Wszystko zaczęło się od napięć na planie ekranizacji hitu "It Ends With Us". Blake Lively złożyła oficjalną skargę, zarzucając reżyserowi i aktorowi Justinowi Baldoniemu niewłaściwe zachowanie, przekraczanie granic oraz tworzenie toksycznej atmosfery. Gwiazdor nie pozostał jej jednak dłużny - odpowiedział pozwem o zniesławienie, twierdząc, że aktorka wraz z mężem Ryanem Reynoldsem bezpowrotnie zniszczyli jego reputację.
WIDEONatalia Kukulska wspomina głośny konflikt z bratem: "Musiałam milczeć, A MIAŁAM OCHOTĘ KRZYCZEĆ"
Nikt się jednak nie spodziewał, że ten bezwzględny pojedynek gigantów doprowadzi do ruiny karierę człowieka relacjonującego całe zajście. Kolejną ofiarą hollywoodzkiej dramy stał się James Vituscka - ceniony reporter rozrywkowy, który wylądował na bruku po tym, jak jego nazwisko wypłynęło w aktach sądowych.
Reporter "Daily Mail" został zwolniony przez konflikt Baldoniego i Lively. Dziennikarz pozwał redakcję
Jak wynika z dokumentów złożonych w Sądzie Najwyższym w Nowym Jorku, do których dotarł Page Six, były starszy reporter "Daily Mail" został wciągnięty w sam środek starcia podczas zbierania materiałów i rozmów z agentką Blake Lively, Leslie Sloane oraz reprezentantami Baldoniego.
W ferworze wymiany wiadomości z menedżerką PR aktora, Melissą Nathan, Vituscka popełnił błąd słowny, pisząc o "napastowaniu" zamiast "molestowaniu", co szybko sprostował. Mimo to jego SMS-y trafiły wprost do sądowej dokumentacji. Dziennikarz twierdzi, że redakcja odradzała mu zatrudnienie własnego adwokata i żądała podpisania oświadczenia, z którym się nie zgadzał.
Zamiast wsparcia doświadczył zmodyfikowania nadzoru nad pracą, aż w końcu, w czerwcu 2025 roku, został zwolniony. Teraz walczy o odszkodowanie za utracone zarobki i straty emocjonalne, zarzucając pracodawcy m.in. odwet, molestowanie oraz dyskryminację ze względu na płeć i niepełnosprawność.
Redakcja "Daily Mail" odpowiada na zarzuty
Przedstawiciele popularnego brytyjskiego tabloidu nie mają zamiaru posypywać głowy popiołem i stanowczo odpierają zarzuty byłego pracownika. W oświadczeniu przekazanym serwisowi Page Six redakcja określiła pozew Vitusckiego jako "nieprawdziwe przedstawienie okoliczności" i zapewniła, że nikt nie zmuszał go do składania fałszywych deklaracji, a jego zeznania pokrywały się z wcześniejszymi ustaleniami.
Zastrzeżono również, że "Daily Mail" wymaga od swoich dziennikarzy bezwzględnej uczciwości i rzetelności, zaś oskarżenia o molestowanie czy dyskryminację są "całkowicie bezpodstawne i nie znajdują potwierdzenia w faktach".
Sam James Vituscka nie kryje rozżalenia i zapowiada wraz ze swoim pełnomocnikiem, że pociągnie redakcję do odpowiedzialności. W emocjonalnym komentarzu dla Page Six były reporter gorzko podsumował cenę, jaką przyszło mu zapłacić za wierność własnym zasadom.
Zostałem dziennikarzem, by dociekać prawdy i mieć odwagę ją ujawniać. Przez dwie dekady budowałem swoją karierę i reputację poprzez etyczne dziennikarstwo, uczciwość i ciężką pracę. Nigdy nie przypuszczałem, że odmowa kompromisu z tymi zasadami może kosztować mnie wszystko, co osiągnąłem