Ignacy Liss NARAZIŁ SIĘ społeczności LGBT+ słowami o Paradzie Równości. Jak się tłumaczy? "Lepiej mówić o czymś delikatnie, niż DRZEĆ MORDĘ"
Ignacy Liss z serialu "Proud" naraził się części internautów wypowiedzią na temat Parady Równości, twierdząc, że woli manifestować poglądy poprzez sztukę niż "przepychanki" na ulicach. Komentujący szybko wytknęli mu hipokryzję, przypominając, dzięki komu taki serial mógł w ogóle powstać. Młody aktor postanowił odnieść się do zarzutów.
Na platformie HBO Max zadebiutował serial "Proud". Produkcja opowiada historię Filipa - młodego modela i geja, który niespodziewanie musi podjąć się opieki nad córką swojej zmarłej siostry. W rolę głównego bohatera wcielił się Ignacy Liss. Jeszcze przed premierą aktor w rozmowie z Plejadą podkreślał, że serial ma przede wszystkim wymiar społeczny i dąży do zasypywania głębokich podziałów światopoglądowych w naszym kraju.
Szeroką dyskusję, a w konsekwencji spore oburzenie, wywołała jednak odpowiedź aktora na pytanie o to, czy zamierza osobiście wesprzeć społeczność LGBT+ poprzez udział w Paradzie Równości.
Myślę, że sztuka - film czy serial - jest takim bezpiecznym miejscem, w którym można powiedzieć, co się myśli. Pokazać to, wyrazić siebie, wyrazić jakieś tam swoje emocje związane z tym tematem. Nie narażając się też na niepotrzebne przepychanki. To jest mój największy wyraz solidarności. Jestem raczej zwolennikiem rozmowy, słuchania siebie nawzajem, a nie wyzywania i skreślania
Joanna Senyszyn ma przyjaciela "udomowionego Konfederatę": "MOŻNA SIĘ I LUBIĆ, I SPRZECZAĆ"
Ignacy Liss w ogniu krytyki. Zaszedł za skórę części społeczności LGBT+
Słowa te spotkały się z bardzo chłodną reakcją ze strony części odbiorców oraz aktywistów. Internauci zarzucili odtwórcy głównej roli hipokryzję oraz budowanie własnego wizerunku i kariery na plecach społeczności, z którą w realnym życiu nie chce maszerować. Osoby krytykujące aktora mają w tej dyskusji sporo racjonalnych argumentów.
Zwrócono bowiem uwagę na fundamentalny fakt: to właśnie dzięki wieloletniej, odważnej i ulicznej walce tysięcy ludzi podczas parad i manifestacji - często okupionej brutalnością i ostracyzmem - temat praw osób nieheteronormatywnych wszedł do głównego nurtu. Gdyby nie aktywizm na ulicach, produkcje takie jak serial "Proud" prawdopodobnie nigdy nie miałyby szansy powstać w Polsce - ani tym bardziej trafić na dużą platformę streamingową.
Ignacy Liss odpowiedział na krytykę
Ignacy Liss postanowił nie milczeć i za pośrednictwem mediów społecznościowych odniósł się do zarzutów, udostępniając część negatywnych komentarzy. Zdaje się jednak, że tłumaczenie aktora nie zmieni nastawienia osób, które poczuły się dotknięte jego pierwszą wypowiedzią.
Podałem dalej te komentarze, nie uważam, żeby to był jakiś problem. Krytyka, szczególnie konstruktywna krytyka, jest potrzebna. Tutaj może nie wszystko jest konstruktywną krytyką, ale na pewno rozumiem punkt widzenia co do niektórych myśli. Postanowiłem, że to udostępnię i się do tego odniosę, bo o to chodzi w życiu, żeby gadać i się szanować.
Aktor przyznał, że zmęczenie intensywnym dniem prasowym mogło wpłynąć na precyzję jego wypowiedzi.
Trochę mam ochotę się z tego tłumaczyć, a trochę nie mam ochoty się z tego tłumaczyć. To był mój kolejny wywiad w ciągu tego dnia i pewnie mogłem lepiej ubrać myśli w słowa. Może wtedy mógłbym być lepiej zrozumiany, ale co do zasady powiedziałem tak, jak jest.
W dalszej części oświadczenia Liss argumentował, że duże zgromadzenia publiczne - bez względu na ich charakter - budzą w nim poczucie braku bezpieczeństwa, co dotyczy również wielu osób ze społeczności LGBT+. Przy okazji wbił szpilkę polskiej klasie politycznej.
Wierzę w to, że jest mnóstwo osób z mniejszości seksualnych, które też nie przepadają za takimi miejscami jak Parada Równości czy Marsz Niepodległości, czy inne protesty i pikiety, bo po prostu nie czują się tam bezpiecznie. Ja trochę tak mam i to nie jest przestrzeń dla mnie, dlatego nie chciałem ściemniać i mówić, że jest inaczej.
Pewnie są osoby takie jak ja, które wspierają i wierzą, że trzeba walczyć i mówić o prawach mniejszości seksualnych, o prawach dla par jednopłciowych, które w Polsce są naprawdę żadne. Dla mnie to jest naprawdę ważne, ale nie mam ochoty iść w jednym szeregu z człowiekiem, politykiem, który nieraz obiecywał, że to się zmieni w Polsce, a to się nie zmienia. To jest po prostu dla mnie za dużo. I tyle.
Aktor ponowił tezę, że formą jego aktywizmu pozostaje sztuka, która ma szansę trafić do domów o bardziej konserwatywnych poglądach i realnie wpłynąć na mentalność Polaków.
Dla mnie to jest moja sztuka - moje filmy, moje seriale. Głęboko wierzę w to, że historia Filipa ma prawo dojść do wielu domów, do domów, gdzie myśli się inaczej niż na Paradzie, bo na Paradzie wszyscy są zgodni, a może dzięki naszemu serialowi ktoś zmieni zdanie, bo pozna bliżej człowieka.
Czasem lepiej mówić delikatnie o czymś, intymnie, niż drzeć mordę. Drzeć mordę też jest ekstra, cieszę się, że macie takie święto, powinniście mieć takie święto. Wszystkie mniejszości seksualne powinny mieć taki dzień, w którym wyjdą na ulicę, to jest ważne. Ale kiedy rozmawiamy o zmianie, to wierzę, że nasz serial jest ważny. Jasne, wziąłem za to kasę, ale pod tym się podpisuję i w to wierzę.
Na koniec młody artysta dodał, że choć negatywne głosy osobiście go dotykają, liczy na merytoryczny odbiór samej produkcji.
Wiem, że nie będzie łatwo, że będą różne komentarze i krytyka, ona mnie dotyka, bo ten serial jest dla mnie bardzo ważny, ale dziękuję za nią. Mam nadzieję, że przetrwamy razem przez ten pierwszy sezon.
Myślicie, że w ten sposób odkupi winy u dotkniętych swoją wcześniejszą wypowiedzią odbiorców?