Dominika Clarke wyjaśnia, czym w Tajlandii zajmuje się jej mąż: "Sprawa jest prosta, choć może brzmieć jak czarna magia"
Dominika Clarke w jednym z ostatnich wpisów odpowiedziała na pytania obserwatorów i ujawniła, czym zajmuje się jej mąż. "Nie jest to taka emerytura, jaką sobie wyobrażacie" - przyznała.
Dominika i Vincent Clarke po raz pierwszy zwrócili uwagę mediów w lutym 2023 roku, gdy w ich rodzinie pojawiły się pięcioraczki. Było to wydarzenie wyjątkowe, zwłaszcza że w domu czekało już siedmioro starszego rodzeństwa. Dzieci przyszły na świat w 28. tygodniu ciąży poprzez cesarskie cięcie, niestety jeden z noworodków zmarł.
Dziś Clarke’owie są rodzicami jedenaściorga dzieci i od kwietnia 2024 roku układają swoje życie w Tajlandii. W mediach społecznościowych regularnie pokazują codzienność wielodzietnej rodziny, a ich sposób wychowania i organizacja domu wzbudzają duże zainteresowanie, a także kontrowersje - w sieci pojawia się coraz więcej pytań o kwestie finansowe i warunki życia, a także nadmierne eksponowanie pociech w mediach społecznościowych.
Małgorzata Tomaszewska szczerze o ślubie i propozycji pracy w telewizji. Będziecie zaskoczeni, co powiedziała
W Polsce rodzina miała do dyspozycji ogromny dom, natomiast po przeprowadzce do Tajlandii ich standard życia - zdaniem części obserwatorów - uległ zmianie. Różnice te widać także na publikowanych nagraniach. Internauci krytykują Dominikę i Vincenta, twierdząc, że ich dzieci dorastają w "nieodpowiednich" warunkach.
Clarke w odpowiedzi na pytania obserwatorów otwarcie wyjaśniła, jakie są źródła utrzymania rodziny. Przyznała, że jej miesięczny zarobek z YouTube’a wynosi około 1,5 tys. dolarów, czyli nieco ponad 5 tys. zł.
Czym zajmuje się mąż Dominiki Clarke?
W jednym z ostatnich wpisów - a warto dodać, że na jej profilu na Facebooku codziennie pojawia się kilkadziesiąt postów - Dominika odpowiedziała na pytanie dotyczące swojego męża. Internauci chcieli się dowiedzieć, czym dokładnie się zajmuje. Wcześniej wspominała, że "jest od komputerów, potrafi je naprawić i złożyć"
No więc, kochani, sprawa jest prosta, choć dla niektórych może brzmieć jak czarna magia. Mój mąż jest na emeryturze, ale... nie jest to taka emerytura, jaką sobie wyobrażacie (wiecie: działka, kapcie i seriale o 16:00). On robi projekty. To się teraz tak ładnie nazywa: freelancer. Czyli, mówiąc po ludzku, sprzedaje swoje usługi bez uwiązania do biurka, etatu i szefa, który patrzy mu na ręce. Może pracować z salonu, z tarasu, a nawet z hamaka, o ile internet akurat nie postanowi zrobić sobie przerwy na drzemkę. Czasy się zmieniły! Teraz nie trzeba siedzieć w biurze od 8:00 do 16:00. Można pracować na własny rachunek, z dowolnego miejsca na świecie. Taka wolność to skarb, zwłaszcza gdy chce się żyć po swojemu, pod palmami
Zaspokoiła waszą ciekawość?