Dominika Clarke musiała się stawić w tajskim urzędzie imigracyjnym. "Cały czas są na mnie DONOSY. Nigdy czegoś takiego nie widzieli"
Dominika i Vincent Clarke, rodzice jedenaściorga dzieci, otrzymali wezwanie do tajskiego urzędu imigracyjnego. Jak twierdzą, chodzi o notoryczne donosy i hejt. "Trochę się obawiamy" - zamartwiała się przed wizytą Dominika.
Dominika i Vincent Clarke wraz z gromadką dzieci osiedlili się na tajlandzkiej wyspie, jednak ich życie na emigracji wcale nie jest usłane różami. Mama pięcioraczków z Horyńca jest bardzo aktywna w sieci, co jednym się podoba, a innym - delikatnie mówiąc - trochę mniej.
Zobacz też: Dominika Clarke, matka pięcioraczków z Horyńca, zdradza, ILE miesięcznie ZARABIA! Tak obstawialiście?
Dominika Clarke wezwana do tajskiego urzędu
Dominika, jej mąż i ich dzieci układają sobie obecnie życie w Tajlandii. Jej instagramowa aktywność niektórych razi jednak do tego stopnia, że zgłaszają ją zarówno polskim, jak i tajskim służbom. Podstawą mają być warunki wychowania dzieci czy kwestie związane z legalnością ich pobytu w kraju.
W końcu służby nie miały wyboru i musiały zareagować, a Dominika dostała wezwanie do tamtejszego urzędu imigracyjnego. Dominika wspominała na Facebooku, że trochę się tej wizyty obawia, bo skala internetowej niechęci (i idącej z nią w parze złośliwości) jest ponoć spora.
Tym razem już idziemy do urzędu imigracyjnego. Jak na ścięcie. I trochę się obawiamy. Księgowa wspomniała, że cały czas są na mnie liczne donosy. I urząd tajski nigdy czegoś takiego nie widział - żeby ludzie tak notorycznie dzwonili, pisali i cały czas mnie zgłaszali.
Zobacz także: Dominika Clarke wyjaśnia, czym w Tajlandii zajmuje się jej mąż: "Sprawa jest prosta, choć może brzmieć jak czarna magia"
Julia Wieniawa przyłapana na mieście z piłkarzem! Nie jest Polakiem
Na szczęście wygląda na to, że hejterom pójdzie w pięty, bo Dominika po wizycie w urzędzie triumfalnie ogłosiła sukces. A na inne formalności, które są nieuniknione, przyjdzie jeszcze czas.
Wszystko poszło pomyślnie! Bez żadnych problemów. Wiza dalej przedłużona. Ale tylko na jakiś czas, bo za niedługo będziemy musieli odnawiać pracowniczą wizę i składać różne dokumenty. Tak jest z imigracją - trzeba pilnować tych wszystkich papierkowych spraw. Ale na dzisiaj - kamień spadł z serca.
Wy też odetchnęliście z ulgą?