Echa głośnego wywiadu Janji Lesar o jej relacji z Zillmann: "POPEŁNIŁA PR-owy MAJSTERSZYK. Publiczność nienawidzi być oszukiwana" (OKIEM PUDELKA)
Mijający tydzień przyniósł nam dwa głośne wywiady, a w nich zaskakujące i momentami pikantne wyznania. Celebrytki tradycyjnie walczyły też w sądzie i tym razem doszło nawet do rozstrzygnięcia. A my przyglądamy się tym wydarzeniom w naszym podsumowaniu "Okiem Pudelka" - kogo pochwalimy, a kto zasłużył na baty?
Głośny wywiad Janji Lesar
Niemal każda edycja "Tańca z Gwiazdami" oferuje nam klasyczne telewizyjne tropy: celebrytkę, która "odkrywa swoją kobiecość", efektowną metamorfozę będącą wynikiem wyczerpujących treningów, zaskakujące rozstrzygnięcia i dziejową niesprawiedliwość oraz, co wielu ekscytuje najbardziej, gorące romanse. Jubileuszowa odsłona tanecznego show i tym razem nie zawiodła, ale chyba niewiele osób spodziewało się, że najwięcej plotek o romansie wywołają Katarzyna Zillmann i Janja Lesar - obie w długoletnich związkach i, jak wskazywał stan naszej niepełnej wówczas wiedzy, orientacyjnie niekompatybilne. A jednak, ktoś musiał przecież przejąć schedę po Agnieszce Kaczorowskiej… I kiedy wydawało się, że bohaterki skandalu obyczajowego pozwolą plotkom umrzeć śmiercią naturalną i przeczekają medialną burzę, Janja zrobiła coś w show-biznesie niesłychanego - udzieliła obszernego wywiadu, w którym szczerze i bez kalkulacji opowiedziała o tym, co się wydarzyło.
Zobacz także: Janja Lesar zapewnia, że NIE ZDRADZIŁA swojego partnera i mówi o końcu związku Kasi i Julii: "Rozstały się JUŻ DAWNO"
Decyzja Janji była tyleż zaskakująca, co genialna - publiczność nie cierpi kłamstwa, a w jej głowie kłębi się wiele pytań i teorii, które zazwyczaj zbywa się milczeniem. Nie tym razem. Tancerka przyznała, że z Zillmann połączyło ją coś więcej niż przyjaźń, a w swoim dotychczasowym związku zaciągnęła hamulec. Ciężko posądzać Lesar o naiwność czy brak otrzaskania w show-biznesowych trybikach, bo jest na rynku już od dwóch dekad - choć prawdą jest, że reflektory nigdy nie były na nią aż tak mocno skierowane, jak to ma miejsce obecnie. Reakcje na jej szczerość są mieszane, bo mówienie prawdy to nadal przerażający dla wielu koncept, a i zawsze znajdą się osoby walczące ślepo o związki obcych ludzi. To naturalny odruch, bo boimy się, że nasze "przyzwolenie" na romanse czy zdrady u innych sprowadzi je w końcu na nas samych.
Większość jednak zdaje się doceniać otwartość Janji z prostego powodu - nie lubimy być oszukiwani. Jeżeli widzimy chemię na parkiecie, pocałunki i namiętność, nie chcemy, żeby ktoś nam mówił, że 2+2 to 5. Lesar, chyba zupełnie nieświadomie, popełniła PR-owy majstersztyk i spuściła powietrze z nadmuchanego do granic możliwości balonika, który w innych okolicznościach skończyłby się wizerunkową katastrofą. Bo jakkolwiek kiczowato to brzmi, prawda zawsze się obroni lepiej od najsprytniejszego kłamstwa.
Wyzwolona konserwatystka Steczkowska
Szerokim echem odbił się też wywiad, którego Justyna Steczkowska udzieliła Magdzie Mołek. Piosenkarka ma za sobą fantastyczny rok - występ na Eurowizji i emocje wokół tego zafundowały jej renesans kariery, o którym większość koleżanek z branży z podobnym stażem może jedynie pomarzyć. Wyrazy sympatii i fanowskiej miłości pozwoliły jej nieco opuścić gardę, bo w ostatnich latach Justyna domyślnie wchodziła w pozycję obronną - wszystko mogło i często było atakiem, krytyką i traktowaniem niegodnym artystki, która w historii rodzimej muzyki zapisała się złotymi zgłoskami. Tę nowo nabytą wolność - a może ją dać tylko poczucie bezpieczeństwa i bycia zrozumianym - słychać doskonale w rozmowie z Mołek. Steczkowska dała sobie pozwolenie, żeby się otworzyć przed swoją rozmówczynią i tysiącami internautów.
Zobacz także: Justyna Steczkowska twierdzi, że "w weekendy obżera się jak świnka". Co na to jej mąż? "ONA WPIE..., A NIE JE"
Rozmowa wygenerowała kilka głośnych nagłówków, a tym najbardziej przyciągającym był, naturalnie, ten traktujący o seksie. Steczkowska, choć ubrała to w metaforę, to jednak mocno dosadnie wyznała, że traktuje kobiece ciało jak świątynię, w której "nie każdy może przebywać" i między słowami zapewniła, że z mężem cieszą się udanym pożyciem. Zapewniła też, że nigdy nie dawała się kontrolować swojemu libido, a co za tym idzie, one night standy to nie jej bajka. To ciekawy i być może nawet odważny (?) głos w dyskusji o wolności seksualnej, którą często sprowadza się do skrajności. Konserwatywny podtekst wypowiedzi o "świątyni" został tu jednak przedstawiony z klasą i szacunkiem. Widać, że Justyna wykonała nad sobą tytaniczną pracę i, jak na osobę, która od lat oceniana jest przez miliony, nie śpieszy się, żeby wytykać palcem innych.
Mucha wygrywa w sądzie z Smaszcz
Miniony tydzień był też kolejnym, w którym polskie sądy zajmowały się Pauliną Smaszcz. Tym razem, nietypowo, nie miało to związku z Maciejem Kurzajewskim i Kasią Cichopek - sądowa telenowela z nimi potrwa jeszcze miesiącami. W czwartek zapadł wyrok w sprawie o naruszenie ochrony danych osobowych, którą celebrytce wytoczyła Anna Mucha. Dla przypomnienia: Smaszcz ujawniła treść wezwania, które otrzymała od prawników byłego męża i jego partnerki, gdzie znajdowała się lista świadków i dane wrażliwe, m.in. właśnie Anny Muchy. Aktorka nie bawiła się w półśrodki, tylko od razu poszła do sądu i wygrała, co sprawiło jej oczywiście wiele satysfakcji.
Sam wyrok i zasądzone 140 złotych kosztów sądowych oczywiście nie są jakąś spektakularną karą, ale istnieje szansa, że Smaszcz faktycznie "otrzeźwieje". Może zda sobie sprawę, że wpadając w szał rozliczania eks i pogoni za szeroko pojętą "sprawiedliwością", może nastręczyć sobie więcej kłopotów niż pożytku. Bo jeśli na linii ognia w tym strzelaniu na oślep znajdują się przypadkowe osoby, to może warto odłożyć broń?
Zobacz także: TYLKO NA PUDELKU: Anna Mucha komentuje wygraną w sądzie ze Smaszcz: "Ma 2 lata, żeby OTRZEŹWIEĆ" (WIDEO)