Jak każdego roku "Kevin sam w domu" wykręcił rekord oglądalności, stając się największym telewizyjnym przebojem w niedawno zakończonym okresie Świąt. Żadna inna pozycja nie mogła pochwalić się przyciągnięciem przed ekrany ponad 3 milionów widzów. Niebotyczny sukces produkcji familijnej naturalnie przysporzył jego gwiazdom ogólnoświatowego rozgłosu. Odtwórca roli tytułowej i jego filmowa mama jakiś czas temu mieli okazję ponownie się wyściskać i powspominać stare, dobre czasy współpracy na planie.
Zagorzali fani "Kevina" chętnie sprawdzają, co słychać u ich ekranowych ulubieńców i jak zmienili się na przestrzeni 35 lat. Corocznie w tym szczególnym okresie na popularności zyskuje m.in. nazwisko Daniela Sterna, aktora grającego jednego z dwóch włamywaczy, którzy starają się wykorzystać nieobecność rodziny rezolutnego 8-latka dla osiągnięcia korzyści majątkowych. Nie inaczej było i tym razem, lecz nie tylko za sprawą ponownej emisji świątecznego przeboju. 68-letni Amerykanin stał się bohaterem głośnego skandalu.
WIDEOPiotr Adamczyk zdradza sekret sukcesu filmów z serii "Listy do M".
Daniel Stern został przyłapany na gorącym uczynku
Aktor znalazł się w centrum uwagi zagranicznych mediów po doniesieniach o jego chęci skorzystania z usług pracownicy seksualnej. Jak potwierdzili funkcjonariusze policji z kalifornijskiego Camarillo, do zdarzenia doszło dokładnie miesiąc temu, 10 grudnia. To właśnie wtedy mężczyzna usiłował wynająć kobietę na jedną noc.
Dziennikarze portalu TMZ ustalili, że w hotelu, w którym miała na niego czekać prostytutka, drzwi Danielowi Sternowi otworzyli mundurowi. Na jego szczęście został jedynie ukarany mandatem. W przeciwnym razie otrzymalibyśmy jego świeżutkie zdjęcie wykonane w areszcie.
Zarówno aktor, jak i jego przedstawiciele odmówili udzielenia komentarza w tej sprawie. Przypomnijmy, że zgodnie z obowiązującym prawem, prostytucja w Stanach Zjednoczonych jest nielegalna. Wyjątek stanowi kilka hrabstw w Nevadzie.