Sylwia Peretti nie pojechała na identyfikację ciała syna. "Wiedziałam, że Patryk by tego nie chciał"
W lipcu miną trzy lata od tragicznej śmierci syna Sylwii Peretti. 24-letni Patryk zmarł w wypadku samochodowym. Celebrytka ujawniła w najnowszym wywiadzie, że choć początkowo chciała to zrobić, ostatecznie nie pojechała na identyfikację jego ciała.
Sylwia Peretti zdobyła sławę jako jedna z uczestniczek programu "Królowe życia". Prawie trzy lata temu celebrytka pożegnała swojego syna Patryka, który zginął w wypadku samochodowym. Mężczyzna stracił panowanie nad kierownicą i rozbił się na ulicy w Krakowie. Jak ustalili śledczy, 24-letni Patryk prowadził auto pod wpływem alkoholu - badania wykazały, że miał około 2,3 promila alkoholu we krwi. W wyniku zdarzenia zginęli zarówno kierowca, jak i trzej pasażerowie.
Sylwia Peretti nie ukrywa, że mimo upływu czasu wciąż zmaga się z ogromną stratą i bólem po śmierci swojego syna. Celebrytka często odwiedza grób syna i cały czas go wspomina - w styczniu tego roku zrobiła sobie tatuaż ku pamięci Patryka. W najnowszym wywiadzie, którego gwiazda udzieliła Kozaczkowi, wyznała, jak się czuła po śmierci syna. Jak ujawniła, nie miała w sobie siły, by osobiście zidentyfikować jego ciało.
Ja już myślę, że gdybym ja pojechała na tą identyfikację, to musieliby mnie również identyfikować wtedy. Byłam w takim stanie, że…
Sylwia Peretti wbija Szpilę Lalunie
Sylwia Peretti nie pojechała na identyfikację ciała Patryka. "Co wstałam z łóżka, to zemdlałam"
W rozmowie przyznała wprost, że początkowo chciała jechać na identyfikację, ale nie była w stanie wstać z łóżka, by to zrobić. Jak mówi - uratowali ją wówczas najbliżsi. Sama doszła też do wniosku, że Patryk nie chciałby, aby to ona identyfikowała jego ciało.
No wiesz, do czasu komendy jeszcze było jakoś, jakoś w miarę. Ale od momentu, kiedy wyszłam stamtąd, pojechałam do domu, to już… Amba Fatima, była i ni ma. Nie pojechałam na identyfikację. Bardzo chciałam jechać. Ja wręcz się szarpałam w domu, żeby to zrobić. Ale co wstałam z łóżka, to zemdlałam. Więc z perspektywy czasu… Łukasz i najbliżsi wiedzieli, że nie ma sensu. Uratowali mnie po prostu wtedy. Nie byłabym w stanie po prostu. Wiedziałam też, że Patryk by nie chciał
Sylwia Peretti podkreśliła ogromne wsparcie, jakim otoczył ją mąż, Łukasz Porzuczek.
Złapał mnie za rękę, jak już widział, że ja walczę z tym, że bardzo chcę tam być. Bo jak inaczej? No przecież to był jedyny moment, żeby uświadomić sobie, że to naprawdę się stało. Złapał mnie za ręce i mówi: "Kochanie, mam do ciebie tylko jedno pytanie. Gdybyś to ty miała wypadek i była w takim stanie, czy chciałabyś, żebym ja z Patrykiem pojechał cię zidentyfikować?". No zamurowało mnie absolutnie. Powiedziałam, że no nie, że ostatnią rzeczą, jaką bym chciała, to żeby on mnie widział. "Patryk nie chce, żebyś jechała". I zostałam.
Zobacz: OKRADZIONO grób syna Sylwii Peretti. Celebrytka zwróciła się do złodzieja: "Żeby ci uschły ręce!"