Dominika Clarke ŻALI SIĘ na rachunki w Tajlandii. "Odebrało mi mowę"

Dominika Clarke, mama słynnych pięcioraczków z Horyńca, znów rozpaliła internetową dyskusję. Tym razem nie poszło o przeprowadzkę do Tajlandii, organizację życia dużej rodziny za granicą ani wychowywanie dzieci w tropikach, lecz o… rachunek za prąd. Kwota przekroczyła 10 tysięcy tajskich batów, a sama Clarke przyznała, że "odebrało jej mowę". Internauci szybko chwycili za kalkulatory.

Dominika ClarkeDominika Clarke
Źródło zdjęć: © Facebook

Rodzina Clarke od dawna budzi ogromne zainteresowanie internautów. Dominika i Vincent Clarke stali się rozpoznawalni w 2023 roku po narodzinach "pięcioraczków z Horyńca". Dziś mieszkają w Tajlandii i regularnie pokazują w sieci, jak wygląda codzienność wielodzietnej rodziny poza Polską. Na ich profilach nie brakuje relacji z życia dzieci, organizacji dnia, lokalnych zakupów i kosztów utrzymania. A właśnie te ostatnie wyjątkowo często rozpalają komentujących.

Tym razem Dominika Clarke pochwaliła się - a może raczej poskarżyła - najnowszym rachunkiem za prąd.

"Dziesięć tysięcy za prąd..." - brzmiał sam początek wpisu.

Chodziło o ponad 10 tysięcy tajskich batów, czyli około 1115-1150 złotych.

"Właśnie przyszedł nasz najnowszy rachunek i przyznam szczerze, że odebrało mi mowę" - napisała mama pięcioraczków na Facebooku.

Clarke tłumaczyła, że przy tak licznej rodzinie i tajlandzkich upałach wysokie rachunki były do przewidzenia. Mimo to ta kwota miała być dla nich rekordowa. Jak wyliczała, w domu niemal bez przerwy działa klimatyzacja, a do tego dochodzą pralki, lodówki i cała "domowa machineria", która - jak to obrazowo ujęła - nigdy nie zasypia.

"Wiedziałam, że przy naszej gromadce i tajskich upałach rachunki będą wysokie. Ale taka kwota to absolutny rekord w całej historii naszej rodziny. (...) Wiem, że zaraz niektórzy zaczną przeliczać i łapać się za głowy" - czytamy.

Nie wszyscy jednak podzielili jej zaskoczenie. Część komentujących szybko przeliczyła kwotę na złotówki i uznała, że ostateczny rachunek wcale nie jest aż tak szokujący.

"To jest jakieś 1150 zł. Przy tak dużej rodzinie to i tak chyba nie najgorzej" - pisała jedna z internautek. Inna wyliczała, że przy kilku działających klimatyzatorach, lodówce, piekarniku, pralce i podgrzewaczu wody taki rachunek można wręcz uznać za niski. "Zazdroszczę, że tylko tyle za aż tyle" - komentowała.

Nie zabrakło też mniej wyrozumiałych reakcji. Część użytkowników Facebooka zarzucała Clarke’om, że zbyt często robią w sieci temat z wydatków. "Jak przyszedł rachunek, to trzeba go zapłacić, a nie pokazywać. Sam się nie zapłaci" - brzmiał jeden z komentarzy.

Pod postem można było również odnotować bardziej złośliwe wpisy sugerujące, że publikowanie takich rachunków w sieci ma przede wszystkim wzbudzać współczucie i zainteresowanie internautów.

Całej sprawie smaczku dodaje kwestia waluty. Dominika Clarke w swoich wpisach eksponowała kwoty w tajskich batach, które na pierwszy rzut oka wyglądają znacznie bardziej spektakularnie niż po przeliczeniu na złotówki. W innych wpisach mama pięcioraczków relacjonowała też m.in. wydatki na KFC, zakupy spożywcze czy sale zabaw, również podając je w lokalnej walucie.

Sprytnie?

Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Dominika Clarke
Dominika Clarke © Facebook
Rodzina Clarke
Rodzina Clarke © Facebook
Dominika Clarke
Dominika Clarke © Facebook
Dominika Clarke
Dominika Clarke © Facebook
Dominika Clarke
Dominika Clarke © Facebook
Dominika Clarke
Dominika Clarke © Facebook
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą