Była asystentka szejka wspomina luksusowe prezenty od miliardera. "Pierwszy był Rolex, potem torebka Prady, torebka Gucci'ego". Fajnie?
Anna Kolasińska-Szemraj, która przed laty pracowała na pokładach prywatnych odrzutowców szejka, udzieliła wywiadu portalowi Świat Gwiazd. Podczas rozmowy opowiedziała między innymi o tym, ile zarabiała, a także wyliczyła prezenty, jakie otrzymywała.
Anna Kolasińska-Szemraj dziś jest prowadzącą popularnego podcastu, ale zanim zyskała rozpoznawalność w sieci przez kilka lat mieszkała w Abu Zabi, gdzie znalazła pracę jako stewardessa. Po powrocie do ojczyzny wydała książki "Byłam asystentką szejka" i "Rekrutowałam asystentki szejka", w których opowiada o szczegółach pracy na pokładach prywatnych odrzutowców.
Jacek z "Love is Blind" ujawnia kulisy AWANTURY w Grecji!
Anna Kolasińska o kulisach pracy
Teraz Anna Kolasińska gościła w studio Świata Gwiazd, gdzie w rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem opowiedziała o kulisach pracy. Zdradziła między innymi, jak trafiła do szejka. Zaczęło się od planów rzucenia dobrze płatnej posady stewardessy.
Mój plan był taki, że nie będę latać. Przyleciałam właściwie najpierw do mojego rodzinnego miasta, do Torunia i tam stwierdziłam, że posiedzę sobie dwa miesiące. Zrelaksuję się, pomyślę, co dalej. Miałam jakieś tam pieniądze odłożone, więc nie byłam pod jakąś gigantyczną presją czasu. Ale w międzyczasie zobaczyłam, że jest ogłoszenie właśnie pomiędzy Szejkiem a Etihadem. (...) I mówię, kurczę, Warszawa, miałam nie latać, ale jakbym miała być w Warszawie, to czemu nie? - relacjonowała.
Anna opisała także, jak wyglądało jej pierwsze spotkanie z szejkiem. Określiła je jako "dziwne" i relacjonowała, że została zaprowadzona na ostatnie piętro jednego z londyńskich hoteli, które było w całości zarezerwowane przez jej późniejszego szefa. Przed drzwiami miał stać ochroniarz, a poza Kolasińską w rekrutacji brały udział także inne dziewczyny pochodzące z różnych zakątków świata. Prowadzący rozmowę dopytał także o to, czy jego gościni udało się wówczas porozmawiać dłużej z szejkiem.
Chyba wtedy, jak ja się pojawiłam tam w hotelu, to bardzo krótko. Dość szybko się wszyscy rozeszli do swoich pokojów, ale byliśmy umówieni, że wieczorem idziemy wszyscy razem na jakąś tam kolację w jakiejś tam restauracji - wyznała.
Mateusz Szymkowiak był ciekaw również tego, jak wyglądają warunki zatrudnienia. Gościni wyjawiła, że "umowa była dość standardowa", a w jednej z kolejnych wypowiedzi podała kwotę, jaka na niej widniała.
Wydaje mi się, że tam było 7,5 tysiąca euro miesięcznie wynagrodzenia plus do tego dochodziły jakieś napiwki. Może nie tak często jak na komercyjnych lotach (...), ale rzeczywiście on dawał jakieś dodatkowe pieniądze. Dawał też prezenty, o których mówiłam więcej niż raz - zdradziła.
Była asystentka szejka rozwinęła również temat prezentów, jakie otrzymywała od pracodawcy. Przyznała, że gdy dostała do ręki Rolexa, była pewna, że pracodawca chce po prostu sprawdzić, jak zegarek będzie wyglądał na kobiecej dłoni. Ostatecznie została jego właścicielką.
Pierwszy był Rolex, potem była torebka Prady, torebka Gucci'ego chyba w międzyczasie. Bardzo dużo też ubrań takich, które gdzieś tam były związane z pracą, a były trochę droższe - wyliczała.
Można pozazdrościć?
Zobacz także: Była asystentką SZEJKA. Po latach ujawnia, co musiała robić: "Zadania były ABSURDALNE. (...) Ta praca przekraczała granice"