Po raz pierwszy od 15 lat Robert Lewandowski nie występuje w rozgrywkach Ligi Mistrzów, a jego codzienność przestała skupiać się wokół ciągłej presji i ogromnych oczekiwań kibiców. Napastnik nie ukrywa jednak, że usunięcie się z pierwszego planu ma dla niego ogromne plusy, zwłaszcza że powoli zbliża się do końca swojej bogatej kariery.
Po sukcesach w barwach Barcelony Polak był przekonany, że nie wyobraża sobie gry dla jakiegokolwiek innego klubu na Starym Kontynencie. Wyjazd poza Europę okazał się dla niego idealną okazją, by poszerzyć horyzonty, zobaczyć piłkę nożną z całkowicie nowej perspektywy oraz poznać realia dyscypliny na nieco innym poziomie niż ten w ścisłej światowej czołówce.
Strach przed daleką podróżą. Lewandowscy obawiali się życia na innym kontynencie
Przenosiny na drugą półkulę wymagały jednak gruntownych przemyśleń i długich rozmów w rodzinnym gronie. Napastnik wyznał, że wspólnie z żoną Anią odczuwali spory niepokój przed tak daleką wyprawą i całkowitą zmianą dotychczasowej organizacji życia. W przeciwieństwie do czasów gry w Niemczech czy Hiszpanii, z USA nie da się już przylecieć do Polski w trzy godziny, a do tego dochodzi jeszcze męcząca zmiana stref czasowych. Podobnie jak w momencie przeprowadzki z Monachium do Katalonii, w głowach małżonków pojawiał się strach o samopoczucie córek w obliczu kolejnych zmian.
WIDEOPolskie drag queens na scenie z Pussycat Dolls!
Rozmawiałem o wyjeździe z rodziną, z Anią - przyznał piłkarz. Sam bałem się dalekiej podróży poza Europę. Z powodu odległości niepewność była większa. To już nie trzygodzinny lot do Polski, do tego dochodzi zmiana czasu, zmiana organizacji życia na innym kontynencie. Dlatego był strach, czy wszyscy dobrze się odnajdą, czy będziemy czuli się szczęśliwi. To naturalne emocje, które nam towarzyszyły. Przechodząc z Bayernu do Barcelony, też zastanawialiśmy się, jak na miejscu zaadaptują się dzieciaki.
Jak wyglądały pierwsze miesiące Lewandowskich w USA?
Na szczęście pierwsze, najtrudniejsze tygodnie adaptacji w Stanach Zjednoczonych rodzina Lewandowskich ma już za sobą. Pytany o podsumowanie pierwszych dwóch miesięcy po przeprowadzce, piłkarz przyznał z ulgą, że sytuacja wreszcie się ustabilizowała i mały kryzys lokatorski minął.
Już teraz jest dobrze. Długo mieszkaliśmy w hotelu. Nieważne, jaki to hotel, ile ma gwiazdek, nigdy nie zastąpi mieszkania czy domu. Co innego spędzić tam dwa tygodnie w wakacje, a co innego mieszkać. Na szczęście to już za nami i mogę powiedzieć, że od momentu zmiany miejsca zamieszkania czujemy się dobrze, jak u siebie – wyznał szczerze piłkarz w rozmowie z WP SportoweFakty.
"American dream" Lewandowskich w Chicago
Amerykański klimat najwyraźniej wyjątkowo służy polskiemu napastnikowi, który nie kryje entuzjazmu, opowiadając o urokach nowego miejsca zamieszkania. Decyzja o wyjeździe z Europy była w pełni świadoma, a cała rodzina chciała na własnej skórze poczuć słynny "American dream" i odkryć fascynujące zakątki nowej półkuli. RL9 z zachwytem wspominał o tamtejszej pogodzie i możliwościach spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu.
Mamy plażę, można popływać łódką. Lato w Chicago to po prostu 'miazga'. Mogę powiedzieć, że decyzja o wyjechaniu z Europy była w pełni świadoma. Chcieliśmy zobaczyć, jak wygląda świat na innej półkuli, poczuć słynny 'American dream', dużo jest tu interesujących miejsc do zobaczenia – relacjonował zachwycony zawodnik.
Pozazdrościć?