Kinga Rusin nie tylko jest przyjaciółką Adele, ale również śmiało można nazwać ją polską Duą Lipą - spoglądając na jej Instagram, można z łatwością dojść do wniosku, że żyje od wakacji do wakacji. W egzotycznych podróżach celebrytce towarzyszy jej ukochany Marek Kujawa. Para jest razem od 16 lat i wspólnie zwiedza najdalsze zakątki świata. Tym razem zakochani wybrali się na kolejną wyprawę do Azji - postawili na Chiny.
Kinga Rusin zdradziła jednak na Instagramie, że wycieczka zaczęła się dla nich wyjątkowo niefortunnie - od problemów na lotnisku. Wymęczona po locie gwiazda musiała bowiem zmierzyć się z brutalną rzeczywistością i rygorystycznymi przepisami na lotnisku w Pekinie. Chińska straż graniczna okazała się nieugięta i nie zamierzała wdawać się w dyskusje z turystami i jasno. Oficjele zarekwirowali ulubiony nóż Marka - mała cena za spokój ducha?
Chiny w ogóle zaczęły się dla nas pechowo. Ledwo wylądowaliśmy w Pekinie, a już zarekwirowali nam ukochany nóż Marka, bo rzekomo miał 0,5 cm za długie ostrze!!! Próba tłumaczenia na nic się zdała, a wręcz wywołała agresję u chińskiego pogranicznika, więc musieliśmy się szybko ze stratą pogodzić. Kto by chciał skończyć w chińskim areszcie...
WIDEOSzalony rajd Kingi Rusin po stolicy. NIE USTĄPIŁA pierwszeństwa pieszej
Smutna Kinga Rusin rozpacza po stracie noża
Strata osobistego gadżetu okazała się wyjątkowo dotkliwa dla celebryckiej pary. Kinga Rusin poświęciła nożowi aż dwa akapity swojego wakacyjnego wpisu dotyczącego wyprawy do Chin. Jej fani mogli się dowiedzieć, że narzędzie praktycznie ratowało im życie w kryzysowych momentach.
Mimo ogromnego rozczarowania i przywiązania do noża, Kinga i Marek woleli nie ryzykować surowych konsekwencji prawnych i ostatecznie odpuścili dalsze dyskusje z agresywnym urzędnikiem. Dziennikarka gorzko podsumowała sytuację:
PS. Ten nóż Marka przejechał z nami pół świata (miał standardową dopuszczoną długość do przewożenia w bagażu głównym) i parę razy naprawdę się przydał. Ostatnio kilka dni temu koło Sipadan, kiedy silnik naszej łodzi zaplątał się na środku morza w sieci (podobną sytuację mieliśmy też rok temu w Amazonii). No kurczę, żal…
Współczujecie?