Wielkie emocje, ogromna presja i stawka, o jakiej większość sportowców może tylko pomarzyć - finał tegorocznego US Open przyniósł kibicom tenisa mnóstwo wrażeń, jednak dla Aryny Sabalenki zakończył się prawdziwym koszmarem. Białorusinka uległa Jelenie Rybakinie 4:6, 7:5, 2:6, żegnając się nie tylko z marzeniami o trzecim z rzędu wygranym nowojorskim pucharze, ale i z fotelem liderki rankingu WTA.
WIDEOJerzy Mielewski UDERZA w Ewę Woydyłło po jej słownym ataku: "Jak można tak się wyrazić w stosunku do Igi?"
Atak furii Aryny Sabalenki
Zamiast jednak o samych zagraniach, po meczu wszyscy mówią o... zachowaniu 28-latki. Sabalenka od początku pojedynku mocno przeżywała każde nieudane zagranie. W trakcie meczu wściekała się, posyłała piłkę w stronę widowni i roztrzaskała rakietę o kort. Prawdziwy wybuch nastąpił jednak po zakończeniu spotkania, gdy na kadrze pojawiły się zbliżenia na załamaną tenisistkę.
Gdy operator kamery śledził każdy krok podłamanej Sabalenki, gwiazda tenisa ewidentnie nie miała ochoty na bycie w centrum uwagi. W stronę realizatora powędrował wymowny gest ręką, a z jej ust padły niecenzuralne słowa, które błyskawicznie wychwyciły mikrofony: "f*ck off" - wykrzyczała Aryna.
Na konferencji prasowej po meczu Aryna szczerze przyznała, że emocje po prostu wzięły górę:
Trudno jest kontrolować emocje, kiedy przegrywasz w finale Wielkiego Szlema, walcząc o trzeci tytuł z rzędu. Gdybym trzymała to w sobie, nie byłabym w stanie wykrztusić słowa. Musiałam wyrzucić z siebie tę agresję i rozczarowanie - tłumaczyła zapytana o zachowanie na korcie.
Co uważacie? Przesadziła?