Blanka Lipińska przyznaje po latach, że "365 dni" promowało negatywne wzorce. "POWINNAM PRZEPROSIĆ"
Wydanie trzech części erotycznej powieści "365 dni" zapoczątkowało karierę Blanki Lipińskiej. Tymczasem pisarka po latach przyznała, że książka promuje negatywne wzorce. Który dokładnie fragment miała na myśli?
Seria erotycznych książek "365 dni", która zapewniła jej czytelnikom mnóstwo wrażeń i rozbudziła do granic możliwości ich wyobraźnię, sprzedała się w ponad 2 milionach egzemplarzy. Na pierwszy rzut oka można byłoby śmiało pogratulować jej autorce, Blance Lipińskiej, olbrzymiego sukcesu finansowego oraz skutecznego podniesienia statystyk czytelnictwa w naszym kraju. Nie brakuje jednak opinii, że jej debiut literacki romantyzuje przemoc seksualną oraz utrwala krzywdzące stereotypy płciowe. Anna-Maria Sieklucka, która zagrała w ekranizacji powieści, właśnie z tego powodu stanowczo odcięła się od swojej najgłośniejszej roli w karierze.
Pisarka przez długi czas wyśmiewała tę argumentację oraz głosy oburzenia ze strony aktorek, które po latach dopadły gorzkie refleksje. Wygląda jednak na to, że sama poważnie zastanowiła się nad tym, co lata temu wyszło spod jej pióra. Swoimi przemyśleniami podzieliła się w nowym wywiadzie z Małgorzatą Rozenek w podcaście "Z bliska".
"Wisi mi to kilogramem kitu co mówi ona, co mówi pani Ewa Kasprzyk" - Lipińska odpowiada Siekluckiej
Blanka Lipińska żałuje napisania "365 dni"?
40-latka, która zaznaczyła, że nie znosi stosowania feminatywów w jej kierunku, wyznała w rozmowie, że nie jest zadowolona ze sposobu przedstawienia pierwszej sceny z udziałem rzekomo zgwałconej stewardesy na pokładzie samolotu przez głównego bohatera. Autorka książki próbowała usprawiedliwić się, że "to miało przynieść im fun, a zostało zupełnie inaczej odebrane". Nie zamierzała jednak obarczać winą czytelników za błędną interpretację. Sama doszła do wniosku, że powinna ubrać to w inne słowa.
Nijak to nie wybrzmiewa z tej książki. Źle to napisałam, ja mogę winić tylko siebie
Blanka Lipińska wróciła pamięcią do jednego ze snów, w którym została porwana przez "zaj**iście przystojnego szefa mafii" zmuszającego ją do odbycia stosunku. Jak przyznała, to właśnie ten koszmar sprawił, że mogła wreszcie wejść w skórę swych obruszonych czytelniczek.
Ja się obudziłam, poczekałam aż Paweł (ukochany Blanki - przyp. red.) wstanie i mówię do niego: "Stary, ja powinnam całą ludzkość przeprosić za tę książkę, za to, jak ja wtedy broniłam". Wiedziałam, że to wszystko finalnie okaże się złe, natomiast dlaczego tak za tym poszły kobiety? Bo ja byłam tak za tym Massimo w tej pierwszej książce, tworząc tę opowieść... Boże, ten sen był taki straszny
Doceniacie jej zdolność autorefleksji?