Światło dzienne ujrzały szczegóły aktu oskarżenia przeciwko Dorocie R. i Emilowi S. Wedle ustaleń "Wyborczej" mężczyzna miał fundować swojej byłej żonie luksusowy transport na koncerty, a za przeloty po Polsce ekskluzywnymi samolotami czy helikopterami czarterowanymi płacił firmową kartą. "Puls Biznesu" poszedł o krok dalej i przytoczył fragmenty rozmów między byłymi partnerami, w których pojawia się wątek prania pieniędzy. Były partner wokalistki miał utworzyć "łańcuszek pożyczek", aby kupować lokale wynajmowane pod sklepy popularnej "zielonej" franczyzy.
WIDEOTak sędzia zwrócił się do Łukasza Żaka po ogłoszeniu wyroku
Dorota R. wydała oświadczenie ws. oskarżeń
W piątek wieczorem Dorota R. zamieściła w mediach społecznościowych nagranie, w którym odniosła się do nowych wątków w sprawie. Wysnuwa w nim teorię, że "Wyborcza" jej "nienawidzi za to, że lubi prezydenta". Wspomina także, że telefon, na którym znajdowały się cytowane przez media nagrania, rzekomo nie został zabezpieczony, tylko "po prostu go oddała" i przekazała PIN. W filmie twierdzi również, że za zakup sklepów franczyzowych Emil S. miał płacić z prywatnych pieniędzy, które rzekomo w ten sposób próbował chronić przed zabezpieczeniem przez służby.
Chętnie wam wytłumaczę tę sławną akcję z Żabkami i z tymi nagraniami, które ja miałam w swoich telefonach i trzymałam je właśnie na taką ważną okoliczność. W razie czego, gdyby ktoś chciał mnie w coś wkręcić, albo gdyby chciał mnie wpieprzyć na jakąś minę. Jak wiecie, policja zabrała mi wszystkie moje oszczędności dwa lata przed postawieniem mi zarzutów. (...) Moje oszczędności, które trzymałam w domu, ponieważ nie trzymałam w banku, gdyż miałam proces z bankiem. Swoją drogą, wygrałam go. W tym samym czasie już rozwodziłam się z moim byłym mężem, tfu, i on, wiedząc o tym, że zabiorą jego prywatne pieniądze, postanowił swoje prywatne środki przeznaczyć na zakup sklepów franczyzowych Żabek. Ja powiedziałam: "Hola, hola, ale mi zabrali moje prywatne pieniądze przez twoje decyzje, przez twoje akcje i to nie jest moja wina, więc mi oddaj moje pieniądze przed rozwodem albo po rozwodzie, jak tam sobie chcesz". Podpisaliśmy akt notarialny, w którym miał mi zwrócić te pieniądze. Dlatego w tych nagraniach ciągle powtarza się, że zwrócę ci te pieniądze, oddam ci te pieniądze - mówi na nagraniu.
W dalszej części wypowiedzi wspomina o tym, że nagrania miały powstać po to, by miała dowód na to, jak jej były mąż zamierza oddać jej pieniądze. Podkreślała również, że Emil S. miał inwestować prywatne pieniądze, a dalsze poczynania swojego eks określiła jako "tylko jemu znany łańcuszek".
Emil ze swoich prywatnych pieniędzy, które bał się, że mu również zabiorą, postanowił zainwestować w te sklepy. I nie są to żadne pieniądze inwestorów, mimo że nienawidzę go bardzo i bardzo mi zatruł życie (...) i byłoby mi miło, gdybym mogła pogrążyć go jeszcze bardziej w tej kwestii, ale niestety muszę powiedzieć prawdę. Ze strachu przed tym, że jemu również policja zabierze jego prywatne oszczędności, postanowił zrobić łańcuszek jakiś jemu tylko znany - kontynuuje.
W dalszej części oświadczenia pokazała fragment rozmowy dotyczącej prania pieniędzy, która, jak twierdzi, była "robieniem sobie jaj". Później opisywała rzekomy przebieg zdarzeń, według którego Emil S. miał w bardzo pokrętny sposób próbować oddać jej pieniądze.
Opowiadał dokładnie, jak chce te pieniądze zabezpieczyć, żeby mu nie zabrali. Koniec końców i tak mu zabrali. Ale do rzeczy - gdzie są moje pieniądze? Więc postanowił, że odda mi ten jeden sklep. Nigdy mi go nie oddał. Później postanowił, że sprzeda ten jeden sklep i odda mi gotówkę. Ja dlatego powiedziałam, że mam przygotowane sejfy, żeby już drugi raz policja mi nie zabrała tych pieniędzy, które wcześniej zabrała mi jako oszczędności. Wersji na to, jak oddać mi te pieniądze, których nigdy mi nie oddał, było bardzo dużo. Nawet spotkaliśmy się u prawnika. Była taka wizja, że te Żabki będą pracować same na siebie i będą kapały te pieniądze. Tylko "ojej, jak on te pieniądze będzie wyciągał z tej spółki, którą założył w tak pokrętny dla siebie sposób, żeby nikt jednak mu tych pieniędzy nie zabrał, tak jak mi wcześniej z tego domu. No ale to jest jedyna opcja, żeby jakoś w ratach mi to spłacać" - opowiadała dalej.
Na koniec Dorota R. stwierdziła, że jest niewinna.
Ja wiem, że to naprawdę super brzmi i to jest bardzo fajna historia i nośna i w ogóle wszyscy to sobie drukują, ale kochani, gdyby prokuratura miała chociaż jeden dowód, że te pieniądze są inwestorów i ja brałam w tym udział (...), to nie dostałabym tylko jednego zarzutu, a on 198, tylko jeszcze co najmniej kilka. (...) Jest domniemanie niewinności, więc póki co, I'm innocent [pol. jestem niewinna] - mówi na koniec.
Zobacz także: Ciąg dalszy kłopotów Emila S. Były mąż Doroty R. jest podejrzewany o defraudację MILIONOWYCH zysków z "Pitbulla"