Odejście Adriana Szymaniaka poruszyło osoby, które śledziły jego losy od czasu telewizyjnego udziału w "Ślubie od pierwszego wejrzenia". Informację o śmierci męża przekazała w sobotę, 5 września, jego żona Anita. Niedługo później rodzina zamieściła także oświadczenie na stronie zbiórki uruchomionej na pokrycie kosztów leczenia.
Chorobę wykryto u Szymaniaka w połowie ubiegłego roku. Diagnoza brzmiała: glejak IV stopnia, czyli jedna z najcięższych postaci nowotworu mózgu. Po rozpoznaniu rozpoczęto intensywną terapię obejmującą m.in. operacje, radioterapię oraz chemioterapię.
Leczenie glejaka i zbiórka: TTFields wymagała dużych środków
Po usłyszeniu diagnozy Adrian Szymaniak rozważał rozwiązania, które mogłyby wesprzeć walkę z glejakiem. Wśród planowanych opcji była terapia TTFields, przewidywana po zakończeniu radioterapii. Metoda opiera się na używaniu urządzenia noszonego na głowie, a w Polsce była dostępna komercyjnie, co oznaczało konieczność samodzielnego sfinansowania jej kosztów.
Właśnie dlatego uruchomiono internetową zbiórkę – miała pokryć wydatki na TTFields oraz inne potrzeby związane z leczeniem. Ostatecznie na konto akcji trafiło ponad 2,5 mln zł.
WIDEORafał Maserak o Helenie Englert w "Tańcu z Gwiazdami". "Jest ZJAWISKIEM. Zrobiła najlepsze wrażenie". Zgadzacie się? (WIDEO)
Rodzina Adriana Szymaniaka ujawnia: niewykorzystane środki trafią do chorych
Po śmierci Adriana Szymaniaka bliscy opublikowali komunikat na stronie zbiórki, dziękując darczyńcom za okazaną pomoc. Poinformowali przy tym, że dzięki zgromadzonym środkom możliwe będzie wsparcie innych osób walczących z tą samą chorobą.
Z całego serca dziękujemy za wsparcie. W ramach zebranych środków będziemy mogli również pomagać innym osobom, które jeszcze mają szansę na wygraną z tą chorobą – przekazali.
Z oświadczenia wynika, że niewykorzystane pieniądze mają zostać przeznaczone na pomoc kolejnym pacjentom chorym na glejaka. Rodzina nie podała na razie szczegółów dotyczących sposobu przekazania środków ani tego, kto konkretnie otrzyma wsparcie.