W polskim Sejmie widzieliśmy już niemal wszystko – przepychaki przy mównicy, transparenty, a nawet spontaniczne śpiewy. Jednak to, co wydarzyło się podczas piątkowego posiedzenia, przejdzie do historii parlamentarnego performansu. Główną bohaterką zamieszania została nie kto inny, jak Dominika Chorosińska – posłanka PiS, a prywatnie dawna ulubienica widzów telenowel.
Wszystko rozegrało się w trakcie burzliwej dyskusji towarzyszącej m.in. wyborowi sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Gdy na mównicy pojawił się wicepremier i szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, z ław opozycji nagle zaczęły dobiegać bardzo nietypowe dźwięki. Kamery oraz politycy obecni na sali plenarnej bezbłędnie wychwycili, że posłanka Chorosińska... zaczęła głośno szczekać!
WIDEOBosak i Chorosińska są znani m.in. z "M jak miłość". Jak aktor ocenia jej polityczne działania? Padły ostre słowa
Donald Tusk drwi, Kosiniak-Kamysz punktuje "upadek"
Na niecodzienny popis ekspresji posłanki natychmiast zareagował premier Donald Tusk. Z właściwym sobie sarkazmem podsumował zachowanie parlamentarzystki z mównicy:
Możecie tutaj nie wiadomo jakie cuda wymyślać na mównicy. Możecie wykrzykiwać, tu jedna z pań posłanek na przykład szczekała...
O wiele ostrzej do sprawy podszedł sam wywołany do tablicy Władysław Kosiniak-Kamysz, który zamieścił na portalu X wymowny wpis:
Osiem lat rządzili państwem. Dziś ich wkład w debatę konstytucyjną to szczekanie z ław poselskich. Trudno o bardziej wymowny obraz politycznej degradacji i upadku całego PiS.
Chorosińska tłumaczy się ze "szczekania". Ma osobliwą teorię!
Gdy w sieci rozpętała się burza, a nagranie z udziałem byłej aktorki stało się wiralem, dziennikarze postanowili zapytać samą zainteresowaną, co właściwie miało znaczyć to "hau, hau".
Dominika Chorosińska w rozmowie z portalem Zero.pl nie zamierzała przepraszać. Zamiast tego zaserwowała swoją wersję wydarzeń i wyjaśniła "metaforę", którą zastosowała w Sejmie:
Kosiniak-Kamysz jest pieskiem Donalda Tuska i to na krótkiej smyczy – wypaliła rozbawiona posłanka.