Michał S. usłyszał zarzut zabójstwa 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej w związku z gwałtem. Do zdarzenia doszło w 2011 r. Kilka dni temu mężczyzna został zatrzymany i decyzją sądu trafił na trzy miesiące do aresztu. Prokuratura Regionalna w Gdańsku podaje, że kluczowe dla przełomu po 15 latach okazało się użycie genealogii genetycznej i dopasowanie DNA do krewnego podejrzanego zidentyfikowanego w jednej z baz.
WIDEOTak sędzia zwrócił się do Łukasza Żaka po ogłoszeniu wyroku
37-letni Michał S. chwalił się w sieci normalnym życiem
Z ustaleń prokuratury wynika, że w chwili zbrodni Michał S. miał 22 lata i mieszkał niedaleko domu nastolatki oraz jej rodziny. Prokurator Marciniak wskazywał, że do czasu zatrzymania mężczyzna nie miał wcześniejszych konfliktów z prawem ani policyjnych zapisów, a jego życie było przedstawiane jako stabilne - był żonaty, pracował i wychowywał dwoje dzieci w wieku przedszkolnym.
Jak ustalił "Fakt", w swoich social mediach podejrzany zamieszczał fotografie z żoną, opisy codzienności oraz relacje z biegów organizowanych w różnych częściach Polski. Podawano również, że ślub wziął w sierpniu 2018 r., a wcześniej publikował wpisy związane z przygotowaniami do uroczystości i materiałami z wieczoru kawalerskiego.
W sieci miały pojawiać się też treści dotyczące rodzicielstwa - m.in. pytania na jednej z grup o wybór zerówki. Trzy lata temu zamieścił również wpis odnoszący się do sytuacji dzieci z niepełnosprawnościami, pisząc, że "niepełnosprawne dzieci często czują się odrzucone przez społeczeństwo z powodu swojej choroby. Odtrącone, słuchające docinek lub całkowicie ignorowane."
Internauci komentują wcześniejszą aktywność Michał S. w sieci
Po ujawnieniu informacji o zatrzymaniu w internecie zaczęły pojawiać się komentarze odnoszące się do wcześniejszej aktywności Michała S. Część osób wyrażała zaskoczenie i niedowierzanie, a inni pisali o współczuciu dla jego żony i dzieci. Wśród wpisów pojawiały się słowa niedowierzania, w tym komentarz: "Wygląda na normalnego, nigdy bym nie pomyślała, że to może być on".
Według ustaleń "Faktu" mężczyzna od lat pracował w jednej z firm w Gdyni. Opisywano go jako eksperta w pracowni analiz środowiska w tamtejszym laboratorium.