Brooklyn i Nicola skończą jak Harry i Meghan? Podobieństwa są uderzające: "Symbol OBRAŻONEGO UPRZYWILEJOWANEGO chłopczyka"
Brooklyn Beckham postanowił rozpocząć rok od zrzucenia prawdziwej bomby na swoją rodzinę, wywołując tym samym chyba największy skandal w karierze Davida i Victorii Beckhamów. Śledząc tę historię, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że już gdzieś to widzieliśmy - czy Brooklyn i Nicola to nowi Harry & Meghan? Podobieństwa są uderzające...
O niesnaskach w rodzinie Beckhamów, których powodem miała być Nicola Peltz, spekulowano od dawna. Przez długi czas wydawało się jednak, że to tylko fantazja redaktorów tabloidów, którzy nie mogli oprzeć się stereotypowej historii pt. "teściowa nienawidzi synowej". Ich narracji zaprzeczały bowiem uśmiechnięte na ściankach twarze i perfekcyjne obrazki w social mediach.
Zobacz także: Tak Victoria Beckham świętuje pierwszą rocznicę ślubu Brooklyna i Nicoli Peltz. To koniec konfliktu? (FOTO)
Miniony rok pokazał jednak, że w tych doniesieniach musiało tkwić choćby ziarnko prawdy, bo Brooklyn Beckham wyraźnie zdystansował się od rodziny i przestał pojawiać się na medialnych wydarzeniach z jej udziałem. W tym czasie opowieść o rodzinnym konflikcie pisały tabloidy, aż w końcu aspirujący kucharz nieoczekiwanie postanowił zabrać głos. W poniedziałkowy wieczór Brooklyn zamieścił na Instagramie obszerny wpis, w którym zaatakował rodziców i oskarżył ich o próbę zniszczenia jego małżeństwa. Syn Victorii i Davida szczegółowo wypunktował ich przewinienia, zapewniając, że o pogodzeniu się nie ma absolutnie mowy.
Zobacz także: Tak rodzice Brooklyna Beckhama mieli traktować Nicolę Peltz: "Mama ZAPRASZAŁA KOBIETY z mojej przeszłości". Grubo?
Brooklyn Beckham uderza w rodziców! O co ich oskarża?
Brooklyn Beckham i Nicola Peltz jak Harry i Meghan?
Śledząc doniesienia medialne o Beckhamach i analizując wpis Brooklyna, ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że już gdzieś to widzieliśmy. Skojarzenia z księciem Harrym i Meghan Markle wydają się oczywiste - oto bogaty synek z królewskiej rodziny (jeden dorastał w Buckingham Palace, drugi w Beckhingam Palace) odcina się od bliskich, oskarżając ich o sabotaż jego związku z piękną Amerykanką i manipulację mediami. Zapewnia przy tym o "dorastaniu w lęku" i byciu naocznym świadkiem tego, jak rodzice sterują przekazem medialnym w trosce o perfekcyjny wizerunek ich marki. I takie porównanie nie jest tu specjalnym wyolbrzymieniem, bo Beckhamowie to faktycznie celebrycki odpowiednik rodziny królewskiej, dla której nieskazitelny PR jest podstawą działalności "firmy".
Złośliwi mogliby nawet powiedzieć, że oświadczenie Brooklyna zostało przygotowane na wzór słynnego wywiadu Harry'ego i Meghan u Oprah Winfrey. Podobnie jak oni, najstarszy syn Beckhamów przypomina najgłośniejsze plotki na temat żony, oferując internautom odpowiednie wyjaśnienie. Co zabawne, w obu przypadkach, poza oczywistym oskarżeniem o przekładaniu wizerunku ponad rodzinę, centralnymi punktami kontrowersji są wesela i konflikt dwóch kobiet - wtedy Meghan i Kate, dziś Nicoli i Victorii. Brooklyn maluje okropny wizerunek swojej matki: podłej teściowej, która próbuje zniszczyć jego związek, zepsuć ślub przyszłej synowej i skraść show na weselu. A żeby jeszcze wbić ostatni gwóźdź do jej trumny, wypomina matce, że nie chciała pomóc pieskom. Pieskom! W tym kontekście Meghan Markle oskarżająca brytyjską rodzinę królewską o rasistowskie komentarze wychodzi na kompletną amatorkę...
Niestety, historię Brooklyna i Harry'ego łączy coś więcej. Opinia publiczna niechętnie sympatyzuje z dzieciakami z bogatych rodzin, które przez lata korzystały z pieniędzy rodziców, nigdy nie hańbiąc się prawdziwą pracą, a teraz zwracają się przeciwko nim. A Brooklyn i Harry to, choć zabrzmi to brutalnie, mało udane produkty królewskiego pochodzenia - syn Beckhamów, notabene dzięki wysiłkom rodziców, próbował swoich sił jako piłkarz, fotograf, model i kucharz, ale każda z tych prób była raczej mierna i kończyła się jedynie medialnym pośmiewiskiem. Nie inaczej rzecz się miała z Harrym, który zawsze wypadał blado na tle księcia Williama i przysparzał royalsom więcej wstydu niż pożytku.
I podobnie jak w przypadku osławionego wywiadu u Oprah, tak i tutaj podważa się prawdomówność naszego poszkodowanego. Internauci i gazety już punktują nieścisłości i rzekome półprawdy, które czynią narrację Brooklyna mniej wiarygodną.
Młody Beckham oskarża rodziców o manipulacje i podrzucanie tabloidom oczerniających jego żonę historyjek, po czym przywołuje od dawna opisywane przez gazety sytuacje, które stawiają w złym świetle... właśnie jego rodziców. Drama o sukienkę ślubną Nicoli, Victoria sabotująca pierwszy taniec pary, zapraszanie jego rzekomej "eks" na rodzinne spędy - o tym wszystkim zdążyliśmy już dawno przeczytać na łamach gazet. I teraz pytanie: kto podrzucił im te łakome kąski? Bo chyba nie Victoria i David. Żeby było jasne - oczywiście, że Beckhamowie kreowali swoją narrację w mediach, ale identyczne starania podejmowali Brooklyn i Nicola. Wygląda na to, że ktoś tu nie jest zły, że taka walka w ogóle miała miejsce, ale boli ich przegrana, bo "ludzie" stanęli po stronie rodziców.
Kluczowy jest też język, którego opowiadając o rodzinie używał Harry i niemal w ten sam sposób wypowiada się Brooklyn. Obaj pozycjonują rodzinę jako "firmy" i "marki", które w ogólnym rozrachunku są ważniejsze niż łączące ich więzi. To sprytny i niezwykle ważny zabieg, bo usuwa z narracji jakiekolwiek ludzkie skojarzenia, ustawiając najbliższych w roli pozbawionych skrupułów dowódców ogromnego przedsiębiorstwa, a oni przecież chcą być zwykłymi chłopakami i zaznać trochę miłości. A tę mogę im dać jedynie osoby spoza tego systemu - ich żony. W obu przypadkach ukochane nie wkupiły się w łaski "firmy", wręcz przeciwnie - stały się dla nich zagrożeniem. Konsekwencje są więc jasne - trzeba spróbować je usunąć, zniszczyć lub przynajmniej sprawić, aby same miały dość i odeszły.
Problematyczne wizerunki małżonek tylko podkreślają paralele między Brooklynem i Harrym. O Meghan przeczytaliśmy już chyba wszystko, ale doniesienia o Nicoli to równie pasjonująca lektura. Jedną z najbardziej okrutnych plotek o żonie Beckhama jest ta, według której jeszcze jako nastolatka... zepchnęła ze schodów swoją leciwą nianię, Rosalinę Sampaio. Po śmierci kobiety w 2020 roku, jej siostrzenica zdecydowanie zaprzeczyła tym doniesieniom, ale słowo już poszło w świat.
Zobacz także: Nicola Peltz oskarża groomerów o śmierć swojej chihuahuy! Do sądu wpłynął kolejny wniosek
Z kolei w 2009 roku Nicola znalazła się w centrum szokujących oskarżeń, jakoby znęcała się nad pracownikami domu Peltzów i "groziła im dla zabawy". Za cel miała sobie obrać pokojówki, którym rzekomo groziła, że jej ojciec je zwolni, jeśli nie będą wykonywały każdego jej polecenia. Przygotowania do ślubu z Brooklynem również przebiegały w napiętej atmosferze, bo celebrytka kilkukrotnie zmieniała wedding plannerki. Zwolnienie jednej z firm skończyło się nawet w sądzie, dzięki czemu mogliśmy dowiedzieć się więcej o kulisach wydarzenia.
Zobacz także: Ujawniono kolejne kosmiczne ślubne wymagania Nicoli Peltz. Burgery nazwane jej imieniem i wodny parkiet to dopiero początek
Jest jeszcze jedna rzecz, która łączy Brooklyna i Harry'ego - obaj zdecydowali się na pogrożenie palcem swoim wpływowym rodzinom i to mocną groźbą o "ujawnieniu prawdy", którą należy rozumieć jako zdradzenie kolejnych mrocznych sekretów. Brytyjski książę dotrzymał słowa i opowiedział w mediach i swojej książce o każdym wstydliwym skrawku królewskiego Pałacu. Czy Brooklyn pójdzie w jego ślady i udzieli niebawem "szczerego wywiadu"? Na razie uruchomił wyobraźnię internautów i obudził głęboko zakopane plotki o Beckhamach, które krążą po sieci od lat. David i Victoria są regularnymi bohaterami tzw. "blind items" czyli nieoficjalnych doniesień o życiu hollywoodzkich gwiazd. Spekuluje się w nich, że para od lat nie żyje razem, a piłkarz regularnie romansuje z innymi kobietami. Jeśli Beckhamowie zechcą kontynuować medialną wojnę z synem, to muszą być gotowi, że ten odpali przeciwko nim najcięższe działa i spróbuje zniszczyć budowaną przez dekady markę.
Przykład Harry’ego powinien być jednak dla Brooklyna przestrogą. Choć nie da się ukryć, że narobił niezłego rabanu i przez moment brytyjska rodzina królewska faktycznie była w wizerunkowych opałach, to ostatecznie stał się pośmiewiskiem i symbolem obrażonego, uprzywilejowanego chłopczyka, który za pieniądze wyprał rodzinne brudy. A spokoju i prywatności, na którą powołuje się też Brooklyn, i tak nie dostał w zamian.
Myślicie, że Brooklyn i Nicola skończą podobnie jak Harry i Meghan?
Zobacz także: Brooklyna Beckhama zabrakło na 50. urodzinach Davida. Teraz zdradza kulisy: "POSTAWIŁ WARUNEK, ŻE NICOLA NIE MOŻE PRZYJŚĆ"