Ogólnopolska burza medialna wokół kultowej komedii romantycznej "Nigdy w życiu!" wybuchła, gdy Joanna Jabłczyńska ujawniła, że wbrew olbrzymim oczekiwaniom fanów nie pojawi się w jej kontynuacji w roli Tosi. Internauci stanęli za nią murem, czemu z niepokojem przyglądała się autorka książek i zarazem scenarzystka nowego filmu Katarzyna Grochola. Po obszernej serii nagrań i wpisów aktorki, również tych, które ujawniły treść ich korespondencji SMS-owej, pisarka wkroczyła do akcji z groźbami prawnymi.
Gorącą atmosferę podsycił Janusz Heathcliff Iwanowski, producent ekranizacji powieści "Ja wam pokażę!", który publicznie obwinił Grocholę o fiasko filmu. Jak twierdzi, ingerowała ona w obsadę i to ponoć właśnie z jej powodu Danuta Stenka i Artur Żmijewski nie powrócili do swoich kultowych ról. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią postanowił ujawnić, co z jego perspektywy działo się za kulisami powstawania serialowej wersji jej książki.
WIDEOKatarzyna Grochola o hejterach: "Dobrze, może dla tego BOTA JESTEM SKOŃCZONA" (WIDEO)
Wywiad Katarzyny Grocholi obrócił się przeciwko niej
Producent odniósł się bezpośrednio do wywiadu pisarki podczas niedawnego festiwalu "Pociąg do Literatury". Jak stwierdziła, za eskalację i gigantyczną skalę internetowej afery wokół "Nigdy w życiu!" odpowiadają internetowe boty oraz algorytmy mediów społecznościowych, a nie oburzeni fani.
Powiedział mi specjalista od algorytmów, że algorytm działa na emocjach naszych. Do tych emocji, które tworzą prawdziwi ludzie, dochodzą boty, których nie odróżniamy. To znaczy, to można zrobić, no ale jak jest na przykład 600 tysięcy, nie wiem... trudno sprawdzić proszę państwa 600 tysięcy. Ja się na tym nie znam. Ja po prostu mam wrażenie, że coś wybuchło. Widzowie "Nigdy w życiu!" tak bardzo polubili tamtych bohaterów, że ich strasznie ta wiadomość uderzyła.
Janusz Heathcliff Iwanowski w najnowszej publikacji na Instagramie podłapał ten wątek i wymierzył cios swej dawnej współpracownicy. Zdaniem producenta, autorka popularnych powieści bez mrugnięcia okiem doprowadzała do usuwania konkretnych aktorów z obsady. W efekcie tych decyzji z dnia na dzień kasowano gotowy materiał i całe wątki. Najmocniejsza część jego relacji dotyczy Grażyny Wolszczak, która odgrywała "drugą" Judytę. Aktorka miała mocno zawieść się na obietnicach pisarki.
Wczoraj Katarzyna Grochola mówiła coś o botach. No właśnie, bo ona ludzi traktuje jak boty, bo to się bierze, używa, a potem jednym kliknięciem kasuje. Dokładnie tak Katarzyna Grochola skasowała praktycznie całą obsadę z fabuły "Ja wam pokażę!", w tym Grażynę Wolszczak. Dla Grażyny to był prawdziwy dramat.
Katarzyna Grochola przysporzyła produkcji problemów finansowych!?
Twórca filmowy publicznie wytknął Grocholi, że to właśnie ona doprowadziła do nagłych zmian w obsadzie, w wyniku czego Wolszczak została na lodzie.
Żeby zagrać u nas Judytę zrezygnowała z "Na Wspólnej", bo ja i Grochola zagwarantowaliśmy jej dalszą pracę, gdyż początkowo planowaliśmy 13 odcinków serialu "Ja wam pokażę!" dla TVP i nagle Grażyna została bez jednego i drugiego serialu. A pamiętacie, jakie to były czasy? Nie było Netfliksa, tylu platform, dziesiątek seriali, filmów powstawało kilka rocznie. (...) Serial był dla aktora jak pensja, stały dochód, możliwość wzięcia kredytu, normalnego życia, dlatego utrata tej roli, a wcześniej "Na Wspólnej" była dla Grażyny wręcz życiowym dramatem. Bardzo niefajne to było.
Iwanowski poruszył temat ówczesnej zmiany władzy, która siłą rzeczy wpłynęła na roszady w zarządzie telewizji publicznej. Na koniec swojego nagrania opisał, jak Katarzyna Grochola podobno umówiła się w tajemnicy przed nim na nowe warunki dotyczące powstawania serialu. Wspomniał też, że Grażyna Wolszczak zdążyła nakręcić większość scen do niego, lecz widzowie do dziś nie zobaczyli tego efektów.
Przychodzi do mnie wtedy figurant, którego wynająłem do organizacji zdjęć. Już dogadane, oczywiście z Grocholą, i mówi: "Serialu nie zrobimy, jeśli ty przy nim zostaniesz. Pozwól nam go zrobić samodzielnie". Zgodziłem się. Powiedziałem tylko: "zgoda, ale wszystkie wcześniejsze ustalenia zostają w mocy". (...) Finalnie zostali tylko Krzysiek Kowalewski, mój były ojczym i Marta Lipińska, a pozostałą obsadę skasowano. Grażynę Wolszczak również - zamiast niej pojawiła się Edyta Jungowska i inni klik. Ludzie skasowani jak boty. Miliony złotych, w tym moje pieniądze z materiałem na serial poszły do kosza, bo takie miała widzimisię Katarzyna Grochola.
Producent publicznie ubolewał też nad wyjątkowo niskim w jego ocenie poziomem serialu. "Był tak koszmarny, że po pierwszym odcinku trzeba było przez miesiąc wietrzyć mieszkanie, a odcinek był co tydzień. Naturalnie kontynuacji więcej w TVP nie było" - podsumował.