Patryk Palczyński urodził się 3 czerwca 1985 roku w Gdyni. Był jedynym dzieckiem Julitty i Bogusława. Z morzem związany był od wczesnego dzieciństwa – pierwsze kroki na pokładzie stawiał już jako czterolatek. Żeglarstwo szybko stało się jego wielką pasją i sposobem na życie. Patryk chciał studiować na Akademii Morskiej, ale nie utworzono kierunku, który go interesował. Został więc członkiem załogi na statkach, które wypływały w długie rejsy. Jak na swój młody wiek zarabiał bardzo dobrze, robiąc to, co najbardziej kochał.
Wszystko zmieniło się po powrocie Patryka z Karaibów. Wcześniej otwarty i radosny, nagle stał się milczący i skryty. Za wszelką cenę unikał także rozmów o ostatnim rejsie. Większość czasu spędzał przed komputerem, nerwowo zasłaniając ekran, gdy tylko matka wchodziła do pokoju. Jak się później okazało, młody żeglarz prowadził intensywną korespondencję z tajemniczym rozmówcą.
Przygotowania do rejsu i ostatnie urodziny
Wiosną 2010 roku Patryk zaczął przygotowania do kolejnej wyprawy. Tym razem nie chciał zdradzić matce żadnych szczegółów – mówił jedynie, że nie chce zapeszać. Przed wyjazdem wymeldował się z gdyńskiego mieszkania, co było jego stałym zwyczajem przed długimi wyprawami. Jako cel podróży podał w urzędzie Nową Zelandię.
2 czerwca 2010 roku Patryk świętował swoje 25. urodziny. Kilka godzin później nadszedł czas, aby ponownie wypłynąć w morze i na długie miesiące pożegnać się z domem i bliskimi. Julitta Palczyńska odprowadziła syna w stronę portu. Kobieta była zdziwiona, ponieważ solenizant zabrał ze sobą bardzo mało ubrań oraz skromną ilość gotówki jak na tak długi rejs: kilkadziesiąt euro i 50 dolarów. Młody mężczyzna nie chciał, żeby mama się denerwowała. Po tym, jak każde ruszyło w swoją stronę, wysłał jeszcze wiadomość, w której chciał dodać jej otuchy.
Kulisy wielkiego pokazu Ewy Minge w Paryżu. Kreacje projektantki kosztują KROCIE: "Od kilku do KILKUDZIESIĘCIU TYSIĘCY ZŁOTYCH"
Brak wiadomości od Patryka i złe przeczucia matki
Julitta Palczyńska zaczęła się poważnie niepokoić przedłużającym się brakiem kontaktu ze strony syna, który od czasu wspomnianego SMS-a nie dał znaku życia. Kobieta po trzech tygodniach udała się na policję. Funkcjonariusze zbagatelizowali jednak to zgłoszenie. Sugerowali, że dorosły syn po prostu uciekł od "toksycznej matki" i nie chce z nią utrzymywać relacji.
Zdesperowana kobieta rozpoczęła poszukiwania na własną rękę. Kiedy sprawdziła komputer Patryka, odkryła coś niepokojącego – syn miał założonych kilkanaście kont mailowych, z których regularnie korzystał, ale wszystkie wiadomości z ostatnich trzech lat zostały usunięte. Wyglądało to bardzo podejrzanie.
Odnalezienie zwłok oraz błędy policji
Gdy 14 lipca z wód Zatoki Gdańskiej wyłowiono ciało, jego identyfikacja była trudna z powodu zaawansowanego rozkładu. Tożsamość potwierdziły dopiero badania DNA. Okazało się wówczas, że były to zwłoki Patryka Palczyńskiego. Zbrodnia wydawała się ewidentna, ale śledztwo od początku przypominało pasmo zaniedbań i istotnych pomyłek.
Zniszczone dowody: w trakcie sekcji zwłok patomorfolog rozciął węzły na sznurach krępujących ciało, zanim zrobiono im zdjęcia. Powód? W aparacie policyjnego fotografa skończył się film. Analiza tych więzów mogła wykazać, czy wykonał je żeglarz czy amator.
Zanieczyszczone ślady DNA: na linach zabezpieczono materiał genetyczny należący do jednego z techników (który nie założył rękawiczek) oraz ślady DNA dwóch nieznanych mężczyzn, których nigdy nie zidentyfikowano.
Utracony monitoring: policja zbyt późno wystąpiła o nagrania z kamer w porcie w Gdyni, skąd miał rzekomo wyruszyć Patryk – materiały video zostały nadpisane i bezpowrotnie utracone.
Ignorowane rozbieżności: źródła wskazują na nieścisłości w opisie ułożenia rąk zmarłego – jedne protokoły mówiły o dłoniach związanych z przodu, inne z tyłu ciała.
Tajemniczy dowód: na szyi zmarłego znaleziono wisiorek z żółwiem (lub według innych doniesień ze słoniem). Matka i przyjaciele zeznali, że Patryk nigdy czegoś takiego nie nosił. Na wisiorku zabezpieczono odcisk palca, którego właściciela do dziś nie ustalono.
Zegarek zaginionego i inne dowody, które podważają ustalenia śledczych
Mimo tych faktów prokuratura umorzyła sprawę, uznając śmierć za samobójstwo. Śledczy przeprowadzili nawet eksperyment procesowy mający dowieść, że człowiek jest w stanie sam sięz wiązać i skoczyć do wody. Oficjalna wersja o samobójstwie upada jednak w starciu z dowodem z automatycznego zegarka Patryka.
Urządzenie działało tylko wtedy, gdy było noszone, a pracowało bez przerwy od 3 do 8 czerwca. Ustalono, że zegarek logował się w okolicach apartamentowca Sea Towers w Gdyni. Żeglarz prawdopodobnie był tam przetrzymywany przez pięć dni po zaginięciu, a jego zgon nastąpił dopiero 8 czerwca, gdy zegarek ostatecznie się zatrzymał.
Kilka innych poszlak zaprzeczało temu, że młody mężczyzna odebrał sobie życie. W kieszeni spodni odnaleziono 20 dolarów, choć z domu wziął jeden banknot 50-dolarowy. Gdzie i w jakich okolicznościach rozmienił obcą walutę w tak krótkim czasie? Tego wątku nie zbadano. Nikt nie widział również Patryka niosącego dwie 20-kilogramowe płyty przez tętniący życiem Skwer Kościuszki. W tym czasie w okolicy nie prowadzono żadnych prac drogowych, z których mógłby je zabrać. Jak też miałby je przetransportować, nie mając samochodu?
Czy Patryk wiedział za dużo?
Rodzina jest przekonana, że chłopak padł ofiarą przestępstwa. Najbardziej prawdopodobna hipoteza wiąże się z jego pracą na luksusowych jachtach. Statystyki pokazują, że takie prywatne statki bywają wykorzystywane do przemytu narkotyków. Zdaniem bliskich Patryk zobaczył coś, czego nie powinien widzieć. Czy niebezpieczni ludzie postanowili uciszyć go na zawsze, bojąc się, że opowie o ich szemranych interesach? Spekuluje się, że usunięta korespondencja mogła zawierać np. dowody szantażu.
Trzy dni po wyłowieniu ciała żeglarza z Bałtyku w Trójmieście zaginęła Iwona Wieczorek. Sprawa ta błyskawicznie zdominowała media i przyciągnęła całą uwagę policji, spychając zagadkową śmierć Patryka w cień zapomnienia. Prawda o tym, co wydarzyło się w czerwcu 2010 roku w okolicach Sea Towers, wciąż czeka na odkrycie.