Tomasz Schuchardt o brutalnych scenach przemocy w "Domu dobrym". "W głowie ustawiałem sobie odpoczynek na BICIU KABLEM"
O pracy na planie u Wojciecha Smarzowskiego mówi się wiele, ale rzadko kto odsłania kulisy tak bezpośrednio. Tomasz Schuchardt w programie "Kultura WPełni" opowiedział o jednej z najbardziej wymagających scen przemocy w filmie "Dom dobry". To, co działo się za kulisami, może zaskoczyć nawet największych fanów kina.
Nie każdy aktor decyduje się mówić wprost o tym, co dzieje się na planie przy kręceniu wyczerpujących emocjonalnie scen, na przykład takich ilustrujących przemoc fizyczną i psychiczną. Tomasz Schuchardt zrobił wyjątek. W rozmowie dla "Kultury WPełni" szczegółowo opisał pracę nad ośmiominutową sekwencją brutalnej przemocy w filmie "Dom dobry" Wojciecha Smarzowskiego.
Schuchardt o kulisach "Domu dobrego". "Można się złapać za głowę"
Tomasz Schuchardt ujawnia kulisy pracy na planie "Domu dobrego" Smarzowskiego
Jak przyznał, scena - choć w finalnej wersji pocięta montażowo - na planie była odgrywana niemal w całości, bez przerw, co okazało się dla aktora jednym z największych wyzwań w dotychczasowej karierze.
(...) Wyobraźmy sobie scenę, że po prostu jest scena, która zaczyna się od wyzwisk, przechodzi przez bicie fizyczne. Oczywiście dobrze udawane, ale jednak w wyobrażeniu ciała to wszystko się wydarza. Potem bicie dalej, ale już przyrządem, kablem konkretnie, a potem gwałt. I 8 minut. Można się złapać za głowę, a można sobie pomyśleć już teraz z tej technicznej strony, że przecież nie ma miejsca na odpoczynek
Schuchardt jednak wielokrotnie podkreślał, że nawet w tak ekstremalnych warunkach aktor musi myśleć "technicznie".
Tak Tomasz Schuchardt "łapał oddech" w trakcie kręcenia scen przemocy
Najbardziej zaskakujące jest to, jak aktor radził sobie z natężeniem emocji. W trakcie tej brutalnej sceny planował bowiem momenty "odpoczynku".
No to proszę sobie wyobrazić, że ja w mojej głowie ustawiałem sobie ten odpoczynek na biciu kablem. Bo ja wiedziałem, że ja fizycznie nie jestem już w stanie dać więcej, a ja jeszcze mam tam trzy minuty bardzo emocjonalnie kosztującego i fizycznie kosztującego gwałtu.
Choć dla przeciętnego widza może zabrzmieć to szokująco, w jego oczach jest to po prostu element warsztatu. Jak tłumaczył, organizm nie odróżnia fikcji od rzeczywistości. Reaguje więc tak, jakby wszystko działo się naprawdę.
Jak ja nie złapię tutaj oddechu, takiego jak w biegu na tysiąc metrów, to ja nie jestem w stanie, nie będę w stanie tego zrobić. I ja wiem, że to brzmi bardzo... To ciekawe, jak to brzmi w sumie, no bo dla mnie to brzmi normalnie. Myślę, że dla wielu aktorów też