W życiu Katie Price sporo się ostatnio dzieje. Jeszcze niedawno ekscytowano się jej kolejnym ślubem, ale to już w sumie przeszłość, bo ponoć rozczarowała się stanem jego konta bankowego i rzuciła męża-pseudomilionera przez SMS-a. A skoro medialne zainteresowanie jej sprzyja, to przecież żal z tego nie skorzystać.
Katie Price znów gmerała przy twarzy (i nie tylko)
Kilka dni temu pokazywaliśmy Wam zdjęcia Katie z National Television Awards, gdzie pojawiła się na czerwonym dywanie z wystrojoną córką u boku. Uwagę zwracał przede wszystkim bardzo ciężki makijaż celebrytki, która na dodatek uznała, że dobrym pomysłem będzie wysmarować się od stóp do głów samoopalaczem. Efekt był dokładnie taki, jak się spodziewacie.
Zobacz także: Szok, jak Katie Price wyglądała PRZED OPERACJAMI, na które wydała ponad milion złotych. Poznalibyście ją? (ZDJĘCIA)
WIDEOTak celebrytki wystroiły się na drugi odcinek "TzG": Maffashion w stylowej kurtce, Wieniawa z wysokim rozcięciem, drapieżna Rosati (WIDEO)
Teraz dowiadujemy się, że tak intensywny make up nie był jej widzimisię, lecz kamuflażem po kolejnych poprawkach u specjalisty. Na jej InstaStories pojawiła się fotka z posiniaczoną i opuchniętą twarzą, którą promuje nowy odcinek wrzuconych już na YouTube'a pogaduszek z siostrą. To wtedy przyznała, że poszła poprawić sobie to i owo, a wizja zbliżającej się gali niespecjalnie ją przed tym powstrzymywała.
Poszłam na galę i miałam z tyłu głowy, że dzień wcześniej zaklepałam sobie wizytę. Nie wiem, czy pamiętasz... Mówiłam, że kiedy zrobiłam sobie piersi dwa miesiące temu, to jedna była większa od drugiej, więc musiałam to poprawić. Jak to ze mną bywa, zapytałam, czy dałoby się je trochę powiększyć. I powiększyli!
Wracając jednak do tematu gmerania przy twarzy, Katie przyznała, że to przez wypełniacze, bo chciała sobie wyrównać to i owo. Niestety pojawiła się opuchlizna, a na galę iść trzeba, więc wyszło, jak wyszło.
Gdy się starzejemy albo tracimy na wadze, robią się dołki pod oczami, więc dostałam trochę wypełniaczy. A moja twarz... Nie wiedziałam, że aż tak spuchnie.
Jak twierdzi, makijażyści nieźle się napracowali nad efektem końcowym i "wszystkim komentującym się podobało", więc "misja wykonana". Przyznaje też, że w złym świetle make up mógł wydawać się bardzo ciężki, bo jego celem było przede wszystkim przykryć opuchliznę i siniaki.
Każdy to komentował i podobało im się, jak wyglądałam, dokładnie o to mi chodziło! Więc misja wykonana!
Wam też się podobało?