Jak na dramę u Beckhamów reagują Brytyjczycy? Eksperci: "Oskarżają go o BRAK WDZIĘCZNOŚCI"
Brooklyn Beckham zrzucił w poniedziałkowy wieczór na swoją rodzinę prawdziwą bombę. Oświadczenie celebryty, w którym zaatakował rodziców i zdradził kulisy trwającego od miesięcy konfliktu, wywołało skrajne emocje i zniszczyło perfekcyjny, budowany od dekad wizerunek Beckhamów. Czy afera wywołana przez syna faktycznie im zaszkodzi? A może będzie tylko niewiele znaczącym przecinkiem w sowicie zapisanej przez nich medialnej historii? Zapytaliśmy ekspertów.
O konflikcie w rodzinie Beckhamów słyszeliśmy od miesięcy, ale opowieść ta była do tej pory pisana ręką redaktorów najbardziej poczytnych tabloidów. W końcu postanowił przemówić jej główny bohater - Brooklyn Beckham zamieścił w sieci obszerne oświadczenie, w którym uderzył w Victorię i Davida i wypunktował ich "przewinienia". Najstarszy syn Beckhamów nie bawił się w półsłówka i szczegółowo opisał, co było powodem rozłamu jego relacji ze sławnymi rodzicami.
Brooklyn Beckham wypunktował rodziców
Aspirujący kucharz sporo miejsca poświęcił głośnemu ślubowi z Nicolą Peltz, który w 2022 roku był kreowany na najgłośniejsze wydarzenie towarzyskie, a prawa do wyłącznej relacji z ceremonii zdobył amerykański "Vogue". Magazyn przedstawił czytelnikom perfekcyjny obrazek uroczystości, tymczasem za kulisami wrzało - według Brooklyna główną antagonistką była jego matka. Victoria miała wystawić "w ostatniej chwili" przyszłą synową i zrezygnować z uszycia jej sukni ślubnej, a ponadto "ukraść" pierwszy taniec pary i to w wielkim stylu, bo tańcząc "niestosownie" ze swoim pierworodnym na oczach gości.
Pomijając jednak najbardziej pikantne anegdoty przytoczone przez Brooklyna, strzałem prosto w serce rodziców okazał się zarzut, że pielęgnowany przez nich obraz szczęśliwej rodziny to jedynie ułuda stworzona na potrzeby social mediów i sposób na wzmocnienie marki "Beckham", która ma być ważniejsza niż realne więzi. Victoria i David zostali też oskarżeni o prowadzenie wojny podjazdowej i mieli rzekomo szykanować syna i jego małżonkę wysługując się tabloidami, podrzucając im regularnie poniżające anegdoty i zakulisowe historie. Oskarżenia Brooklyna rzecz jasna otworzyły prawdziwą puszkę pandory, bo obok tak łakomych kąsków brytyjskie media nie mogły przejść obojętnie.
Tabloidowe szaleństwo wokół Beckhamów
Andrea Carlo, dziennikarz współpracujący z m.in. BBC, Time i The Independent, wyjaśnia w rozmowie z Pudelkiem, że wrzawa wokół Beckhamów osiągnęła monstrualne wręcz rozmiary i trudno je porównać z typowymi skandalikami, o których na co dzień rozpisują się gazety. Nie bez powodu.
Brytyjskie media są zdecydowanie zdominowane przez tabloidy i stanowią pożywkę dla plotek o celebrytach, ale ta historia jest poważniejsza. Beckhamowie to "popularna rodzina królewska" w Wielkiej Brytanii – istnieją gdzieś pomiędzy Kardashianami w USA a prawdziwą rodziną królewską. Są ikonami okresu Cool Britannia w latach 90., kiedy Brytyjczycy mieli znacznie większe zaufanie do swojej marki. I kurczowo się tego okresu trzymają, ponieważ ich poczucie własnej wartości wciąż chwieje się po brexicie. W rezultacie historia ta zyskała znacznie więcej miejsca w mediach i czasu antenowego niż inne skandale z udziałem celebrytów, niemal jak Megxit sprzed kilku lat
Jego słowa potwierdzają liczby. W ciągu 72 godzin od oświadczenia Brooklyna, sam tylko serwis online tabloidu "Daily Mail" opublikował 66(!) artykułów związanych z aferą, co daje średnią blisko jednej publikacji na godzinę. Temat "grzeje" też w social mediach -krótkie wideo zamieszczone przez "The Sun" na TikToku, na którym widać podobno napięcie między Victorią Beckham a jej synową na czerwonym dywanie w 2023 roku, w rekordowym tempie zaliczyło prawie 20 milionów odtworzeń. A to tylko kropla w morzu kontentu, na którym zarabiają już nie tylko gazety, ale i "zwykli" internauci, bo swoje trzy grosze do gorącego tematu może dołożyć każdy.
Brooklyn i Nicola - nowi Harry i Meghan?
Skojarzenia z księciem Harrym i Meghan Markle nasuwają się same, podobnie reaguje też opinia publiczna, która jest mocno podzielona, a internauci - wzorem kibiców klubów piłkarskich - ustawiają się ze wsparciem po obu stronach boiska.
Opinia publiczna jest podzielona - między tych, którzy sympatyzują z Brooklynem i widzą w nim młodego mężczyznę uwięzionego w pułapce "firmy" celebrytów (podobnej do firmy królewskiej), pragnącego potwierdzić swoją niezależność, a tych, którzy oskarżają go o brak wdzięczności za możliwości, jakie mu dano. Podejrzewają też, że Nicola mogła wpłynąć na jego decyzję
Dziennikarz zwraca również uwagę na fakt, iż - podobnie jak przypadku Harry’ego i Meghan - mamy tu do czynienia z tzw. rozdźwiękiem transatlantyckim. Mowa tu o Brytyjczykach, którzy mają amerykańskie żony i dystansują się od swoich rodzin. Jego zdaniem, niektórzy dostrzegają podobieństwo w tym, jak ujawnia to pewien stopień rozbieżności między brytyjską a amerykańską kulturą rodzinną.
Brytyjska kultura rodzinna ma tendencję do podtrzymywania stoickiej, wspólnotowej mentalności "wszyscy jesteśmy w tym razem" i "zachowaj spokój i działaj dalej", przy czym główne wartości koncentrują się na zachowaniu pokoju i stabilności oraz unikaniu konfliktów. Amerykańskie rodziny są bardziej skłonne do konfrontacji, indywidualizmu i otwartej, gorącej dyskusji. Nie wiemy, jaką rolę odegrało to w rozłamie u Beckhamów, ale z pewnością kształtuje to, jak postrzegają je odbiorcy po obu stronach kontynentu. Amerykanie częściej opowiadają się po stronie "burzyciela", czyli Brooklyna, postrzegając go jako osobę uwalniającą się z toksycznego uwikłania, podczas gdy Brytyjczycy mogą postrzegać go jako niepotrzebnie antagonistycznego i wywołującego podziały
Beckhamowie: rodzina kontra marka
Brooklyn w swoim oświadczeniu podkreślał, że jego rodzina to marka. I co do tego nie ma wątpliwości - majątek Beckhamów szacowany jest na ponad pół miliarda dolarów, a zarządzane przez nich firmy są maszynką do zarabiania pieniędzy. Imperium marki Davida, którego filarem jest DRJB Holdings, osiągnęło w 2024 rekordowe wyniki finansowe, z przychodami wynoszącymi ponad 92 miliony dolarów. Z kolei Victoria Beckham i jej modowo-kosmetyczne biznesy, po latach szeroko opisywanego kryzysu finansowego, również odbiły się od dna i notują obecnie sprzedaż na poziomie 100 milionów dolarów rocznie. Stawka jest więc wysoka.
Czy rodzinny skandal może im realnie zaszkodzić? Ollie Boesen, szef Boesen&Co. -brytyjskiej agencji konsultingowej, która doradza strategicznie i wizerunkowo prestiżowym klientom ze świata rozrywki i biznesu - ocenia w rozmowie z nami, że Beckhamowie powinni wyjść z tej burzy medialnej cało.
Marka "Beckham" jest zbyt duża i ma zbyt duży kapitał, aby miało to jakikolwiek znaczący, długoterminowy wpływ. Byliśmy już tego świadkami w przeszłości. Jesteśmy też w momencie, w którym marka, we wszystkich swoich formach, zaczyna istnieć sama w sobie, niezależnie od ludzi, którzy za nią stoją
I faktycznie - w ciągu blisko trzech dekad swojej medialnej działalności, Victoria i David przetrwali niejeden tabloidowy sztorm. Na przełomie lat 90. i 00. tabloidy rozpisywały się o rzekomych zdradach piłkarza, oskarżały jego żonę o promocję zaburzeń odżywiania i regularnie równały z ziemią jej działalność muzyczną. W ostatecznym rozrachunku, niezależnie od skali tamtych wydarzeń, okazały się one jedynie niewielkimi przeszkodami na drodze do ich spektakularnego sukcesu.
Zobacz także: Dlaczego David i Victoria chcieli, żeby Brooklyn zrzekł się praw do swojego imienia i nazwiska? "SĄ WŁAŚCICIELAMI MARKI"
Milczenie Victorii i Davida
Do tej pory nie doczekaliśmy się oficjalnej reakcji Beckhamów. Internauci żartują, że pewnie w domu milionerów odbywają się teraz niekończące się spotkania i narady sztabu PR-owców, którzy obmyślają idealną odpowiedź na skandal. Może się jednak okazać, że to właśnie milczenie najszybciej ugasi wywołany przez Brooklyna wizerunkowy pożar.
Moja rada brzmiałaby: "zatrzymaj się, weź głęboki oddech i pozwól, by ta chwila przeminęła". Uwaga opinii publicznej nie jest tu napędzana głębokim zaangażowaniem emocjonalnym. Większość ludzi interesuje się tym co najwyżej przelotnie i zdaje sobie sprawę, że nie ma pełnego obrazu sytuacji. Szum medialny napędzają twórcy treści i media goniące za zaangażowaniem
Na aferę z Beckhamami można patrzeć też z socjologicznego punktu widzenia - co rodzinne dramaty milionerów mówią o relacjach rodzinnych XXI wieku. Pojawiają się hasła o "niewdzięcznym pokoleniu Z, które nie cierpi swoich rodziców", toczą się dyskusje dotyczące relacji funkcjonujących wzorowo w social mediach, a kulejących w prawdziwym życiu czy w końcu nieśmiertelne dywagacje dotyczące przywileju. Brooklynowi zarzuca się m.in., że myli sprzeczki z rodzicami czy niefortunne wpadki burzące marzenia o perfekcyjnym weselu z traumą, bo dla rozpieszczonych milionerów urasta do niej najmniejsza niedogodność.
Łatwo w tym wszystkim zapomnieć (a może nawet uwierzyć?), że mamy do czynienia z obiektywnie smutną sytuacją, w której dorosłe dziecko jedynego ratunku dla swojego spokoju i szczęścia upatruje w całkowitym odcięciu się od rodziców.
Osobiście uważam, że osoby bliskie Beckhamom będą miały nadzieję, że obie strony zdołają rozwiązać swoje różnice prywatnie i z czasem znów staną się jedną rodziną
Wszystkie te poważne analizy, felietony i dumania bledną jednak w zderzeniu z rzeczywistością, której daleko do traktowania tego medialnego cyrku z powagą. Dowodem na to niech będzie fakt, iż prawdziwy renesans na listach przebojów przeżywa utwór Victorii Beckham - o dość znaczącym w kontekście afery tytule - "Not Such an Innocent Girl" (pol. Nie taka niewinna dziewczyna) - który w 2001 większej furory nie zrobił, a dziś wylądował na #1 brytyjskiego iTunes… Piosenka stała się podkładem muzycznym tysięcy memów i żartów o "niestosownym" tańcu Victorii, udowadniając po raz kolejny, że w show-biznesie faktycznie nie muszą mówić dobrze, byle by mówili.
Beckhamom zależy rzecz jasna na pozytywnej narracji i niebawem pewnie przekonamy się, w jaki sposób napiszą kolejny rozdział swojej medialnej historii. Bo co do tego, że nie pozwolą postawić kropki nikomu innemu, nie ma chyba najmniejszych wątpliwości.