Margaret, która DOKONAŁA APOSTAZJI, tłumaczy: "Wierzę, ale nie lubię nazywać tego Bogiem"
W 2024 roku Margaret zrobiła to, o czym mówiła od paru lat - została apostatką. W jednym z ostatnich wywiadów piosenkarka wyznała, co myśli o Kościele, wierze i Bogu.
Znane twarze coraz śmielej mówią o swoim stosunku do wiary i Kościoła. Podczas gdy jedni przyznają się do tego, że te kwestie odgrywają w ich życiu ważną rolę, inni psioczą czy to na religię samą w sobie czy instytucję z księżmi na czele.
Niektórzy idą o krok dalej i decydują się nawet na apostazję. Już w 2019 roku o wystąpieniu ze struktur wspólnoty mówiła Margaret. Małgorzata Jamroży, bo tak nazywa się piosenkarka, w 2024 roku oficjalnie została apostatką.
Zobacz też: Jak Margaret spędzi Boże Narodzenie? Artystka kilka lat temu dokonała apostazji: "NIC SPECJALNEGO, SORRY"
TYLKO U NAS! Margaret zdradza, jaką jest macochą
Margaret zdradza, dlaczego dokonała apostazji
W rozmowie z Plejadą otworzyła się na ten temat, ujawniając m.in., że proces odejścia z Kościoła trwał długo. Wyznała też, dlaczego sprawa była dla niej ważna.
Jeśli coś zobaczę, nie potrafię tego odzobaczyć. A zdałam sobie sprawę z tego, że Kościół w ogóle nie jest tym, czym być powinien. Że niewiele ma wspólnego z wiarą i tym, co zapisano w Biblii. Nie chciałam do niego należeć. Uznałam, że muszę się z niego wypisać. A gdy już sobie coś postanowię, jestem w tym bardzo konsekwentna. Za to też mi się dostało. Czułam się niezrozumiana - wyjaśniła.
Zaznaczyła jednak, że szanuje osoby wierzące i wiarę samą w sobie.
Mam duży szacunek do chrześcijan i wszystkich, którzy wierzą. Wiara jest miłością. W Biblii jest wiele pięknych drogowskazów, tylko trzeba umieć ją czytać. Ja nie umiem, za to lubię słuchać ludzi, którzy potrafią to robić. Natomiast to, co dzieje się w tej instytucji, jaką jest Kościół, jest beznadziejne. Aż głupio tego nie zauważać. I tylko dlatego głośno powiedziałam o swojej apostazji, a nie po to, by obrażać katolików - podkreśliła.
Margaret o Bogu i życiowych wartościach
Artystka ujawniła, czy wierzy w Boga.
Wierzę, ale nie lubię nazywać tego Bogiem. Gdy słyszę to słowo, od razu przed oczami pojawia mi się Pismo Święte i maluje mi się jakiś konkretny obraz - dowiadujemy się.
Zapytana zaś o to, w co w takim razie wierzy, powiedziała:
W to, że jest coś większego i mądrzejszego ode mnie. Że ja jestem jedynie częścią większej całości, jakimś wypierdkiem. Staram się to zrozumieć, ale nie wiem za dużo na ten temat. Mam wobec tego ogromną pokorę.
Na koniec 34-latka wyznała, jakich zasad i wartości stara się w życiu trzymać.
Wydaje mi się, że każde z przykazań można zamknąć w jednym zdaniu: nie rób innym i sobie tego, czego nie chciałbyś, aby ktoś zrobił tobie. I tyle. Chyba nikt nie chciałby być okradany, okłamywany, bity, wyzywany, krzywdzony. Po prostu empatia, empatia, empatia. Gdybyśmy wszyscy się tego trzymali, świat byłby piękniejszy i może mielibyśmy w sobie mniej lęku o przyszłość. Jest takie piękne zaklęcie: obyśmy mieli się dobrze. I tego sobie, tobie i wszystkim życzę - skwitowała.
Fajnie, że o tym mówi?