Minęło kilka miesięcy, byliśmy szczęśliwi. Po raz pierwszy od dawna odpoczywaliśmy od tego całego świata, od muzycznego biznesu, od stresu, od ludzi. I wtedy przyszła wiadomość - basista zespołu zarejestrował nazwę Łzy jako własny znak towarowy. Bez rozmowy, bez telefonu, bez pytania. Pominął założyciela zespołu, autora piosenek. Człowieka, dzięki któremu wszyscy przez lata zarabiali pieniądze. To był cios. Kolejny. Dziś jest rok 2026. W telewizji nadal wykonywane są piosenki Adama Konkola. Byli muzycy nadal zarabiają na jego twórczości, na jego muzyce, na jego tekstach, na nazwie zespołu, który stworzył jako nastolatek. W sądach toczą się sprawy o nazwę Łzy, o prawa do twórczości. I niech sądy wydadzą swoje wyroki. My już nie chcemy uczestniczyć w tym świecie. Nie chcemy żyć nienawiścią, nie chcemy żyć zemstą. Bo ostatecznie zostało nam to, co najważniejsze: miłość, rodzina, zdrowie, spokój. Czy warto być dobrym? Nie wiem. Życie wiele razy pokazało nam, że dobro bywa wykorzystywane. Ale mimo wszystko wolę być po stronie człowieka, który dawał, niż po stronie tych, którzy próbowali zabrać. Bo Łzy to nie tylko nazwa. To historia, to piosenki, to emocje, to życie człowieka, który stworzył je od zera. A my? My mamy siebie. Pozdrawiam z upalnej Turcji. Daleko od hałasu, daleko od fałszu, daleko od świata, który tak często myli talent z układami, daleko od ludzi, którzy sprzedają przyjaźń za 300 zł. I bardzo nam z tym dobrze.