja w kontrakcie mam, że mam finał w tym programie, więc róbmy wszystko pod ciebie, jak tam chcesz. Jeżeli potrzebujesz, żeby zmienić tonację, żeby była bardziej twoja niż moja. Ja sobie poradzę. Bo ja wiem, że nie odpadnę z tego programu". Jej zależało na tym, żebym ja źle nie wypadła - wspominała.
Zwróciliśmy się do produkcji z prośbą do komentarz, ale do czasu publikacji artykułu nie dostaliśmy odpowiedzi.
Zaskoczeni?