Steczkowska: "Steve Wonder PRZEJRZAŁBY NA OCZY, gdyby to usłyszał!"
"Jesteś jak łania!" - chwaliła Edyta. "Muszę to powiedzieć! Malujesz obraz śpiewem!" Wróciły do formy?
Finał The Voice of Poland zbliża się wielkimi krokami. Poznać to można nie tylko po coraz mniejszej liczbie uczestników programu, ale i coraz bardziej wystawnych kreacjach, w jakich występują Justyna Steczkowska i Edyta Górniak. Jedno się nie zmienia: ciężki dowcip prowadzących. Zobacz: Kreacje w "The Voice of Poland": Steczkowska vs. Górniak (ZDJĘCIA)
Po ostatnim odcinku w programie zostało już tylko ośmioro uczestników. Cztery trzyosobowe drużyny trenerów były oceniane najpierw przez widzów, którzy dawali przepustkę do finału. Następnie z pozostałej dwójki każdy z kapitanów wybierał, kto odpadnie. Żeby podkręcić emocje, wyświetlano wtedy tętno wokalistów oraz oceniających.
Widzowie byli konsekwentni w swoich wyborach. Dzięki ich głosom do finału przeszli: Magda Paradziej, Przemek Radziszewski, Sarsa Markiewicz i Ola Nizio.
Sarsa została pochwalona za odważny wybór piosenki, gdyż wykonała Glory Box zespołu Portishead. Głos w sprawie Sarsy zajęła też Edyta:
- Muszę to powiedzieć! Malujesz obraz śpiewem!
- Malujesz jak Munch! Jesteśmy w stanie quasi-hipnozy - Tomson próbował zatuszować gafę i przedobrzył w drugą stronę.
Ola Nizio też została nietypowo pochwalona. Edycie przypomniało się, że wszyscy muzycy są szczęśliwą, leśną rodziną:
- Jesteś jak łania! - pochwaliła wygląd wokalistki.
Od tego momentu trenerki oraz Magda Mielcarz zaczęły komentować figurę Oli i intensywnie zapewniać ją, jak bardzo zazdroszczą jej kształtów. Może dochodzą do wniosku, że na drodze do naturalnego, zdrowego wyglądu w ich przypadek przeszkodą mógł być skalpel chirurga?
Podczas swoich wyborów trenerzy próbowali podsycać emocje i zapewniali o swoich rozterkach. Wyświetlanie ich tętna miało dodać temu autentyzmu, ale zamiast tego pokazało, że byli zupełnie spokojni i nie mieli problemu z wyborem.
Marek Piekarczyk odesłał do domu Tomasza Fridrycha a przepuścił Żanetę Łabudzką. Baron z Tomsonem pożegnali się z Justyną Janik i zostawili Natalię Lubrano. Justyna zaś zakończyła przygodę Agnieszki Twardowskiej, zapewniając miejsce w finale Gracjanowi Kalandykowi. Najwięcej dramatycznych emocji odgrywała oczywiście Edyta, która ostatecznie pożegnała Jurka Grzechnika, żeby dać szansę Idze Kozackiej. Jej wykonanie Part-Time Lover z repertuaru Steviego Wondera wywołała kolejną falę dziwnych komentarzy ze strony prowadzących. Największą gafę strzeliła Steczkowska:
- Przejrzałby na oczy, gdyby usłyszał to wykonanie - zapędziła się w przesadzonej pochwale.
Z kolei Kammel chciał być zabawny zapowiadając utwór i stwierdzając, że "Teletubisie i Kubuś Puchatek to postacie erotyczne".
Już w poprzednim odcinku bardzo widać było, jak twórcy programu promują swoich sponsorów. Tym razem było dużo gorzej. Oprócz "kramów" z logotypami, które "spontanicznie" porozstawiano po backstage'u, intensywnie promowano różne projekty prowadzących. "Mimochodem" wspomniano o nowym klipie Magdy Mielcarz, płycie Steczkowskiej czy książce Piekarczyka. Spośród konferansjerów Maciek Musiał ma najwięcej werwy, ale najczęściej też popełnia błędy. Jednym z nich było zagajenie Marka o tytuł jego książki.
- Co to "kontestator"? - zagaił Musiał.
- Człowiek, który kontestuje - odpowiedział mu muzyk. W sumie miał rację.
W następnym odcinku zapowiedziano już "cross-bitwy". Trenerzy losują kolejność, w której będą wybierać dla swoich podopiecznych przeciwników z pozostałych drużyn. Na razie znamy wybór Marka Piekarczyka: Żaneta Łabudzka będzie konkurować z Gracjanem Kalandykiem. Pozostałe typy poznamy dopiero w przyszłym tygodniu. Chyba w programie kręconym na żywo zabrakło czasu, który trenerzy zmarnowali na udawanie głębokich rozterek.