Największy skandal w historii WOŚP. 17-latek oszukał Jurka Owsiaka i Polaków na 5 MILIONÓW ZŁOTYCH!
Mimo szczytnych założeń Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy niektórzy wykorzystują coroczne finały do niecnych celów. Tak też było 23 lata temu, kiedy rzekomo majętny nastolatek sztucznie wywindowal cenę licytowanych złotych serduszek. Chęć zyskania szybkiej popularności przypłacił pobytem w placówce opiekuńczej.
W najbliższą niedzielę Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zagra już po raz 34. Dochód ze zbiórki przeznaczony zostanie na gastroenterologię dziecięcą. Z całą pewnością przysłużą się też temu zyskujące z roku na rok na popularności aukcje internetowe, wśród których prym wiodą spotkania z najpopularniejszymi osobistościami rodzimego sportu, kultury i biznesu.
Niestety, niemal każdego roku słyszymy o pojedynczych przypadkach kradzieży skarbonek czy oklejania puszek łudząco podobnymi do oryginalnych naklejkami. Największy skandal w historii działalności WOŚP sięga jednak 2003 r. To właśnie wtedy "sprzedano" złote serduszko za bagatela 5 milionów złotych.
Piotr Mróz o wspieraniu WOŚP i kościoła. Jakie kwoty przekazuje na działania kościoła?
17-latek oszukał Jerzego Owsiaka na astronomiczną kwotę
Jednym z punktów kulminacyjnych finałów WOŚP jest licytacja złotych serduszek i kart telefonicznych. Wszyscy zgromadzeni w głównym sztabie łapali się za głowę, kiedy w 1999 r. jeden z licytujących zaoferował rekordowe na tamten czas 333 tysiące dolarów za pożądany przez siebie przedmiot. 4 lata później kwota ta została prawie pięciokrotnie przebita.
Tuż przed wybiciem północy Jerzy Owsiak zaczął odliczać do końca aukcji, która zatrzymała się na poziomie 200 tysięcy zł. Niespodziewanie w ostatniej chwili do licytacji włączył się niejaki "Matrix" proponując niewyobrażalną kwotę 5 milionów złotych. Okazało się, że za tym pseudonimem kryje się zaledwie 17-letni mieszkaniec Ustki. Chłopak szybko znalazł się na ustach całej Polski.
Pierwsze gratulacje złożył mi Jurek Owsiak, który osobiście rozmawiał ze mną przez telefon
Dziennikarze ustawiali się w kolejkach do rozmowy z nastoletnim bogaczem, który konsekwentnie utrzymywał, że to zaledwie część jego fortuny odziedziczonej po babci. "Matrix" plątał się jednak w odpowiedziach na pytania o dorobienie się przez kobietę takiego majątku. Ponadto odmawiał pokazania wyciągu z konta bankowego. Sprawą zainteresowały się wreszcie służby mundurowe.
Niebotycznie wysoki status materialny 17-latka okazał się zwyczajnym nonsensem. Mało tego, chłopak był już notowany za wyłudzenie około 50 tysięcy złotych, których dorobił się, wysyłając fikcyjne potwierdzenia wysyłki przedmiotów zamawianych z jego aukcji internetowych. W ten sposób oszukał przedstawicieli 27 firm. Mieszkał sam, bowiem jego matka przebywała w zakładzie karnym w Lesznie, a nie na kontrakcie zagranicznym, jak uparcie twierdził.
W późniejszym czasie Damian W. usprawiedliwiał swój przekręt chęcią "obnażenia słabości systemu sprawdzania wiarygodności uczestników licytacji". Na mocy wyroku sądowego internetowy oszust został umieszczony w pogotowiu opiekuńczym w Sławnie. Od tamtej pory słuch o nim zaginął.
ZOBACZ TEŻ: Anna Popek obwieściła: "Nie wspieram Owsiaka". Wpis JUŻ USUNĘŁA i teraz tłumaczy dlaczego...