Anna Lewandowska relacjonuje rodzinny wypad na mecz Roberta. Pokazała, jak dyscyplinuje córki: "Przywołuję was DO PORZĄDKU" (ZDJĘCIA)
W najnowszym vlogu Anna Lewandowska pokazała kulisy wyprawy na stadion w towarzystwie szwagierki i córek. Nie obyło się bez małych spięć między Klarą a Laurą oraz zaskakującego wyznania o morderczych pobudkach.
Anna Lewandowska relacjonuje rodzinny wypad na mecz Roberta. Pokazała, jak dyscyplinuje córki: "Przywołuję was DO PORZĄDKU" (ZDJĘCIA)
Nawet najbardziej napięty grafik nie jest w stanie powstrzymać Anny Lewandowskiej przed kibicowaniem ukochanemu podczas meczu Chicago Fire z drużyną Orlando City. Trenerka wszystkich Polek spakowała pociechy oraz szwagierkę Milenę i ruszyła prosto na stadion, by z poziomu trybun podziwiać popisy Roberta Lewandowskiego. Całą wyprawę tradycyjnie zrelacjonowała w mediach społecznościowych w formie vloga, wpuszczając fanów za kulisy wielkiego sportowego wydarzenia. Już w drodze na trybuny nie kryła ekscytacji.
No dobra, słuchajcie, idziemy dzisiaj na mecz. Będę chciała wam pokazać, co tu się dzieje. Cześć Milena, powiedz hello! Są i dzieciaki. Idziemy do wejścia. Stadion jest imponujący – relacjonowała rozpromieniona gwiazda, maszerując korytarzami obiektu w sportowej stylizacji.
Mimo że cała rodzina była podekscytowana piłkarskim widowiskiem, obecność małych dzieci na trybunach wiąże się ze swoimi prawami. Klara i Laura, ubrane w personalizowane koszulki, bacznie śledziły to, co działo się na murawie, jednak w pewnym momencie w dziewczynki wstąpił mały buntowniczy duch. Gdy siostry zaczęły się ze sobą przepychać, zrelaksowana dotąd Ania musiała natychmiast wejść w rolę stanowczej mamy.
Laura i Klara, przywołuję was do porządku! – rzuciła krótko do kamery.
Podczas nagrania gwiazda fitnessu postanowiła odnieść się również do powszechnych wyobrażeń internautów na temat jej codziennej, zorganizowanej co do minuty rutyny. Wiele osób podziwia Annę za nienaganną sylwetkę, sukcesy biznesowe i energię, zakładając, że jej dzień zaczyna się o wczesnym poranku. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej szokująca, co żona Roberta skwitowała z rozbrajającą szczerością i uśmiechem na twarzy:
Pozdrawiam wszystkich, którzy myślą, że wstaję o 6. Wstaję o 3.30.
Gdy Robert już opuścił murawę i dołączył do najbliższych, zmęczenie oraz podróżniczy jet lag dały o sobie znać ze zdwojoną siłą, zwłaszcza u najmłodszych pociech. Piłkarz został uwieczniony z mocno zasypiającą na jego ramieniu córką, co stało się idealnym momentem na podsumowanie pełnego wrażeń wieczoru.
No dobrze, więc na tyle koniec. Śpiochy zbieramy do domu. Idziemy spać. Idziemy do domu – zakończyła swój vlog rozczulona Ania.
Fajna rodzinka?