Joanna Przetakiewicz wspomina pierwszy rozwód: "Straciłam dach nad głową"
Joanna Przetakiewicz dziś jest żoną Rinke Royensa. To jej drugie małżeństwo - pierwsze zawarła jeszcze w czasach studiów. Z byłym mężem doczekała się trzech synów, a rozwód z nim wspomina jako jedno z najbardziej traumatycznych doświadczeń w swoim życiu.
Joanna Przetakiewicz jest bez wątpienia jedną z najbardziej przedsiębiorczych i ambitnych postaci polskiego show-biznesu. Już na trzecim roku studiów założyła sieć gabinetów stomatologicznych, a później była współwłaścicielką restauracji. Dziś z powodzeniem zarządza marką La Mania, która stała się symbolem luksusu, elegancji i niezależności. Przetakiewicz może imponować nie tylko biznesową intuicją, ale i wizerunkiem kobiety świadomej swojej wartości, a także... wyglądu.
ZOBACZ: Tak zmieniała się Joanna "starzenie się z godnością to bzdura" Przetakiewicz (STARE ZDJĘCIA)
Joanna Przetakiewicz: "Starzenie się z godnością? To największa bzdura jaką kiedykolwiek słyszałam"
Szerokie zainteresowanie mediów zdobyła jednak dzięki życiu prywatnemu. W 2003 roku związała się z jednym z najbogatszych Polaków, Janem Kulczykiem. To właśnie dla niej biznesmen zostawił ówczesną żonę, Grażynę Kulczyk. Ich relacja trwała blisko dekadę i zakończyła się w 2013 roku.
Obecnie jest szczęśliwą żoną producenta telewizyjnego Rinke Rooyensa. To jej drugie małżeństwo - wcześniej wyszła za mąż jeszcze w czasie studiów. Z tego związku ma trzech synów: Aleksandra, Filipa i Jakuba.
Joanna Przetakiewicz wspomina pierwszy rozwód
Przetakiewicz rzadko porusza temat swojego pierwszego męża, po którym wciąż nosi nazwisko. Wcześniej była znana jako Joanna Jaroszek. Ostatnio wróciła do tego wątku w rozmowie z Kozaczkiem, gdy została zapytana o moment, który wspomina jako prawdziwą gehennę w swoim życiu.
To były dwa rozstania. Przede wszystkim, a zarazem najbardziej i nieporównywalnie z niczym innym, był mój rozwód, bo wtedy naprawdę straciłam bardzo dużo. Straciłam dom, dach nad głową - praktycznie wyprowadziłam się, zabierając bardzo niewiele - i musiałam tworzyć cały świat od nowa. O tyle jednak nie straciłam wszystkiego, że miałam pracę, dużo zarabiałam i byłam niezależna finansowo; prowadziłam własne kliniki
Jak twierdzi, po rozwodzie musiała zmienić całe swoje dotychczasowe życie i zacząć żyć oszczędniej. Z czasem jednak okazało się, że w jej przypadku było to niewykonalne.
Rozstałam się z mężem, zabrałam trójkę dzieci, musiałam przeorganizować swoje życie od nowa i zainwestowałam w klinikę, więc nie miałam żadnych oszczędności. To był taki moment, że musiałam żyć bardzo rozsądnie, co w ogóle - rozsądek i praktyczność to ostatnie cechy mojego charakteru. Przez dwa miesiące spisywałam wszystkie wydatki, żeby dojść do wniosku, z czego mogę zrezygnować. Doszłam do wniosku, że z niczego - ani z prywatnych lekcji tenisa i angielskiego dla dzieci, ani z mojego fryzjera
Zaskoczeni taką odpowiedzią?