Barbara Bursztynowicz od lat cieszy się ogromną sympatią polskich widzów. Prywatnie aktorka od blisko pół wieku tworzy jeden z najbardziej godnych naśladowania związków w rodzimym show-biznesie. Jej mężem jest Jacek Bursztynowicz, którego poznała na studiach w warszawskiej PWST. Niestety, ostatnio wspólna i wydawałoby się spokojna przechadzka małżonków zakończyła się wyjątkowo niefortunnym zdarzeniem
Barbara Bursztynowicz miała wypadek
Gwiazda podczas spaceru nagle straciła równowagę i upadła na ziemię. Upadek był na tyle niefortunny, że Bursztynowicz uderzyła głową o podłoże, rozcinając łuk brwiowy. Z rany zaczęła płynąć krew. Tego dnia towarzyszył jej nie tylko ukochany mąż, ale też przyjaciółka. To oni ruszyli na ratunek.
Stało się to na ulicy, na chodniku. Potknęłam się i uderzyłam o podłoże czołem. Rozcięłam sobie łuk brwiowy, krew tryskała. Byłam w towarzystwie na szczęście męża i mojej przyjaciółki, którzy próbowali bardzo szybko reagować, ale stres i ogromne zdenerwowanie powodowały, że wszystko się opóźniało - relacjonowała Bursztynowicz, cytowana przez "Super Express".
WIDEOWygoda wprost o tańcu Bursztynowicz. Nie był łagodny: "W nogach nie nadążała za choreografią". Zgadza się ze słowami Pavlović?
Całe zdarzenie pozostawiło w gwieździe nie tylko bolesny ślad fizyczny, ale i ogromny niesmak. Bursztynowicz nie kryła swojego wielkiego zaskoczenia oraz rozczarowania postawą obcych ludzi. Chociaż do wypadku doszło na oczach innych, to przypadkowi przechodnie mijali zakrwawioną 72-latkę zupełnie obojętnie.
Przechodziło mnóstwo osób obok. Nikt się nie zatrzymał. Żeby choć zapytać, czy może pomóc - mówiła Bursztynowicz, cytowana przez wspomniany tabloid.
Barbara Bursztynowicz szukała pomocy. Usłyszała odmowę
Nie mając wsparcia ze strony mijających ich ludzi, zszokowane małżeństwo wraz z przyjaciółką postanowiło szukać ratunku na własną rękę. Widząc krwawiący uraz, udali się do pobliskiego gabinetu stomatologicznego z nadzieją na odrobinę lodu do przyłożenia na ranę. Niestety - jak relacjonowała - personel miał odmówić jej wydania zimnego okładu. Gdy Bursztynowicz poprosiła, by ktoś udzielił jej chociaż podstawowej pierwszej pomocy, również miała usłyszeć odmowę.
Poszedł, wrócił po chwili i mówi: Nie, my się tym nie zajmujemy - wspominała Bursztynowicz, cytowana przez "Super Express".
Pudelek życzy pani Basi dużo zdrowia!