Bogdan Rymanowski funkcjonuje w mediach już od lat i związał karierę zawodową z dziennikarstwem politycznym. Jego życie prywatne - jak w przypadku niemal wszystkich osób publicznych - wyraźnie interesuje internautów. Żonę poznał jeszcze w 1985 roku, a na ślubnym kobiercu stanęli 7 lat później i doczekali się trójki dorosłych dziś dzieci: Julii, Aleksandry i Karola.
Bogdan Rymanowski wprost o żonie. "Lubimy się"
Dziennikarstwo polityczne bywa wymagające, ale na szczęście po powrocie do domu Rymanowski ma obok siebie osobę, która jednocześnie go wspiera i wprost ocenia jego pracę. Przy okazji rozmowy z Moniką Richardson w ramach podcastu "Faktu" "Przełomy" określił żonę mianem "surowego krytyka", ale jest to akurat cecha, którą bardzo w niej ceni.
Przychodzę do domu i wiem, że mam po drugiej stronie kogoś, kto patrzy mi prosto w oczy, kto mnie kocha, a jednocześnie jest surowym krytykiem. Mówi: dobra, ale dlaczego nie zadałeś tego pytania, dlaczego nie pamiętałeś o tamtym. To są konkretne uwagi, ona nie ma żadnego interesu w tym, aby mnie zjechać, a z drugiej strony nie ma żadnego interesu, żeby mi kadzić.
WIDEOJan Lubomirski o ślubie z Dominiką Kulczyk: "Moi krewni nie żenią się poza grupą. To był ewenement"
W podcaście zaznaczył, że część zawodowych osiągnięć zawdzięcza przede wszystkim wsparciu żony. A wspólny czas, nawet tyle lat po ślubie, to wciąż ważny moment jego codzienności.
Za sukcesem każdego mężczyzny stoi kobieta. Gdyby nie Monika, jej wsparcie, oparcie, a przede wszystkim miłość, nie byłbym dziś w miejscu, w którym jestem. Mieszkamy w Józefowie, w lesie. Zamiast iść na imprezę, wolę wrócić do domu, usiąść z żoną na tarasie, porozmawiać, popatrzeć na wiewiórki, posłuchać lasu.
Rymanowski zdradził też, jaka jest tajemnica sukcesu ich wieloletniej relacji. To proste: nadawać na tych samych falach i po prostu się lubić. "Ciche chwile" nie trwają u nich ponoć zbyt długo.
Nadajemy na podobnych falach. Podobne rzeczy potrafią nas jednocześnie rozśmieszyć. Co więcej, jak czasami zdarzają się tzn. ciche dni, ja nie potrafię wytrzymać dłużej niż parę minut, kiedy żona się do mnie nie odzywa. Wtedy wiem, że muszę coś wymyślić tak śmiesznego, żeby ona nie mogła się powstrzymać od śmiechu. I wtedy wszystko pęka. I to jest coś cudownego. Tak, lubimy się. To jest tak naprawdę jakiś dar, który otrzymaliśmy we dwójkę.
Tylko pozazdrościć?