Powrót Michała Wiśniewskiego do Mandaryny to scenariusz, który chyba mało kto zakładał. Obecnie lider Ich Troje jest w trakcie rozwodu z Polą, a w międzyczasie potwierdził, że wraz z Martą postanowili dać sobie drugą szansę. Czy tym razem się uda? Przekonamy się już wkrótce, ale zainteresowani bardzo na to liczą.
Dlaczego Mandaryna nie pozbyła się nazwiska Michała?
Medialne zainteresowanie wokół nowego-starego związku Wiśniewskich jest ogromne - podobnie zresztą jak wiele lat temu. Internauci coraz częściej wracają więc do archiwalnych wywiadów z Michałem i Martą, które mogą rzucić nieco światła na to, jak zmieniały się ich relacje na przestrzeni ostatnich miesięcy. W maju 2025 roku Mandaryna udzieliła na przykład wywiadu dziennikarzowi "Vivy!", w którym padły dość zaskakujące słowa.
Zobacz także: Mandaryna i Michał Wiśniewski niczym nastolatkowie CAŁUJĄ SIĘ na parkingu. Słodziaki? (ZDJĘCIA)
Edyta Górniak komentuje powrót Mandaryny do Michała Wiśniewskiego. "Ich dzieci są bardzo szczęśliwe" (WIDEO)
Podczas rozmowy padło na przykład pytanie o kwestię nazwiska. Nie jest tajemnicą, że wśród gwiazdorskich par - szczególnie tych skonfliktowanych - panuje zwyczaj pozbywania się "pamiątki" po dawnym partnerze w dowodzie osobistym. Mandaryna jednak się na taką opcję nie zdecydowała i pozostała panią Wiśniewską do dziś. Dlaczego?
Prawdę mówiąc, trochę z lenistwa, trochę nie pomyślałam o tym, trochę wydawało mi się, że to nazwisko jest moje, hello. Chociaż moje panieńskie nazwisko Mandrykiewicz jest takim wyjątkowym nazwiskiem i już się kończy, bo moja siostra ma tak na nazwisko i nie ma już męskiego potomka, więc trochę mi tego nazwiska szkoda.
Był jeszcze jeden powód, a mianowicie jej dzieci. Marta nie chciała bowiem, żeby Xavier i Fabienne nosili inne nazwisko niż ona.
Ale przede wszystkim moje dzieci mają tak na nazwisko. Skoro moje dzieci mają nazwisko Wiśniewscy, to ja też mam tak nazwisko. I to była dla mnie taka kropka.
Trzeba przyznać, że dziś to niezwykle korzystny zbieg okoliczności, bo w przypadku ewentualnego ślubu numer dwa nie byłoby nawet konieczności wymiany dokumentów. Sprytnie?