Martirenti tłumaczy się z degustacji PRZYSMAKU DLA KONI: "Od gryza czegoś, co ma w składzie cukier, umrzeć się nie da" (WIDEO)
Martirenti "uległa propagandzie" i przed kamerą przetestowała przekąskę dla koni. W rozmowie z Pudelkiem influencerka wyjawiła, czy żałuje przystąpienia do kontrowersyjnego wyzwania. Spodziewała się, że rozkręci aferę?
O tym, że influencerzy mogą zrobić wiele dla zasięgów, nie trzeba już nikogo przekonywać. Mimo to, niektóre z internetowych wyzwań wciąż potrafią zaskoczyć odbiorców. Tak było m.in. w przypadku trendu na testowanie... przysmaków dla zwierząt. Do "zabawy" włączyła się m.in. polska influencerka Martirenti, która otwarcie przyznała, że "uległa propagandzie" i przed kamerą pałaszowała cukierki, którymi na co dzień zajadają się konie.
Osobliwy challenge okazał się zapalnikiem internetowej afery. Reporterka Pudelka, Simona Stolicka, zapytała influencerkę, czy żałuje, że podjęła się kontrowersyjnego wyzwania. Martirenti podkreśliła, że podchodzi do sytuacji z dystansem i zauważyła, że do jej codziennych obowiązków należy dostarczanie rozrywki.
Jezus Maria, z tego się taka drama zrobiła, jakby nie wiadomo, co się stało. Wydaje mi się, że od gryza czegoś, co ma w składzie praktycznie cukier, umrzeć się nie da. Ale to jest moja opinia i oczywiście teraz tylko jabłuszka (...). Gdybym wiedziała, że będzie jakaś afera, to prawdopodobnie bym tego nie zrobiła, bo nie miałam na celu, żeby zrobić aferę, tylko po prostu byłam ciekawa, spróbowałam sobie (...). Ludzie potrzebują dram, chcą to oglądać, żyją tym w pewien sposób, a my im dostarczamy tą rozrywkę. Czasami po prostu kosztem siebie trochę
Czy Marti skusiłaby się ponownie na przekąskę dla koni? Jak opisała jej smak? Więcej w powyższym materiale wideo.