Bovska została okradziona na Kanarach: "Złodziej wszedł do mieszkania, WYRYWAJĄC ZAMEK"
Bovska ma urlop pełen wrażeń, niestety także tych mniej przyjemnych. Piosenkarka wyjawiła na Instagramie, że włamano się do jej mieszkania na Kanarach. Całe zajście szczegółowo opisała na InstaStories.
W ostatnich miesiącach Bovska pochłonięta była intensywną promocją swojego szóstego krążka studyjnego, "Jestem wierszem", który ukazał się na rynku 19 września. Premierze albumu towarzyszyła trasa koncertowa. Nic dziwnego, że piosenkarce, której ubiegłego lata udało się zwyciężyć opolskie "Premiery", zamarzyły się wakacje. Artystka spakowała manatki i udała się na Kanary, gdzie - jak sama przyznała - stara się co roku wracać.
Kradzież na wakacjach
Okazuje się, że wokalistkę spotkała na wyspach dość niemiła przygoda. W poniedziałek Bovska podzieliła się z obserwatorami zaskakującym odkryciem, jakiego dokonała w wynajmowanym na Kanarach mieszkaniu. Ku swojemu przerażeniu artystka zorientowała się, że padła ofiarą kradzieży. Z jej bagaży zniknęła biżuteria "o szczególnej wartości sentymentalnej", pieniądze i designerskie okulary.
Bovska - "Na niby" - oficjalna piosenka filmu "Narzeczony na niby"
Oto ja dziś - osoba, która wczoraj doświadczyła kradzieży - napisała wokalistka pod swoim selfie. Złodziej wszedł do mieszkania, wyrywając zamek. Ukradł mi biżuterię, w tym taką o szczególnej wartości sentymentalnej. Oraz pieniądze i jedne jedyne super markowe okulary słoneczne, jakie posiadałam kiedykolwiek. Zostawił na szczęście dokumenty.
Bovska przyznała, że przykry incydent dotkliwie naruszył jej poczucie bezpieczeństwa. 40-latka długo nie mogła dojść do siebie.
Nie jest to fajne uczucie, gdy widzisz, że ktoś wdarł się do twojej osobistej przestrzeni. Nie mogłam spać. Jakoś to przeżyłam. Wiem, że to tylko rzeczy, ale obrączka i pierścionek po babci to rzeczy nie do odzyskania - przyznała.
Niosę w sobie raczej zaufanie do wszechświata i ludzi, ale niektóre złe rzeczy po prostu się zdarzają. Cieszę się, że nic nie jest mi ani moim bliskim - dodała na koniec.
A Wam zdarzyła się kiedyś podobna sytuacja?