Afera wokół kontynuacji "Nigdy w życiu!" jest obecnie najgorętszym tematem w kolorowej prasie. Gdy Joanna Jabłczyńska opublikowała potwierdzenie przelewu na fundację i zmotywowana pismem przedsądowym od Katarzyny Grocholi przeprosiła pisarkę za swoje słowa, mogło wydawać się, że drama powoli zbliża się ku końcowi.
Wtedy jednak w mediach społecznościowych uaktywnił się Janusz Heathcliff Iwanowski. Producent odpowiedzialny za nakręcone w 2006 r. "Ja wam pokażę!" (filmową kontynuację hitu na podstawie drugiej książki Grocholi, w której wymieniono niemal całą główną obsadę) opublikował serię nagrań, w których bez litości uderza w pisarkę, Joannę Jabłczyńską, a nawet w Ilonę Łepkowską.
WIDEOKomu potyczka Jabłczyńskiej i Szelągowskiej odbije się czkawką? "DOROTA ZROBIŁA JEJ TYM NAGRANIEM PREZENT" (OKIEM PUDELKA)
Zaskakujące słowa producenta "Ja wam pokażę!"
Zanim Iwanowski przeszedł do głównego dania, jakim są zarzuty wobec Katarzyny Grocholi, w pierwszym instagramowym nagraniu brutalnie zweryfikował niedawne słowa Joanny Jabłczyńskiej. Aktorka tłumaczyła niedawno, że w 2006 r. nie zagrała w "Ja wam pokażę!", ponieważ była lojalna wobec oryginalnej obsady z "Nigdy w życiu!". Producent ma na ten temat zupełnie inne zdanie.
Wspomniał również o rzekomym szantażu, jakiego miał dopuszczać się znany producent Tadeusz Lampka wobec menedżerki aktorów, grożąc, że jeśli ktokolwiek z jej agencji zagra w filmie Iwanowskiego, straci możliwość pracy w telewizji publicznej. Prawdziwa burza zaczyna się jednak, gdy Iwanowski bierze na celownik Katarzynę Grocholę.
Film "Ja wam pokażę" się nie udał, ale nie z winy aktorów, tylko z winy samej Katarzyny Grocholi. (...) Nikt o tym nie wie, a ja mam na to dokumenty. Wszystko wytłumaczę i zrozumiecie, skąd jest ten cały ambaras. Zawsze jak przychodzi ta kobieta, to jest kupa smrodu. Tylko teraz ten smród i to szambo wybiły na zewnątrz, a kiedyś to było tylko wśród nas
Janusz Heathcliff Iwanowski dalej uderza w Katarzynę Grocholę
Zdaniem producenta to właśnie Katarzyna Grochola, a nie zmiana obsady, była głównym powodem tego, że "Ja wam pokażę!" okazało się filmową porażką. W najnowszym, drugim już nagraniu Iwanowski krok po kroku opisuje, jak miało dojść do katastrofy na planie.
Producent zasugerował, że Grochola nie sprzedała praw do swojej kolejnej książki Łepkowskiej i Lampce (odpowiedzialnym za "Nigdy w życiu!") w akcie zemsty za to, że "chcieli się jej pozbyć" podczas prac nad kultową komedią i zataili przed nią datę premiery filmu.
Iwanowski przypomina, że scenariusz na podstawie książki "Ja wam pokażę!" napisał Cezary Harasimowicz - według producenta - pierwotnie w pojedynkę. Tekst miał być "fenomenalny" i gotowy do realizacji. Wszystko zmieniło się na kilkanaście godzin przed wejściem na plan.
Grochola na dzień przed zdjęciami, już wszystko było gotowe, film kosztował kupę pieniędzy (...), zażądała zmiany scenariusza. Usiadł mój pracownik, Bartek, i ona mu dyktowała te wszystkie zmiany. Skończyliśmy o czwartej nad ranem (...). Przyszli aktorzy, którzy nauczyli się tekstu z tego scenariusza właściwego, a tutaj widzą jakiś gniot po prostu na planie.
Na tym jednak rewelacje się nie kończą. By to zilustrować, producent użył absurdalnego porównania budowlanego, po czym gładko przeszedł do wytoczenia kolejnych, wyjątkowo ciężkich dział.
Bo to jest tak, słuchajcie, jakby jakiś architekt, inżynier zaplanował fundamenty pod 50-piętrowy budynek. Przychodzi właśnie pani pisarka i mówi: 'nie, nie, słuchajcie, te fundamenty to mają inaczej wyglądać. Do cementu zamiast piasku to dodamy dwa worki mąki ryżowej i będzie'. I tak właśnie się skończyło (...). Dalej będę wam opowiadał historie dotyczące cyrków, które ta pani wyprawiała. Między innymi, ilu członków rodziny próbowała wepchnąć mi do filmu i również do podziału zysków szantażami z rodziny Jerzego Urbana.
Dowody w starych telefonach i groźby w Wigilię
Odnosząc się do faktu, że Joanna Jabłczyńska ostatecznie ugięła się pod groźbą pozwu ze strony Grocholi, Iwanowski zapowiada, że on zastraszyć się nie da, ponieważ jest uzbrojony w mocne dowody.
W odróżnieniu od pani Jabłczyńskiej ja mam umowy, SMS-y od niej i jej rodziny, w tym wiadomości z groźbami, które wysyłano mi nawet w Wigilię. Mam taki zwyczaj, że zatrzymuję stare telefony i wszystkie SMS-y. Wiem, że Joanna Jabłczyńska już się wystraszyła i przeprosiła. Ale nie ze mną takie numery. Ja nie z takimi walczyłem.
Następna w kolejce: Ilona Łepkowska
Janusz Heathcliff Iwanowski wyraźnie się rozkręca i zapowiada, że to dopiero początek jego internetowych demaskacji. Kolejnym celem producenta ma być "królowa polskich seriali", Ilona Łepkowska. Producent zapowiada, że gdy skończy temat "Ja wam pokażę!", opowie o kulisach powstawania filmu "Jeszcze raz", gdzie - jak twierdzi - Łepkowska miała "wyciągnąć od niego ćwierć miliona złotych na zapłatę długów jej byłego narzeczonego".
Wszystko wskazuje na to, że polski show-biznes właśnie zyskał nową, wieloodcinkową telenowelę, a to "szambo", jak określa minione lata producent, dopiero zaczyna wybijać.