Mandarynie puściły nerwy po pytaniach Rozenek o występ w Sopocie: "Czego bym nie zrobiła, ludzie mi to ciągle wypominają, tak jak TY TERAZ"
Choć od jej legendarnego występu na festiwalu w Sopocie minęły już dwie dekady, cień tamtego wieczoru wciąż ciągnie się za Mandaryną. Piosenkarka gościła niedawno w podcaście Małgorzaty Rozenek "Z bliska", gdzie wróciła do wydarzeń z 2005 roku. Artystka nie ukrywała jednak żalu i irytacji faktem, że publiczność oraz media wciąż bezustannie wypominają jej sceniczną wpadkę, ignorując wszystkie późniejsze osiągnięcia.
Pamiętny występ Mandaryny na festiwalu w Sopocie w 2005 roku przeszedł do historii polskiego show-biznesu, niestety z takich powodów, jakich by sobie zapewne życzyła. Wykonanie hitu "Ev'rynight" sprawiło, że na lata przylgnęła do niej łatka "beztalencia", z którą gwiazda musiała mierzyć się w szczytowym momencie swojej kariery. Mimo upływu czasu i wielu nowych projektów zawodowych, temat sopockiej sceny wraca do niej niczym bumerang. Podczas wizyty w podcaście Małgorzaty Rozenek "Z bliska" Marta Wiśniewska ponownie została wywołana do tablicy, by zmierzyć się z największym duchem ze swojej przeszłości.
Gospodyni programu postanowiła skłonić swoją rozmówczynię do głębszej refleksji i zapytała ją o to, jak z dzisiejszej perspektywy ocenia tamte traumatyczne wydarzenia.
Wyobraźmy sobie, że są dwie Marty. Ta, która zeszła ze sceny, ale jeszcze nie wie, co przed nią i ta z dzisiaj, która ma perspektywę 20 lat. I wyobraź sobie, że możecie się spotkać. Co byś powiedziała tej Marcie, która właśnie schodzi ze sceny, ale jeszcze nie wie, że zmierzy się z największą burzą swojego życia? - padło pytanie.
WIDEO
Afera wokół "Girls of Warsaw" zaszkodzi Andziaks i Oli Nowak? Ekspert: "Nie poszły do programu, żeby ZDOBYWAĆ NOWYCH FANÓW" (WIDEO)
Zanim weszła na tę scenę powiedziałabym: "Słuchaj, stara, powiedz im, albo pokaż po prostu i zejdź". Że jeśli ktoś chciał i zrobić prztyczka w nos, to bądź po prostu ostrożniejsza. Albo po prostu im powiedz, że jak się będziesz słyszeć, wejdziesz na tę scenę jeszcze raz. To jedno bym zrobiła. Nie zmieniłabym w tej dziewczynie niczego - zapewniła Mandaryna.
Prowadząca dopytywała dalej, czy po opuszczeniu sceny artystka nie potrzebowała wtedy po prostu ciepłego słowa wsparcia.
A nie miałabyś poczucia, żeby jej powiedzieć, wytrzymasz to? - Rozenek zapytała wprost
Marta odpowiedziała na to z dużą dozą wyrozumiałości dla samej siebie sprzed lat.
Tak, natomiast myślę, że ona też to wie, jakby po tym względem żeśmy się nie zmieniły - stwierdziła. Natomiast na pewno mogę powiedzieć, że po tych dwudziestu paru latach bym jej odpuściła i mogła ją przytulić, ale nic bym w niej nie zmieniała, bo i tak przez lata w jakiś sposób się zmieniała. Ale ta spontaniczność, ta radocha, ta energia to jest coś, czego jej trochę zazdroszczę. Że była taka, że wydawało jej się, że jeżeli świat do niej należy, to do niej należał i nie mogło się nie udać. Ta sytuacja wybiła mnie z tego... nie wiem czego.
Czy występ Mandaryny w Sopocie został sabotowany?
Przez lata wokół klapy w Sopocie narosło mnóstwo legend. Wielu wydawało się nieprawdopodobne, by problemy techniczne były dziełem czystego przypadku. W kuluarach od dawna szeptano o możliwym celowym podcięciu skrzydeł rosnącej w siłę gwieździe. Małgorzata Rozenek postanowiła poruszyć i ten niewygodny wątek, rzucając prosto z mostu:
Są plotki, że ktoś zrobił to specjalnie.
Słysząc po raz kolejny rozważania na temat domniemanego spisku, Mandaryna nie kryła już poirytowania. Ukochana Michała Wiśniewskiego dała jasno do zrozumienia, że nie ma zamiaru budować swojej narracji na roli ofiary ani roztrząsać starych brudów.
Ja ten temat zamknęłam - odparła z nieskrywaną irytacją. Nie mogę tej winy szukać w innych ani w sobie. Wzięłam to na klatę, odpękałam to i zamknęłam. I są to dla mnie zamknięte karty. (...) A czego bym nie zrobiła, ludzie ciągle, tak jak ty teraz, do tego wracają. Pytanie, kiedy ja przestanę na to odpowiadać.
To ja ci odpowiem. Nigdy. I zawsze tak będzie. Tak samo jak do Michała Wiśniewskiego. U mnie wracają do Radosława i jego przeszłości - weszła jej w słowo Rozenek.
To jest moja rana, która jest moja i się zakleiła, mimo że ją ktoś ciągle rozdrapuje - skwitowała Marta
W Pudelku pracuję już od niemal sześciu lat. Wcześniej przez dwa lata zajmowałem się stylizowaniem. Moda zawsze była bliska memu sercu, jednak bezpośrednia styczność z show-biznesowym środowiskiem uświadomiła mi, że zdecydowanie bardziej ciągnie mnie do pisania o "stylówkach" celebrytów, niż ubierania ich. Oprócz śledzenia branżowych dram jestem na bieżąco również z nowinkami ze świata kina.